Koniec szkoły

0
borowiec
borowiec1918
REKLAMA

Ten mały krążek, który wkrótce po wydaniu uplasował się na szczycie brytyjskiej listy przebojów, zapowiadał bardzo dobry concept album pod tym samym tytułem. Ukazał się on dwa miesiące później i przedstawiał rockową opowieść o szkolnych latach, koncepcyjnie nawiązującą do musicalu West Side Story Leonarda Bernsteina. Album – choć, jak zauważali to krytycy, charakteryzował się nadmiernym przepychem aranżacyjnym, łagodzącym hardrockowe ostrze muzyki – wskoczył do czołówki zestawień po obu stronach Atlantyku i utorował zespołowi drogę ku sławie.
W odległych latach siedemdziesiątych słuchałem bandu z upodobaniem. Do dziś mam zajechany winyl Love It To Death (trzeci w dyskografii) z hiciorem I’m Eighteen. Minęły dekady, a dla mnie i moich rówieśników (ale i w ogóle w Polsce) pozostało tak, że Alice Cooper to nie tyle zespół, ile wykonawca (zresztą to też jego pseudonim) i, co za tym idzie, zawsze będziemy mówić i odmieniać po polsku „tego Alice’a Coopera”, a nigdy „tej Alice Cooper”. To taka mała dygresja.
Lider zespołu naprawdę nazywa się Vincent Damon Furnier i urodził się w 1948 roku w Detroit. Uważany jest za jednego z pionierów rocka z elementami teatru, musicalu i… horroru – gatunku, który w latach 70. nazywano shock rockiem. Za pseudonim posłużyło mu imię i nazwisko XVII-wiecznej czarownicy, a swój zespół, który początkowo działał jako The Spiders oraz The Nazz, określał jako garażową formację z mnóstwem naprawdę przerażających pomysłów. Określenie to stosownie uzupełniał: W naszej twórczości zawsze był obecny pierwiastek teatralności. Bez skrępowania żonglowaliśmy w naszej muzyce tematami z „West Side Story”(…), a także tematami z produkcji telewizyjnych. To właśnie horrory i telewizyjne seriale detektywistyczne ukształtowały nas takimi, jakimi wówczas byliśmy. Wychowywaliśmy się na telewizji i kinie, było więc rzeczą naturalną, że będzie to słychać w naszej muzyce.
Czas jednak na słów kilka o hicie School’s Out. To, bez wątpienia, jeden z najsłynniejszych utworów w dorobku artysty i jego bandu. Ten jadowity i anarchistyczny numer szybko zyskał miano antyszkolnego hymnu. Cooper tak o nim mówił: Kiedy nagraliśmy School’s Out, wiedziałem, że piosenka była niczym nowy hymn państwowy. Byłem jak Francis Scott Key (autor tekstu amerykańskiego hymnu – przyp. KB) ostatniego dnia szkoły.
Cooper – jak pisze o tym Nathan Brackett, autor książki Legendarne przeboje rocka – zaczerpnął frazę „koniec szkoły” ze starego filmu o The Bowery Boys i było to slangowe wyrażenie oznaczające „weź się w garść”. Nigdy jednak nie było wątpliwości o czym piosenka traktuje. Artysta wypowiadał się o tym, zaczynając zresztą od pytania, następująco: Jakie są najwspanialsze trzy minuty waszego życia? Po czym odpowiadał: Są dwie takie chwile w roku. Pierwsza to poranek Bożego Narodzenia, kiedy szykujemy się do rozpakowania prezentów. Druga to ostatnie trzy minuty ostatniego dnia szkoły, kiedy człowiek siedzi i w powietrzu czuć klimat dopalającego się lontu. O to właśnie chodziło. Ponoć, Cooper tak sobie kombinował: Gdyby udało nam się uchwycić te trzy minuty w piosence, bylibyśmy skazani na sukces. Rzeczywiście tak się stało. Trzeba jednak przyznać, że do tego sukcesu walnie przyczynił się też producent Bob Ezrin. To za jego pomysłem piosenka została dopełniona dziecięcym chórem. Notabene, Ezrin powtórzył ten zabieg siedem lat później, kiedy był producentem Another Brick In The Wall zespołu Pink Floyd.
Mówiąc o zaletach School’s Out nie można pominąć porywającego gitarowego riffu Glena Buxtona i charakterystycznego, niczym w bolerze, rytmu, zaczerpniętego zresztą od The Yardbirds (Cooper twierdził, że gdy startowali, tak właśnie chcieli brzmieć).
A tekst? No, cóż, składał się m.in. z takich wersów: Nie mamy wyboru, dziewczęta i chłopcy, robiąc cały ten hałas./Oni znaleźli nowe zabawki./Och, nie możemy oddawać im honorów./…/Jeśli to nie jest przystosowanie, to jest to opór./Precz ze szkołą na lato,/precz ze szkołą na zawsze./…/Nigdy więcej ołówków,/nigdy więcej książek,/nigdy więcej krzywych spojrzeń nauczycieli./Więc, nie mamy klasy,/nie mamy dyrektorów/i nie mamy prymusów./Nie możemy nawet myśleć o poezji./…/Precz ze szkołą na wakacje/Precz ze szkołą aż do jesieni.
Dziś słowa piosenki nie wydają się nazbyt obrazoburcze, a i muzyka straciła nieco na drapieżności, ale w 1972 roku wszyscy piosenką byli poruszeni, zarówno dzieciaki, jak ich rodzice i nauczyciele.

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze