Węgorz z drobiu

0
Grzegorz Miecugow
REKLAMA

Czasy te przypomniały mi się pod wpływem jednego wydarzenia, które jednak zadziałało jak katalizator pamięci. Tym wydarzeniem był blamaż Legii Warszawa w jej debiucie w Lidze Mistrzów. Przypomnę, że mistrz Polski przegrał na własnym stadionie 0‑6 z wicemistrzem Niemiec, Borrusią Dortmund.
Sama porażka nie jest niczym specjalnie dziwnym, jej rozmiar jest bolesny, ale takie wyniki też się zdarzają. Problemem jest to, że na stadionie w Warszawie zobaczyliśmy eksplozję kultury podróbek. Na boisku biegało jedenastu młodych mężczyzn, z których 10 udawało, że są zawodowcami. Na ławce siedział drogo opłacany Albańczyk, który udawał, że jest trenerem. W loży honorowej siedziało dwóch facetów, którzy są właścicielami klubu i którzy udają, że wiedzą, jak się prowadzi piłkarski biznes. I wreszcie na trybunach siedzieli ludzie, którzy udawali, że są kibicami. Część z nich nigdy nie widziała nieudawanego kibicowania, część koncentrowała się na wznoszeniu chamskich okrzyków, a spora grupa podjęła próbę bandyckiego napadu na przyjezdnych, czyli na innych, czyli po prostu na obcych przybywających z cywilizowanego świata.
Nie wszyscy są w tym udawaniu jednakowo winni. Piłkarze, udając zawodowców, narażają swoją karierę na szwank. Grając w takim klubie jak Legia, ryzykują, że prawdziwe kluby nie będą ich chciały, a kariera piłkarza długa nie jest, trwa gdzieś do 35. roku życia, Czas na prawdziwe zarabianie przypada gdzieś na 25. – 30. rok życia. Piłkarze woleliby raczej grać, a nie udawać. Trener, który za chwilę z hukiem wyleciał z pracy, też by wolał nie zaliczyć takiego bolesnego doświadczenia. Niesława, jaka za nim pójdzie, nie pozwoli mu szukać pracy w innym, prawdziwym klubie.
Dlaczego został zatrudniony na tym stanowisku? Dobre pytanie, ale należałoby je zadać raczej właścicielom. Tak samo jak można by ich zapytać, dlaczego akceptują bandytów na stadionie. Większość z tych, którzy w kominiarkach zaatakowali kibiców z Dortmundu, miała tak zwany zakaz stadionowy, jakim zatem cudem znaleźli się na tym zakazanym dla nich stadionie? Ale tu cudów nie ma. Właściciele Legii godzą się na bandytów, którzy co i rusz demolują stadiony w całej Europie.
Panowie Leśnodorski i Mioduski nie unikną też odpowiedzi także na inne pytania, na przykład, dlaczego przez lata przymykają oczy na szowinizm i rasizm manifestowany przez tak zwanych kibiców? Albo dlaczego godzą się na wnoszenie rac na stadion? Race nie są wielkości zapalniczek, nie da się ich przemycić w kieszeni albo w gaciach, podobnie jak nie da się niepostrzeżenie wnieść na stadion kilkudziesięciometrowego transparentu pełnego inwektyw i chamskich treści.
Skutek tego nieudanego powrotu do elitarnych rozgrywek na krótką metę będzie taki, że prawdopodobnie stadion Legii zostanie na jakiś czas zamknięty. Właściciele poniosą milionowe straty, ale to ich problem. Niekiedy trzeba płacić za własną nieudolność. W dłuższej perspektywie natomiast cywilizowany świat się od nas odwróci. Dobry piłkarski klub nie ma powodu jechać i grać z podróbką, narażać swoich kibiców na spotkanie z troglodytami. W Europie pełno jest prawdziwych klubów piłkarskich ze stadionami, na które przychodzą kibice, a nie bandyci.
Co to wszystko może obchodzić kogoś, kto w ogóle nie interesuje się piłką nożną i ma w nosie to, czy Real Madryt w listopadzie zagra w Warszawie przy pustych trybunach? Ano to, że strach pomyśleć, że być może przykład piłkarskiego mistrza Polski jest częścią większej całości. Jeżeli przyjrzymy się uważniej naszemu pięknemu państwu, to może zachodzić podejrzenie, że osoba stojąca na czele rządu udaje premiera, głowa państwa udaje prezydenta, opozycja udaje, że ma pomysł na to, jak to nasze państwo powinno wyglądać, a my wszyscy udajemy odpowiedzialnych wyborców.

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze