Rock, wolność i demokracja

0
fonograf-brygada_kryzys_okladka
REKLAMA

Większość Polaków, bez względu na poglądy, twierdzi, że ostatnie wybory to wielkie święto polskiej demokracji, największe od 1989 roku. Dziś więc o muzyce, zwłaszcza rockowej, jako nośniku demokratycznych treści.

W ostatniej dekadzie istnienia PRL-u Polski rock miał przeciw czemu się buntować. Zakłamanie, fałsz i bezczelność zarówno władz, jak i państwowych mediów spotkały się z jednoznacznym sprzeciwem w rockowych tekstach posiadających siłę większą niż kiedykolwiek wcześniej. Polski rock tamtej dekady był buntowniczy i antysystemowy. To był jednak inny czas, inne muzyczne upodobania i inne od dzisiejszych tęsknoty młodych ludzi, choć pragnienie wolności, jak zawsze, było podobne.

W ostatnich latach, jak śmiem twierdzić, wyraz pokoleniowego, antysystemowego buntu dał nie tyle rock, ile rap. To jednak odrębne zagadnienie.

REKLAMA (2)

Z perspektywy czasu uważa się, że sygnał do rockowego boomu w schyłkowym PRL-u nadszedł z Opola w 1980 roku, kiedy to Kora i Maanam podczas Krajowego Festiwalu Piosenki Polskiej wykonali brawurowo Boskie Buenos. Za Maanamem poszli inni. W latach 1980 -1981, a więc w okresie solidarnościowego zrywu powstały: Republika, Lombard, TSA, Turbo, Rezerwat, RSC, Bank, Brygada Kryzys, Oddział Zamknięty, Tilt, czy Klaus Mitffoch.

W pierwszym okresie stanu wojennego zawiązały się: Lady Pank, Kult, Azyl P, zimnofalowe zespoły: Made In Poland, Rendez Vous, Variete, punkowe: Moskwa i Siekiera, a także kapele reggae: Daab oraz Izrael.

Jednym z najważniejszych wydawnictw płytowych tamtego okresu stał się krążek Brygady Kryzys, nagrany w lutym 1982 roku. Spora część dwustutysięcznego nakładu trafiła jednak na przemiał, bo Radioaktywny blok, czy Centrala nie mogły znaleźć uznania w oczach peerelowskich cenzorów.

Miano rockowego hymnu pokoleniowego, w dużym stopniu dzięki tekstowi (spiker cedził ostre słowa, od których nagła wzbierała złość), zdobył utwór Przeżyj to sam poznańskiego Lombardu. Ale tekstowa rewolucja nastąpiła również w innych numerach, kontestujących beznadziejną i osaczającą rzeczywistość.

Znamienne dla tamtych lat było również to, że kapele powstawały już nie tylko w Warszawie, Trójmieście czy Krakowie. Młodzi ludzie chwycili za instrumenty w całej Polsce. Muzyka stała się sposobem na życie tysięcy Polaków. Odzwierciedlała młodzieńcze frustracje, niosła ze sobą marzenia o lepszym świecie, ale przede wszystkim dawała wyraz pragnieniu wolności.

REKLAMA (3)

W tamtej dekadzie, gdy życie w Polsce kontrolował aparat partyjny, rock stał się zjawiskiem o niebagatelnej sile rażenia. Stał się fenomenem, dzięki któremu młodzi ludzie odnajdywali nie tylko swoją prywatną, ale też wspólną przestrzeń wolności. Peerelowskie służby nie były w stanie powstrzymać tej muzyki. Oczywiście działo się to trochę za sprawą przyzwolenia pezetpeerowskich kacyków, a trochę z powodu ich nierozumienia rockowego przekazu.

Mimo to, ten rodzaj muzyki był ciężki do strawienia nie tylko dla partyjnych decydentów, ale też dla pewnej części naszego konserwatywnego społeczeństwa, stał bowiem w zdecydowanej kontrze do naszej rzeczywistości. Rockowe piosenki kruszyły stereotypy i tworzyły więzi między ludźmi, a swoistą enklawą młodzieńczego poczucia wolności stał się festiwal w Jarocinie.

Minęły dekady, ostrze rockowej muzyki jakby stępiło się. Zapewne jest to znakiem czasów, zresztą nie tylko u nas. Są oczywiście istotne przypadki, vide Kazik i jego utwór Twój ból jest lepszy niż mój. Nie mniej jednak dziś, i wyrazistość, i bezkompromisowość mniej się liczą. Ba ogólnie rzecz biorąc można by nawet powiedzieć, że nie od dłuższego czasu politycy mają swoich artystów, a artyści swoich polityków. Tylko że w przypadku takiej zależności nie ma już mowy o szczerości przekazu.

W ostatnich ośmiu latach, poza państwowymi mediami, trudno mówić o cenzurowaniu rodzimego rocka, a on sam, jak chcą niektórzy, stał się muzyką niszową. I jakkolwiek progrock i rap mają swój wyraz, a nawet pazur, to żaden z nich nie jest tak nośny jak rock lat 80.

Nasuwają się jednak pewne skojarzenia z czasami schyłkowego PRL-u. Tamta władza najbardziej lubiła piosenki, jakie serwowano podczas Festiwalu Piosenki Żołnierskiej w Kołobrzegu. Były poprawne politycznie, miały wydźwięk socjalistyczno-patriotyczny, często były budująco optymistyczne, a nawet przebojowe. Mimo dość powszechnej sztampy, zdarzały się tam czasem utwory wartościowe. W ostatnich latach władza, a przynajmniej należące do niej media, też upodobały sobie pewien rodzaj muzyki (raczej paramuzyki), lansując ją mocno ku uciesze rzesz niewymagających fanów. W tym wypadku jednak trudno już mówić o jakichkolwiek wartościach w niej zawartych…

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze