Mike Scott i jego Wodniacy

0
The Waterboys
The Waterboys
REKLAMA

W lipcu mijają cztery dekady od wydania debiutanckiego albumu The Waterboys. Jest zatem okazja, aby przypomnieć nie tylko krążek, ale również firmującą go grupę, a zwłaszcza jej założyciela i lidera – Mike’a Scotta.

Muszę przyznać, że dla Waterboys mam wiele sympatii, a chociaż płytowy debiut mnie nie powalił, to jednak kolejne wydawnictwa bandu Mike’a Scotta z This is The Sea na czele lubię i cenię. Co więcej, od lat śledzę ukazujące się kolejne duże krążki Wodniaków, wśród których obok słabszych, są też zdecydowanie lepsze, jak choćby ubiegłoroczny All Souls Hill. Dodam, że kiedy kilka lat temu, kiedy dowiedziałem się o holendersko-brytyjskim filmie psychologicznym z muzyką grupy (na żywo!), zatytułowanym po prostu Waterboys, od razu zapragnąłem go zobaczyć. Film, którego premiera odbyła się w 2016 roku, okazał się bardzo przyzwoity, a muzyka bandu miała w jego fabule podwójne znaczenie.

Grupa The Waterboys została założona przez Mike’a Scotta w Edynburgu, w 1981 roku. Do tej pory przewinęło się przez nią ponad 80 muzyków (sic!), jednak jej liderem, filarem, kompozytorem, wokalistą i zarazem jedynym stałym muzykiem pozostaje założyciel.
Mike Scott urodził się 14 grudnia 1958 roku w Edynburgu jako syn wykładowcy w college’u. Gdy miał dziesięć lat, ojciec opuścił rodzinę. Ponoć wtedy właśnie, dzięki piosence Last Night In Soho zespołu Dave, Dee, Dozy, Beaky, Mick And Tich, zrozumiał, że chce tworzyć muzykę. Gdy stał się dwunastolatkiem zaczął udzielać się w szkolnych zespołach. Pięć lat później podjął studia na wydziałach literatury angielskiej oraz filozofii na Uniwersytecie w Edynburgu. Niestety (a raczej na szczęście), po roku nauki uznał, że powinien poważnie zająć się komponowaniem, pisaniem tekstów i grą na instrumentach. Miał talent, dzięki czemu z zespołem, z którym był związany – Another Pretty Things, wydał płytkę All The Boys Love Carrie / That’s Not Enough, którą prestiżowy tygodnik New Musical Express uznał za „Singel Tygodnia”. To wystarczyło, aby grupa otrzymała propozycję podpisania kontraktu z wytwórnią Virgin Records. Trzy lata potem Another Pretty Things zmieniło nazwę na Funhouse i przeniosło się z Edynburga do Londynu. Scott nie zaaprobował tych zmian i odszedł.

REKLAMA (2)

W grudniu 1981 roku artysta rozpoczął sesje nagraniowe, które po kilkunastu miesiącach przyniosły debiutancki album jego kolejnej formacji – The Waterboys. Nazwę grupy zaczerpnął z wersu piosenki Lou Reeda – The Kids. W marcu 1983 roku wytwórnia Ensign już pod nową nazwą zespołu wydała pierwszy singel, zatytułowany A Girl Called Johnny, którego strona A była hołdem złożonym Patti Smith. W 1983 roku w wywiadzie opublikowanym na łamach Melody Maker Scott powiedział: W jednej z jej piosenek, zatytułowanej „Redondo Beach”, jest wers o dziewczynie imieniem Johnny. Słyszałem też inne nagrania i zauważyłem, że Johnny jest bohaterem lub bohaterką wielu jej wczesnych piosenek. Pomyślałem więc, że zrobię z niej Johnny’ego.

Ken Tucker z The Philadelphia Inquirer opisał A Girl Called Johnny jako piękną, ujmującą piosenkę, pełną romantycznych przerysowań. Rick Shefchik z Knight-Ridder Newspapers zauważył, że piosenka z jazzowo-bluesową figurą fortepianu, natychmiast zapada w pamięć. W 1991 roku na łamach Sunday Independent, Barry Egantak stwierdził: „A Girl Called Johnny” przepełniona oszałamiającym saksofonem Thistlewaite’a (współzałożyciel zespołu – przyp. KB)), była pierwszym sygnałem, jaki otrzymaliśmy, że nowa gwiazda, Michael Scott, wkrótce rozbłyśnie na firmamencie.

Piosenka o dziewczynie imieniem Johnny była drugim utworem na płycie. Dla mnie osobiście ważniejsza była kompozycja otwierająca całość – December. Nosiła ślady typowego dla Scotta mistycyzmu, a finał jej tekstu brzmiał: Grudzień głęboko zapadł w ponurą zimę, gdy Jezus Chrystus kwilił, by uratować twoje kwilące dziecko. Pierwotna prawda czysta jak lód. I chociaż ukrzyżowaliśmy go. Był w stanie iść wszędzie. Był prawie jednym z nas!

REKLAMA (3)

Scott nagrał podkład rytmiczny piosenki i dwie główne partie instrumentalne, używając 12-strunowej gitary Danelectro „Bellzouki”. W swojej autobiografii o procesie nagrywania utworu wyraził się następująco: Nagrałem go w około trzydzieści minut – siedem minut na każdy overdub i trochę czasu na złapanie oddechu pomiędzy. Gdy brzmienie Bellzouki nabrało kształtu, byłem zdumiony jego rozmachem. W 1984 roku frontman zespołu U2, Bono, umieścił December na liście dziesięciu najlepszych singli 1983 roku.

Na debiutanckim krążku znalazło się jeszcze sześć innych kompozycji, ale właśnie te opisane wytyczyły kierunek muzycznej drogi Mike’a Scotta i jego zespołu.

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze