18 lipca mija 45 lat od wydania albumu Closer zespołu Joy Division. Winyl ten na łamach magazynu New Musical Express w plebiscycie „Płyta roku 1980” zdobył pierwsze miejsce.
Closer spotkał się z dużym uznaniem i do dziś jest uznawany za najbardziej reprezentatywne dzieło Joy Division. Krytycy muzyczni, tacy jak Mark Fisher, uważają, że jest to „klejnot w koronie post-punku”. W 1995 roku Closer został uznany przez magazyn Spin za jeden ze 100 najlepszych albumów alternatywnych, jakie w ogóle wydano (w rankingu zajął 69. miejsce). W 2002 roku amerykański Pitchfork umieścił krążek na 10. pozycji listy najlepszych albumów wydanych w latach 80. Dekadę później magazyn Slant w identycznym zestawieniu ulokował go na miejscu 7.
Siła muzyki Joy Division tkwiła nie tyle w prostych riffach i niepokojącym rytmie, ile w swoiście depresyjnej, przygnębiającej, pełnej rezygnacji atmosferze. Krótka, bo zaledwie kilkuletnia historia zespołu rozpoczęła się 20. lipca 1976 roku. Wówczas to w Leser Free Trade Hall w Manchesterze występowali Sex Pistols oraz dwa lokalne bandy: Slaughter Ane The Dogs oraz Buzzcocks. Wydarzenie to stało się inspiracją dla trójki młodych ludzi. Bernard „Dicken” Albrecht, Peter Hook oraz Terry Mason zakupili instrumenty. Po kilku tygodniach dołączył do nich Ian Curtis. Tak sformował się zespół Stiff Kittens, który wkrótce przekształcił się w Warsaw. Dla mieszkańców Manchesteru nazwa ta brzmiała może i nieco egzotycznie, ale prawdziwym powodem jej przyjęcia był mroczny utwór Davida Bowiego, pochodzący z płyty Low, a zatytułowany właśnie Warsaw.
Kapela zadebiutowała 29. maja 1977 roku w manchesterskim Electric Circus. Niespełna dwa miesiące później nagrała demo w Pennine Sound Studios. W grudniu 1977 roku zarejestrowała EP-kę An Ideal For Living, a miesiąc później przekształciła się w Joy Division. Nazwę tę Curtis zaczerpnął od Karola Cetinsky’ego, który w książce The House Of Dolls określał tak grono młodych dziewcząt w obozach koncentracyjnych, utrzymywane ku uciesze hitlerowskich oficerów.
W maju roku 1978 muzycy Joy Division w ciągu zaledwie pięciu dni nagrali materiał na debiutancką płytę Unknown Pleasure. Na przełomie 1978 i 1979 odbyli jedyne europejskie tournée. Najbardziej znany singel Love Will Tear Us Apart oraz materiał na płytę Closer zarejestrowali w marcu 1980 roku. Kilka tygodni potem (2. maja) na uniwersytecie w Birmingham dali swój ostatni koncert. Szesnaście dni później Curtis popełnił samobójstwo.
Closer to najdojrzalszy krążek w nader skromnej dyskografii grupy. W jego prostej i świadomie brudnej estetyce było coś, co pociągało młodych ludzi w całej Europie. Mroczne klimaty, pokręcone, zupełnie nie przebojowe teksty i ten odklejony, neurotycznie wsobny, schorowany outsider, wokalista – Ian Curtis.
Album Closer w porównaniu z brutalnym, acz bardziej konwencjonalnym krążkiem Unknown Pleasures, był sporym skokiem. Kompozycje nań zawarte sytuowały się daleko od inspirowanych punkiem wcześniejszych kawałków. Unknown Pleasures był w dużym stopniu zasługą producenta Martina Hannetta i jego śmiałego wykorzystania efektów cyfrowych. Na Closer, mimo tej samej ręki, muzyka jest inna, tajemniczo obca, jakby pochodziła z jakiejś egzystencjalnej otchłani, począwszy od dziwnych, militarystycznych rytmów Colony, a na histerycznych i wynaturzonych brzmieniach gitar w Atrocity Exhibition skończywszy. Do tego dochodziły jeszcze syntezatory, zwłaszcza w Isolation i Heart And Soul.
W 1981 roku Mikal Gilmore z pisma Rolling Stone w artykule o twórczości zespołu napisał: Muzyka staje się ołowiana, szara i jednostajna, ponieważ ma na celu spełnienie wizji świata, w którym cierpienie jest nieustanne, a nicość uśpiona.
Ktoś kiedyś, nie bez racji, stwierdził, że nawet gdyby po płycie Closer zespół działał nadal z Curtisem, to najprawdopodobniej zacząłby brzmieć jak jego mutacja, czyli New Order. To jednak jest już inna kwestia.
W książce 1001 albumów muzycznych. Historia muzyki rozrywkowej pod redakcją Roberta Dimery’ego, przy okazji Closer można znaleźć następujący opis: Nastrój, jaki buduje tu Martin Hannett w zasadzie sam w sobie jest instrumentem. Wcześniej był tłem, teraz jego firmowe echa i opóźnienia są częścią szkieletów piosenek, przez co te stają się bardziej surowe.
W trzech ostatnich nagraniach – desperackim Twenty Four Hours i do bólu przygnębiających Decades oraz The Eternal (brzmi jak marsz żałobny) – widać wyraźnie, że granica między udręką Iana Curtisa i jego przerażająco smutnymi tekstami właściwie przestała istnieć. Egzystencjalna trauma autora znalazła w nich pełne odzwierciedlenie.




![Dworek w Skrzyszowie po modernizacji [ZDJĘCIA] Dworek Skrzyszów](https://www.temi.pl/wp-content/uploads/2026/01/Dworek-w-Skrzyszowie-2026-3-218x150.jpg)

















