Płomienna Purpura

0
borowiec
REKLAMA

Płyta Burn była nagrywana w szwajcarskim Montreux w listopadzie 1973 roku. Zanim jednak doszło do rejestracji, zespół przeżył personalną rewolucję. Doskwierająca od jakiegoś czasu artystyczna stagnacja wymusiła zmiany w składzie. Pierwszy odszedł Ian Gillan, zmęczony, sfrustrowany, a przede wszystkim mocno poróżniony z Ritchiem Blackmorem. Wokalista tak wypowiedział się o opuszczeniu zespołu: Nie chciałem żyć złudzeniami i wmawiać sobie, że wszystko jest w porządku. Nie chciałem być cząstką upadającego Deep Purple, (…) zdecydowałem się odejść. Na jego miejsce Blackmore miał od dawna kandydata, jakim był znakomity wokalista zespołu Free – Paul Rodgers. Gdy jednak Rodgers odmówił, postanowiono dać ogłoszenie do tygodnika Melody Maker: Profesjonalny zespół poszukuje wokalisty. Wśród materiałów nadesłanych przez dziesiątki kandydatów, w większości nieudolnie naśladujących Gillana, znalazła się taśma podpisana przez Davida Coverdale’a. Nadawca został nie tylko nowym frontmanem Purpury, ale okazał się też jednym z najwspanialszych rockowych wokalistów.
Inaczej niż z Gillanem wyglądała sprawa z Rogerem Gloverem. Basista właściwie został zmuszony do opuszczenia grupy. Na jego miejsce Paice, Blackmore i Lord jeszcze w grudniu 1972 roku wypatrzyli odpowiedniego muzyka. Był nim śpiewający bassman zespołu Trapeze – Glenn Hughes.
Zmiany osobowe stanowiły solidny zastrzyk świeżej krwi. Dzięki temu w ekipie, a już zwłaszcza u Johna Lorda, pojawił się tak potrzebny, zresztą nie tylko w rocku, twórczy zapał. Zachwycony Lord mówił: Ogromnie się cieszę, że w zespole jest znowu niesamowita energia. Gra z dwójką nowych facetów, którzy na dodatek są ode mnie dużo młodsi, sprawiła, że odzyskałem cały entuzjazm. Bardzo podoba mi się sposób śpiewania Davida, który oprócz tego, że ma potężny głos, chętnie improwizuje.
Bez wątpienia Coverdale i Hughes wnieśli do twórczości zespołu wiele młodzieńczego uczucia i swoistego ciepła, a do tego dorzucili nieco „czarnych” składników.
Album bardzo dobrze radził sobie na listach bestsellerów. W Austrii, Norwegii i Niemczech zawędrował na szczyt, we Włoszech i rodzimej Anglii uplasował się na pozycji 3. W wielu krajach bez trudu znalazł miejsce w Top 10, przy czym zarówno w Wielkiej Brytanii, jak i w USA uzyskał status Złotej Płyty.
Otwierająca płytę kompozycja tytułowa była świetnym potwierdzeniem tego, że Purple zawsze mieli szczęśliwą rękę do płomienno‑ognistych utworów w tytule lub tekście (Into The Fire, Fireball czy Smoke On The Water). Burn, oparty na kapitalnym, pochodzącym z jazzowego standardu Fascinating Rhythm – riffie gitary, okazał się pełną czadu, brawurową jazdą z wzorcowymi solówkami Lorda i Blackmore’a, do których Paice dorzucił pokręconą partię perkusji. To po prostu wyborny numer.
Następnym kawałkiem był wydany 12 lutego na singlu Might Just Take Your Life. W maju 1974 roku na Liście Przebojów Rozgłośni Harcerskiej (w tamtym czasie jedyny miarodajny ranking w Polsce) ten, jakby nie było, hicior dotarł do miejsca trzeciego. Potem był Lay Down Stay Down i zwalniający, bujający leniwym śpiewem Coverdale’a utwór Sail Away, który nowy wokalista skomponował wraz z Blackmorem..
Kompozycja You Fool No One, otwierająca drugą stronę longplaya, była całkiem udana, a Glenn Hughes udowadniał w niej, że dysponując specyficzną barwą głosu, potrafi zabrzmieć jak dużej klasy wokalista. Potem następował utwór What’s Going On Here, a całość kończyła kompozycja podpisana przez trzech „starych” członków zespołu – zatytułowana „A” 200. To instrumentalne niby bolero sprawiało, niestety, wrażenie nie do końca dopracowanego numeru, zaciekawiało jedynie tym, że Lord, używający na co dzień organów Hammonda, sięgnął tu po syntezator.
Bez cienia wątpliwości płytę powinna wieńczyć kompozycja Blackmore’a i Coverdale’a – Mistreated. Nie będę tu jakoś specjalnie oryginalny, jeśli stwierdzę, że wśród wielkich dokonań Purpury utwór ten należy do grona najwartościowszych. Mistreated ma w sobie nieprzeciętny ładunek emocjonalny, monotonny, ale jakże nośny gitarowy riff, dołujący tekst i kapitalny „rozpaczający” wokal Coverdale’a. Myślę, że gdyby Coverdale już nigdy później nie nagrał niczego innego, to i tak ta dryfująca w stronę bluesa hardrockowa ballada pozwoliłby mu na zawsze znaleźć się w panteonie sław muzyki rockowej.

REKLAMA (3)

 

REKLAMA (2)
Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze