Clapton w Rainbow Theatre

0
fonograf-Eric Clapton's Rainbow Concert
REKLAMA

10 września minęło pół wieku od wydania płyty Eric Clapton’s Rainbow Concert. Był to album mniej istotny ze względu na muzyczną dyspozycję Claptona, większe znaczenie miał jako zapis „scenicznej terapii”, poprzez którą gitarzysta podejmował walkę z uzależnieniem.

Ta krótka płyta w chwili ukazania się dodała pewnej tajemniczości milczącemu przez długi czas Claptonowi, stała się przy tym manną dla fanów oraz ciekawym historycznie muzycznym dokumentem.

Wcześniejszą płytą, jaką Clapton zarejestrował (pod szyldem Derek And The Dominos) była Layla And Other Assorted Love Songs, zawierająca klasyczną kompozycję tytułową. Layla była wyrazem szaleńczej miłości muzyka do Patti Boyd, żony przyjaciela, George’a Harrisona. Kompozycja ta w pewien sposób sygnalizowała okres życiowego krachu muzyka. Emocjonalne tarapaty sprawiły, że odjechał w stany narkotyczne. Gdyby zabrakło przyjaciół z Petem Townshendem, gitarzystą The Who na czele, zapewne podzieliłby los innych artystów uśmierconych przez nałóg.

REKLAMA (2)

W ramach pomocy zaprzyjaźnieni muzycy namówili go na wspólny koncert, choć nie obyło się bez długotrwałych starań. Zanim jednak o tym, przytoczę fragment książki Paula Scotta Bóg gitary, w którym Clapton pisarzowi Steve’owi Turnerowi tak mówił: Zawsze powtarzałem, że wszyscy moi idole byli ćpunami. Ray Charles, Billie Holiday, Charlie Parker, podaj jakiekolwiek nazwisko. Albo się zaćpali, albo są uzależnieni, albo przez prochy są w garści mafii. Moim zdaniem nałóg stymuluje ich grę – może nie na długo, bo wcześniej czy później ściąga w dół, ale przez jakiś czas naprawdę inspiruje. Gdyby to nie była heroina, byłaby whisky albo kobiety. Po prostu musi być coś, co mnie dręczy. Gdybym był ze wszystkiego zadowolony, nie miałbym po co brać gitary i grać.

W czasie życiowego dołka Clapton zaszył się wraz z arystokratką Alice Ormsby-Gore w posiadłości w Hurtwood, w której, co prawda, brama była otwarta, ale kiedy przyjaciele pukali do drzwi, ignorował ich. Pod wpływem heroiny nie wychodził z domu. Zajadał się czekoladą i śmieciowym jedzeniem. Utył, spuchł, miał zaparcia, a nawet… nie chciało mu się myć.

Jedną z niewielu osób, jakie mogły wchodzić do domu w Hurtwood był wspomniany Pete Townshend. Muzyk przekonał Claptona, by pozwolił mu przesłuchać niedokończone taśmy z nagraniami z czasów The Dominos. Wkrótce potem skontaktował się z ojcem Alice, lordem Harlechem, fanem muzyki. Obaj zaplanowali, że wyciągną Erica z domu, organizując w londyńskim Rainbow Theatre koncert mający uczcić przystąpienie Wielkiej Brytanii do Europejskiej Wspólnoty Gospodarczej. Show miał nosić tytuł Eric Clapton’s Rainbow Concert, i tak też zostało.

Oprócz Townshenda, Claptona zgodzili się wesprzeć: Steve Winwood i Rick Grech, byli członkowie zespołu Blind Faith, a także Ronnie Wood oraz były perkusista zespołu Traffic, Jim Capaldi.

Tu raz jeszcze sięgnę po fragment książki Paula Scotta: Jakimś cudem udało się przekonać Claptona, by wziął udział w koncercie, a próby odbywały się w domu Wooda. Niestety, choć Eric najwyraźniej bardzo się starał (biorąc pod uwagę jego kondycję), z jego wzmacniacza dobywały się dźwięki bardzo marnej jakości. Co gorsze, w dzień koncertu, 13 stycznia 1973 roku, on i Alice pojawili się naćpani po uszy i spóźnieni, ponieważ dziewczyna musiała poszerzać Ericowi spodnie, tak bardzo utył od czekolady. George Harrison, Ringo Starr i Elton John usiedli na widowni, aby wysłuchać muzyka, który ewidentnie nie był w formie.

REKLAMA (3)

Jednak podobnie jak po koncercie dla Bangladeszu (zorganizowanym przez Harrisona w sierpniu 1971 roku – przyp. KB) wszystko wróciło potem do „normy” i Clapton zamknął się w domu, aby ćpać. Aż dziw bierze, że ocalił życie.

Słów teraz kilka o muzyce zawartej na płycie. Po raz pierwszy zaprezentowane zostały na niej wersje na żywo utworów Badge, Little Wing i After Midnight, z których każdy był już wtedy klasykiem stworzonym w czasach, gdy gwiazda młodego Claptona znajdowała się w zenicie. Gwiazdorski band towarzyszący odkrył fascynujące wymiary jego muzyki. Utwory z czasów Cream, Blind Faith i Derek And The Dominos połączył w luźną, ale charakterystyczną całość.

Był to wysiłek zespołowy, będący (dla przykładu) w równym stopniu wizytówką Steve’a Winwooda – który śpiewał główne wokale w utworach Presence Of The Lord oraz Pearly Queen – jak i nominalnej gwiazdy. Koncert pokazał jednak, że Clapton nadal może grać i występować.

Do dziś wydawnictwo upamiętniające tamten show pozostaje ciekawym dokumentem koncertowym, a to, że na innych płytach znaleźć można zdecydowanie lepsze wersje zamieszczonych nań utworów, pozostaje sprawą drugorzędną.

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze