Heros gitary

1
Fonograf JimmyPage
REKLAMA

Jimmy Page to nie tylko założyciel i filar Led Zeppelin, to także wybitny muzyk sesyjny, który wziął udział w nagraniu setek utworów. W minioną sobotę ten legendarny gitarzysta skończył 77 lat.

W listopadzie 1990 roku, w wywiadzie dla miesięcznika Musician Page powiedział: Zawsze byłem niedbałym gitarzystą. Nigdy nie miałem takiej techniki, jak John McLaughlin. Przypuszczam, że brak techniki wymusza poszukiwania własnego stylu, zmusza do oryginalności. Dwa miesiące później, jakby w nawiązaniu do tej wypowiedzi, Carlos Santana na łamach magazynu Guitar Player tak się wyraził: Solówki Page’a są fantastyczne, ale to jego talent kompozytorski sprawia, że góruje nad innymi. Według mnie to on właśnie przejął na siebie to, co robił Hendrix.
Page odegrał w historii rocka jedną z kluczowych ról. Jego pozycja wśród najlepszych gitarzystów zawsze była bardzo wysoka. Zdobył ją jeszcze zanim powstał hard rockowy band wszechczasów – Led Zeppelin, ale gdy na rockowym firmamencie zespół wzniósł się wyżej od innych, gwiazda gitarzysty zajaśniała pełnym blaskiem.
Urodzony 9 stycznia 1944 roku w Heston, w hrabstwie Middlesex, James Patrick Page był wychowywany w dzieciństwie z dala od rówieśników. Po latach twierdził więc, że jest samotnikiem, któremu izolacja nie przeszkadza w żadnym stopniu, wręcz przeciwnie daje mu poczucie pewności.

Pierwszym profesjonalnym zespołem, z którym się związał, była grupa Neil Christians And The Crusaders, grająca pionierską (jak na Anglię) muzykę Chucka Berry’ego i Bo Diddleya. Page, wtedy siedemnastolatek, szybko zapracował sobie na opinię asa gitary. Dzięki solidnym zarobkom, już wtedy dysponował nowoczesnym, „wypasionym” sprzętem. Jako pierwszy gitarzysta w Londynie stosował nożne przyciski. Wtedy też, w stolicy Albionu w dobrym tonie było zobaczyć i usłyszeć to, co demonstruje podczas koncertów.
Zostając studentem sztuk pięknych, Page nie przerwał swoich gitarowych poszukiwań. Ponoć, co niedzielę pod okiem mamy, która szykowała herbatki, jamował w swoim domowym studio ze swoim bliskim kumplem, Jeffem Beckiem oraz innymi młodymi adeptami rhythm and bluesa.
Po jednym z jamów w Marquee, brzmienia gratulował mu Eric Clapton. Dzięki regularnym występom w tym słynnym klubie, szybko wypracował sobie pozycję lidera wśród brytyjskich gitarzystów sesyjnych. Miał wtedy niespełna dwadzieścia lat, a jego talent pozwalał mu na dostosowanie się do wszelkich stylów gitarowych. Dzięki temu zagrał we wczesnych nagraniach tak znaczących kapel, jak The Who, Kinks czy Them.

REKLAMA (3)

Najmodniejszym jednak bandem w połowie lat sześćdziesiątych był w Londynie The Yardbirds z Erikiem Claptonem. Ciekawe, że jeszcze zanim Clapton opuścił tę grupę, Page otrzymawszy od managera propozycję objęcia w zespole funkcji gitarzysty prowadzącego, polecił w swoje miejsce Jeffa Becka. Ten, w dowód uznania, ale zapewne i z przyjaźni podarował mu rzadki egzemplarz gitary Fender Telecaster.
Page, jak sam twierdzi, zawsze lubił dźwiękowe eksperymenty. W 1966 roku do gry na gitarze po raz pierwszy użył smyczka. Był sam zaskoczony, jakie dźwięki wydobyły się z Gibsona Black Beauty. Od tamtej pory opanowywał tę technikę dążąc do perfekcji. Latem wspomnianego roku, za namową Jeffa Becka, przyjął posadę gitarzysty basowego w The Yardbirds, stając się z czasem pełnoprawnym gitarzystą.
W 1966 roku jego umiejętności mogli podziwiać Amerykanie, a potem w latach 1967-1968 miłośnicy rocka w całym cywilizowanym świecie. Potem założył Led Zeppelin, po którego rozpadzie rozpoczął karierę solową. Stworzył ścieżkę dźwiękową do drugiej części filmu Death Wish. W 1984 roku wraz z Paulem Rodgersem założył grupę The Firm, z którą zarejestrował dwa albumy. W 1988 roku wydał jedyny, jak dotąd, solowy album Outrider.
W 1993 wraz z Davidem Coverdale’em nagrał solidny album Coverdale – Page, a rok później wydał płytę No Quarter: Jimmy Page and Robert Plant Unledded, będącą efektem wspólnego występu w Robertem Plantem dla MTV Unplugged. Z Plantem wydał również album Walking into Clarksdale.

REKLAMA (2)

Kolejnymi projektami Page’a były (między innymi) eksperyment z raperem Puff Daddym i współpraca koncertowa z zespołem The Black Crowes.
W sierpniu 2008 roku artysta wraz z Leoną Lewis wystąpił podczas ceremonii zakończenia Igrzysk Olimpijskich w Pekinie, gdzie wykonał wielki hicior Led Zeppelin – Whole Lotta Love.
W grudniu 2005 roku, w uznaniu zasług, na mocy decyzji królowej Elżbiety II został odznaczony Orderem Imperium Brytyjskiego.
Na koniec jeszcze coś pół żartem, pół serio. Mówi się u nas, że kiedy ktoś przeżywa 77 lat, czyli tzw. dwie kosy, to jeszcze sporo pożyje. Niech tak będzie. Długo i twórczo.

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
1 Komentarz
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze