Ray Charles artysta niezapomniany

0
Ray Charles artysta niezapomniany
REKLAMA

Gdyby żył, 23. września obchodziłby 90. urodziny. Odszedł ponad szesnaście lat temu. Na zawsze jednak pozostanie jednym z najwybitniejszych artystów w dziejach muzyki rozrywkowej.

Miał trzydzieści kilka lat, kiedy Frank Sinatra określił go mianem „jedynego prawdziwego geniusza w tym biznesie”. Czas pokazał, że swoją bogatą i wszechstronną twórczością jako piosenkarz, kompozytor, aranżer i pianista w pełni na ten tytuł zasłużył.
Dziesięć jego nagrań zostało wprowadzonych do Grammy Hall of Fame. W 1987 roku został uhonorowany statuetką Grammy za całokształt twórczości.
W 2004 roku magazyn muzyczny Rolling Stone umieścił go na 10. miejscu listy 100 największych artystów wszech czasów, a cztery lata później na miejscu 2. listy 100 największych piosenkarzy wszech czasów.
Szesnaście lat temu powstał film biograficzny, przedstawiający historię jego życia i kariery w latach 1930-1966. W tytułową rolę muzyka wcielił się Jamie Foxx. Rola przyniosła mu nagrodę Akademii Filmowej dla najlepszego aktora. Ponoć zanim rozpoczęły się zdjęcia do filmu, jego reżyser Taylor Hackford zorganizował spotkanie Foxxa z Charlesem. Panowie usiedli przy dwóch pianinach i zaczęli wspólnie grać. W ten sposób Ray sprawdzał aktora przez blisko dwie godziny. W końcu przestał grać, wstał, uścisnął Foxxa i dając mu swoje błogosławieństwo powiedział: To on… on potrafi to zrobić. Wiele osób wiedziało o tym, jak bardzo Ray Charles chciał uczestniczyć w premierze filmu, niestety, jego śmierć nastąpiła wcześniej.

Przed wieloma laty artysta powiedział o sobie następująco: Muzyka istnieje długo i będzie istnieć długo po śmierci Raya Charlesa. Ja po prostu chcę zostawić po sobie markę, coś muzycznie dobrego. Jeśli coś stanowi dobre nagranie, jest zaledwie lukrem na cieście, za to muzyka stanowi danie główne.
Można sądzić, że muzyka od samego początku była jego najważniejszą siłą napędową, a przecież przyszedł na świat w skrajnej biedzie. Powoli z powodu jaskry tracił wzrok, aż w wieku siedmiu lat zupełnie przestał widzieć. Nauczył się czytać i pisać brajlem, a w chwili gdy kończył szkołę grał już biegle na kilku instrumentach.
Pierwszych nagrań dokonał w 1949 roku. Pierwszy indywidualny sukces odniósł singlem I Got A Woman w 1954 roku. Niezwykły zarówno artystyczny, jak i komercyjny sukces tego krążka zainspirował podobne gorące nagrania. Kulminacją tamtej pierwszej dekady w historii sukcesów artysty stała się porywająca kompozycja What’d I Say, która stała się klasykiem i jedną z najczęściej wykonywanych piosenek w historii. Kolejna dekada ugruntowała ponadczasową sławę Raya Charlesa.

REKLAMA (3)

Artysta trzykrotnie wystąpił w Polsce. Po raz pierwszy w 1984 roku podczas Jazz Jamboree. Tuż przed słyszało się, że przyjedzie do nas tylko „Cień Legendy”. A jednak okazało się, że koncert artysty, stanowiący kulminacyjny punkt festiwalu, przyniósł niezapomniane doznania muzyczne. Znakomity znawca tematu, Tomasz Szachowski, na łamach Magazynu Muzycznego tak pisał o tym wydarzeniu: Sprawdziły się wszystkie najpiękniejsze słowa, jakimi dotychczas opisano jego muzykę, jego interpretację, jego wrażliwość i muzykalność (…). Ray Charles zaskoczył słuchaczy swą energią, świetną dyspozycją głosową, wzbogaconą w wielu słynnych utworach znakomitą interpretacją. „Georgia On My Mind”, „I Can’t Stop Lovin’ You” czy „What’d I Say” to w jego wykonaniu nie eksponaty muzealne, ale żyjące, pulsujące i rozwijające się arcydziełka.
Charles czarował publiczność w Polsce jeszcze dwukrotnie. Najpierw w 1996 roku na kolejnym festiwalu Jazz Jamboree, a potem w roku 2000 w warszawskim Teatrze Wielkim, gdzie 23. września świętował swoje 70. urodziny.

REKLAMA (2)

Zapewne każdy, kto choć trochę orientuje się w muzycznych dokonaniach Raya Charlesa ma ulubioną piosenkę w jego wykonaniu. Dla jednych będzie to I Can’t Stop Lovin’ You, dla drugich Georgia On My Mind, a dla jeszcze innych Hit The Road Jack. Przyznam, że te evegreeny zawsze będą pobrzmiewały w moich muzycznych światach. Jednak utworem, który wciąż najbardziej mnie urzeka jest Crying Time. Ten cudownie zaśpiewany cover (podobnie I Can’t Stop i Georgia), był kompozycją tytułową albumu wydanego w 1966 roku. Usłyszałem go wiele lat później, ale wkrótce potem uświadomiłem sobie, że to jedna z moich ulubionych piosenek w historii.
Na koniec jeszcze jedna wypowiedź artysty o sobie: Urodziłem się z muzyką wewnątrz mnie. Muzyka była częścią mnie. Jak moje żebra, moje nerki, moja wątrobą, moje serce. Jak moja krew. Była moją siłą, kiedy znajdowałem się na scenie. Była mi potrzebna, tak jak jedzenie czy woda.

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze