Wielki „znudzony” pałker

0
REKLAMA

2 czerwca ten legendarny muzyk kończy 80 lat. Nazywa się Charlie Watts i od blisko sześciu dekad znany jest w świecie jako bębniarz zespołu The Rolling Stones.
W 2006 roku amerykańskie czasopismo poświęcone perkusistom oraz instrumentom perkusyjnym – Modern Drummer wprowadziło Jubilata do swojej Galerii Sław. Rok później Stylus Magazine sklasyfikował go na czwartym miejscu listy 50 najlepszych perkusistów rockowych. W 2016 roku na liście 100 najlepszych perkusistów wszech czasów dwutygodnika Rolling Stone znalazł się na miejscu 12. Natomiast słynny krytyk muzyczny – Robert Christgau twierdzi, że jest największym perkusistą w historii rocka.
Charles Robert „Charlie” Watts to jedyny Stones, który ma pochodzenie robotnicze. Urodził się w University College Hospital w Bloomsbury w Londynie, jako syn kierowcy ciężarówki. W wieku dziecięcym mieszkał na Wembley, przy Pilgrims Way. Jego młodszy o niespełna rok sąsiad, Dave Green, uznany jazzowy bassman, z którym w przyjaźni pozostaje do dziś, wspominał, że ​​jako chłopcy odkryli płyty odtwarzane z prędkością 78 obrotów na minutę. Charlie miał ich sporo i przechowywał je w sypialni. Najwcześniejsze jego krążki zawierały nagrania jazzowe, m.in. takich artystów jak: Jelly Roll Morton i Charlie Parker.

Gdy Jubilat stał się nastolatkiem, jego rodzina przeniosła się do Kingsbury, gdzie w latach 1952-56 uczęszczał do Tylers Croft Secondary Modern School. Jako uczeń wykazywał talent do zajęć plastycznych, muzyki, krykieta i piłki nożnej. W wieku trzynastu lat zainteresował się bębnieniem. Tamten etap tak niegdyś wspominał: Kupiłem sobie banjo, ale nie podobały mi się kropki na szyjce. Zdjąłem więc ją. Mniej więcej w tym samy czasie usłyszałem perkusistę Chico Hamiltona, który grał z Gerrym Mulliganem i zapragnąłem grać szczotkami jak on. Nie miałem werbla, więc główkę banjo umieściłem na stojaku.
Pani Lillian Watts, mama Charliego, tak niegdyś opowiadała o synu: Zawsze chciał perkusję, wciąż wystukiwał na stole rytmy – patykami albo nożem i widelcem. Swój pierwszy zestaw dostał na gwiazdkę, gdy miał 14 lat. Zabrał się za niego od razu. Często puszczał płyty jazzowe i sam dołączał na perkusji. Sąsiedzi byli naprawdę zacni i nigdy się nie poskarżyli.
Jako absolwent szkoły średniej Watts zapisał się do Harrow Art School, gdzie uczęszczał do roku 1960. Po ukończeniu nauki pracował jako grafik w firmie reklamowej, grywając na perkusji z lokalnymi zespołami klubowymi. W 1961 roku spotkał ojca chrzestnego brytyjskiego bluesa – Alexisa Kornera. Ten zaprosił go do swojego zespołu Blues Incorporated, gdzie wkrótce Watts stał się stałym bębniarzem.

REKLAMA (3)

W połowie 1962 roku Jubilat po raz pierwszy spotkał Briana Jonesa, Iana „Stu” Stewarta, Billa Wymana, Micka Jaggera i Keitha Richardsa, którzy również bywali w londyńskich klubach. Wstąpienie do Stonesów, dość kategorycznie zaproponował mu Ian Stewart. Charlie odpowiedział na to następująco: Taa, no dobrze, tylko nie wiem co powie mój tata. Zresztą tak do końca nie był przekonany, że gra ze Stonesami przyniesie mu satysfakcję i zapewni muzyczną karierę. Miał przy tym swój własny obraz tego zespołu: Uważałem ich za szaleńców. Grali wiele koncertów bez zapłaty i nawet się tym nie martwili. Moje dochody były całkiem przyjemne, ale miały polecieć na łeb na szyję. Zacząłem się nad tym zastanawiać. Podobał mi się jednak ich duch i coraz bardziej wciągała mnie muzyka rhythm and bluesowa. No więc powiedziałem, że się zgadzam.

REKLAMA (2)

12 stycznia 1963 roku Charlie Watts wystąpił z zespołem po raz pierwszy. Czas pokazał, że, mimo burz, wzlotów i upadków jest w nim do dziś. A prywatnie? No, cóż, trzeba przyznać, że w historii rocka związki małżeńskie są raczej mało stabilne, natomiast to nie dotyczy Jubilata. 14 października 1964 roku wziął ślub z Shirley Ann Shepherd i pozostaje z nią do dziś. Trzeba przy tym przyznać, że od początku kariery jest uważany za najspokojniejszego członka The Rolling Stones. Zapewne również dlatego, że ze swoimi kumplami z zespołu nigdy nie podzielał zainteresowania używkami.
Dzięki swojemu zamiłowaniu do hippiki pozostaje przy tym Stonesem, który najczęściej odwiedzał Polskę. Kilkukrotnie bowiem uczestniczył w aukcjach koni w Janowie Podlaskim. Jest też uważany za eleganckiego gentlemana. Piętnaście lat temu wpływowe pismo Vanity Fair wybrało go do grona osób, które znalazły się na Międzynarodowej Liście Najlepiej Ubranych Sław.
Na koniec wyjaśnienie tytułu dzisiejszego felietonu. Otóż jeszcze przed laty artysta tak wyraził się o sobie: Sprawiam wrażenie, że się nudzę, ale to nieprawda. Mam tylko potwornie znudzoną twarz.

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze