Zapomniany frontman

0
borowiec
REKLAMA

Tak się składa, że 29 stycznia przypada 68. rocznica jego urodzin, niestety miesiąc później 30. rocznica śmierci. Był pierwszym i zarazem najlepszym wokalistą zespołu Uriah Heep. Kto wie, ile mógłby jeszcze stworzyć, gdyby nie nieustanne zmaganie się z chorobą alkoholową. To ona sprawiła, że jego błyskotliwa kariera załamała się, a on sam wyrzucony z zespołu odszedł z tego świata w zapomnieniu. Miał 38 lat.
Założony w 1969 roku zespół Uriah Heep, dowodzony przez Micka Boxa, istnieje do dziś, jednak, co by nie mówić, to lata siedemdziesiąte były dlań najlepszym okresem. W pierwszej połowie tamtej dekady Uriah Heep był wymieniany obok Deep Purple i Led Zeppelin, David Byron natomiast obok Iana Gillana i Roberta Planta. Czas nieco zweryfikował muzyczną spuściznę „Heepów”, ale nie ulega wątpliwości, że zarejestrowali kilka znakomitych albumów: Look At Yourself, Demons And Wizards czy zwłaszcza mój ulubiony Uriah Heep Live. O sile oddziaływania tych płyt, obok brzmienia zespołu, decydował mocny charakterystyczny głos Davida Byrona.
Warto wiedzieć, że artysta miał wkład w melodię wokalną najbardziej legendarnej kompozycji zespołu – July Morning. Podkreślał to autor tego utworu, Ken Hensley. Zresztą David dał się poznać jako współtwórca znaczących kompozycji zespołu, takich jak choćby: Salisbury, Traveller in Time, Love Machine, Sweet Lorraine czy The Magician’s Birthday.
Z Uriah Heep artysta odnosił swoje największe sukcesy, zresztą, trzeba powiedzieć, że i zespół z nim w składzie cieszył się największą popularnością. W dużym stopniu dzięki umiejętnościom sceniczno‑wokalnym Byrona mówiło się w tamtych latach o zjawisku świadczącym o histerycznym wręcz uwielbieniu fanów, a któremu nadano nazwę heepsteria.
W październiku 1973 roku na łamach holenderskiego magazynu Muziek Express ukazał się wywiad z będącym wówczas u szczytu sławy Byronem. Artysta tak się wypowiadał: Zacząłem śpiewać 22 lata temu w wieku pięciu lat. Moja mama śpiewała w zespole jazzowym, cała moja rodzina tkwiła w muzyce. Każdy grał na jakimś instrumencie. W tamtym czasie starałem się zdobyć sławę poprzez występy w telewizyjnym serialu dla dzieci. Gdy miałem 16 lat, muzycy jednej z lokalnych grup zaproponowali mi pracę. Po pierwszym występie dołączyłem do nich. Szefem był Mick Box, a grupa nazywała się The Stalkers. Na przesłuchaniu zaśpiewałem Johnny B. Goode. Zostałem zatrudniony od razu.
Rok później na łamach magazynu Rolling Stone Byron mówił już bez entuzjazmu o tym, że zmęczenie czy choroba to w jego przypadku ryzyko zawodowe, że od koncertowania on i jego koledzy nie odpoczęli od czasów wydanej w 1970 roku pierwszej płyty. Nie odpoczęli dlatego, że granie na żywo było sposobem, by wobec nieprzychylnych recenzji prasowych przekonać do siebie ludzi.
Po kilku latach Byron wspominał już całkiem smutno: Po „Live” sprawy poszły źle (…). Przerośnięte ego, żądaliśmy limuzyn, szampana w garderobach… Straciliśmy właściwą perspektywę. Wszystko, co robiliśmy, wiązało się bardziej z finansami niż z muzyką. Nawet na scenie co wieczór dawaliśmy dokładnie taki sam, wystudiowany show.
Ostatni album, jaki wokalista zarejestrował z Uriah Heep, to High And Mighty z 1976 roku, będący właściwie cieniem najlepszych dokonań. W 1977 roku, już po opuszczeniu Uriah Heep, Byron wraz z Clemem Clempsonem (ex Humble Pie) oraz Goeffem Brittonem (ex Wings) założył zespól Rough Diamonds, który nagrał zaledwie jedną bardzo przeciętną płytę. W 1978 roku artysta wydał solowy album Baby Faced Killer, krążek ciekawy, niestety sprzedający się słabiutko. Potem nadszedł czas próby z The Byron Band, gdzie grał uznany saksofonista Mel Collins, ale i ten projekt nie zyskał szerszego uznania.
W październiku 1981 roku w wywiadzie dla pisma Sounds Byron przyznał, że proponowano mu powrót do Uriah Heep, był jednak zbyt zajęty swoją muzyką i… swoim uzależnieniem (przyp. KB), by z propozycji tej skorzystać. W 2008 roku ukazało się interesujące wydawnictwo That Was Only Yesterday – The Last EP z ostatnimi nagraniami, jakich dokonał w lutym 1984 roku. Znalazła się tam m.in. jego wersja Waiting For The Sun zespołu The Doors.
Ostatecznie zdemolowana alkoholem wątroba przestała funkcjonować. David Byron zmarł w swoim domu (w Maidenhead) 28 lutego 1985 roku. Muzyczna prasa prawie nie zauważyła jego odejścia.

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze