50 lat albumu Black And Blue

0
fonograf - The Rolling Stones
REKLAMA

23 kwietnia 1976 roku wydany został trzynasty studyjny album zespołu The Rolling Stones – Black And Blue. Spotkał się ze zróżnicowanymi reakcjami i dopiero po latach zaczęto dostrzegać go jako wartościowy dokument przejściowego etapu w historii zespołu.
W tamtej odległej dekadzie była to jedna z pierwszych płyt Stonesów, jaka fizycznie trafiła w moje ręce. Wcześniej, dzięki radiowej Trójce, poznałem kilka poprzednich krążków bandu, takich jak znakomity Sticky Fingers, czy choćby It’s Only Rock ’n Roll. Album Black And Blue, niestety, nie zachwycił ówczesnego nastolatka, ale, co było dla mnie pocieszające, nie zachwycił również wielu wytrawnych znawców. Jednak do rzeczy.

Lata 1968–1974 to dla Stonesów okres absolutnie klasyczny. Płyty takie jak Beggars Banquet, Let It Bleed, wspomniana Sticky Fingers czy podwójny Exile on Main St. ugruntowały ich pozycję jako jednego z najważniejszych zespołów w świecie. Był to czas, w którym Stonesi w mistrzowski sposób łączyli bluesowe korzenie z rockową energią. Jednak połowa lat siedemdziesiątych przyniosła zmiany. Z zespołu odszedł gitarzysta Mick Taylor. Fakt ten zmusił pozostałych muzyków do poszukiwania nowego brzmienia. Proces nagrywania Black and Blue miał więc charakter nieco eksperymentalny – przez studio przewinęło się kilku gitarzystów, ale ostateczny skład nie był jeszcze ustabilizowany. Efekt tych poszukiwań słychać na płycie.
Album otwierał Hot Stuff – utwór zaskakujący, oparty na rytmice funkowej, z wyraźnym wpływem muzyki tanecznej. Pokazywał, że Stonesi próbują odnaleźć się w nowych realiach muzycznych połowy lat siedemdziesiątych. Podobny charakter miał kawałek Hey Negrita, utrzymany w luźnym, niemal jamowym klimacie.

Z kolei Fool to Cry niósł spokojniejsze, bardziej refleksyjne oblicze zespołu. To jedna z tych kompozycji, w których Mick Jagger dzięki swojej wokalnej ekspresji z powodzeniem demonstrował umiejętność operowania emocjami.
Na płycie pojawił się także utwór Memory Motel – rozbudowana, nastrojowa kompozycja, w której wyraźnie słychać tęsknotę za wcześniejszym stylem zespołu. To jeden z najmocniejszych momentów albumu, pokazujący, że Stonesi wciąż potrafili tworzyć utwory o dużej sile oddziaływania.
Nie sposób pominąć również Hand of Fate, jednego z bardziej klasycznych rockowych fragmentów płyty, oraz Crazy Mama, utworu zamykającego album w bardziej energetycznym tonie.

REKLAMA (2)

Po ukazaniu się płyty z jednej strony pojawiały się głosy uznania. Dla przykładu w magazynie Rolling Stone napisano, że to czterdzieści minut zwartego, surowego rocka i soulu i podkreślono, że krążek opiera się przede wszystkim na „feelingu”. Była to więc próba dostrzeżenia w tej muzyce czegoś więcej niż tylko zbioru luźnych kompozycji. Z drugiej strony nie brakowało opinii zdecydowanie krytycznych. Lester Bangs określił go wręcz jako pierwszy bez znaczenia album Stonesów.
Bez względu jednak na głosy mocno niepochlebne Black and Blue dotarł do 1. miejsca listy bestsellerów amerykańskiego magazynu Billboard, a w Wielkiej Brytanii osiągnął pozycję 2.
Z perspektywy czasu widać, że krążek odegrał istotną rolę w dalszej historii zespołu. To w trakcie jego nagrywania pojawił się nowy gitarzysta – Ronnie Wood. Jego styl gry, bardziej zespołowy i mniej dominujący niż w przypadku Micka Taylora, wpłynął na brzmienie kolejnych płyt.

REKLAMA (3)

Black and Blue dokumentował czas poszukiwań i niepewności, ale też otwartości na nowe brzmienia. I właśnie dlatego warto do niego wracać. Nie jako do dzieła doskonałego, lecz jako do zapisu chwil, w których The Rolling Stones musieli na nowo zdefiniować samych siebie. A to w historii rocka bywa momentem równie istotnym jak największe sukcesy.

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze