Jak „gorący kartofel” trafił do sądu w Tarnowie

0
Jan B
fot. wikipedia
REKLAMA

Wszystko wskazuje na to, że w Sądzie Rejonowym w Tarnowie odbędzie się głośny proces – kolejna odsłona sprawy zwanej „aferą podkarpacką”. Oskarżonych lub już skazanych jest ponad 50 osób, często ludzi ze świecznika, z pierwszych stron gazet, łącznie z dwoma byłymi wiceministrami w rządzie PO-PSL i zastępcą komendanta głównego policji. Sędziowie z Rzeszowa, którzy najpierw mieli zająć się tą sprawą, zdecydowanie odmówili „w imię dobra wymiaru sprawiedliwości”, więc „gorący kartofel” ostatecznie trafi na tarnowską wokandę.
Sprawa nie jest nowa, niektórzy oskarżeni już zostali osądzeni i skazani, ale wciąż na rozpoznanie czeka wątek dotyczący Jana B. z Rzeszowa oraz jedenastu innych osób. Jan B., lat 60, to dawna bardzo wpływowa osoba na Podkarpaciu, swego czasu określana jako baron PSL, były poseł i wiceminister skarbu, członek Krajowej Rady Sądownictwa, znany z licznych wypowiedzi w prasie, radiu i telewizji.

Jan B., zatrzymany przez CBA już w 2015 roku, jest oskarżony głównie o przestępstwa korupcyjne. Prokuratura przedstawiła mu łącznie 26 zarzutów, oskarża go o przyjęcie w formie łapówek co najmniej 900 tys. zł, ale również o nakłanianie do przekroczenia uprawnień i ujawnianie informacji związanej z pełnieniem funkcji publicznej. Według dotychczasowych ustaleń polityk był uwikłany w szeroki układ korupcyjny, który stworzył liczący na rozmaite korzyści Marian D., przedsiębiorca paliwowy z Leżajska. Biznesmen miał opłacać nie tylko Jana B., ale również innych polityków, prokuratorów, funkcjonariuszy policji i służb specjalnych, urzędników państwowych, a nawet księdza kapelana.

„Złoty” człowiek

Marian D. w nieuczciwy sposób starał się o wsparcie przy załatwianiu intratnych kontraktów dla własnej firmy, korzystnych decyzji skarbowych oraz dotacji, zabiegał także o pomoc w uzyskaniu nominacji sędziowskiej przez jego córkę. Jeśli nie płacił za to gotówką, wręczał wybranym osobom sztabki złota. Np. Jan B. miał przyjąć od biznesmena złoto wartości 128 tys. zł. Nieprzypadkowo historia ta, ze względu na gęstość powiązań przestępczych, nazywana była historią „podkarpackiej ośmiornicy”. Afera wybuchła równe 10 lat temu.
Śledztwo już dawno zostało zakończone. Na początku 2022 roku sprawa najpierw trafiła do sądu w Rzeszowie, ale wyznaczani kolejno do sprawy sędziowie rezygnowali z jej prowadzenia. Jako powód formalny podawali, że w przeszłości zetknęli się z Janem B. i innymi oskarżonymi albo na niwie zawodowej, albo w innych okolicznościach, dlatego – ze względu na dobro wymiaru sprawiedliwości – wnioskowali o wyłączenie ze sprawy. Ciekawostką jest, że kiedy od sędziów napływały odmowy zajęcia się sprawą, w czerwcu 2022 r. portal Rzeszów News informował, że sędziowie Sądu Okręgowego w Rzeszowie, którzy mieli ocenić zasadność wniosków swoich kolegów z SR, nie podjęli się tego zadania, oficjalnie – z powodów proceduralnych. Nikt od początku nie miał wątpliwości, że akty oskarżenia w aferze podkarpackiej to „gorący kartofel”, który w końcu ktoś musi przyjąć.

REKLAMA (2)

Osiemdziesiąt tomów

– To są skomplikowane, wielowątkowe sprawy, które siłą rzeczy długo się ciągną, wymagają dużo czasu i uwagi, podjęcia wielu czynności, dotyczą także wpływowych środowisk. Chyba niewielu z nas jest szczęśliwych, gdy dostaje do rozpatrzenia taką sprawę – mówi nam jeden z sędziów chcących zachować anonimowość.
Kiedy było już niemal pewne, że to nie Rzeszów zajmie się sądzeniem uczestników głośnej afery, niektóre media przypuszczały, iż zajmie się tym sąd w Katowicach, gdzie przed laty prowadzono prokuratorskie śledztwo w tej sprawie. Ostatecznie jednak na wniosek Sądu Rejonowego w Rzeszowie Sąd Najwyższy skierował akta sprawy do Sądu Rejonowego w Tarnowie.
– Tak, potwierdzam tę informację – mówi sędzia Małgorzata Stanisławczyk-Karpiel, rzeczniczka Sądu Okręgowego w Tarnowie. – Akt oskarżenia przeciwko Janowi B. i innym osobom został zarejestrowany w Sądzie Rejonowym i ma sygnaturę nr 1. Akta całej sprawy mieszczą się w 81 tomach.
O przydzieleniu spraw decyduje oficjalny system losowy, który funkcjonuje w krajowym sądownictwie. SLPS, bo tak się on nazywa w skrócie, wylosował dotychczas trzech sędziów referentów z Tarnowa, którzy mieli się podjąć sprawy Jana B. Dwóch pierwszych jednak napisało wniosek o wyłączenie z prowadzenia procesu, ponieważ wcześniej rozpoznawali oni sprawy, które mają ścisły związek z aktami oskarżenia wobec Jana B. i pozostałych.

REKLAMA (3)

Wczasy dla prokuratora

Istotnie, w poprzednich latach niektóre wątki afery podkarpackiej już były rozpoznawane w Tarnowie. Najgłośniejszy dotyczył Anny H., byłej szefowej Prokuratury Apelacyjnej w Rzeszowie, którą tarnowski Sąd Okręgowy skazał na 6 lat więzienia. Według śledczych oskarżona przyjęła od Mariana D. 60 tys. zł z przeznaczeniem na budowę domu w zamian za obietnicę załatwienia różnych spraw, powołując się na pełnioną przez siebie funkcję oraz posiadanie wpływów w instytucjach państwowych i samorządowych. Niedawno Anna H. opowiedziała swoją historię w jednym z wydań TVN-owskiego Superwizjera.
W Tarnowie skazany został na 5 lat pozbawienia wolności również Zbigniew N., były prokurator okręgowy w Rzeszowie, skorumpowany przez leżajskiego przedsiębiorcę. Wręczał mu on łapówki, by ten załatwiał jego prywatne i biznesowe sprawy. Sfinansował dla niego m.in. wczasy na Wyspach Kanaryjskich, drogie alkohole, pobyty w hotelach, przeloty samolotami, darmowe paliwo do samochodu.
Nie można wykluczyć więc, że o wyborze SR w Tarnowie jako miejscu procesu kolejnych uczestników afery podkarpackiej przesądził też fakt, że już w przeszłości były tu rozpoznawane niektóre jej elementy i zapadały wyroki.
– Do sprawy Jana B. wylosowany został trzeci sędzia referent, który obecnie zapoznaje się z aktami. Dlatego dzisiaj nic jeszcze nie możemy powiedzieć o planowanym terminie rozpoczęcia procesu – zaznacza rzeczniczka tarnowskiego sądu.

Niezwykłe towarzystwo

Razem z Janem B. na ławie oskarżonych w Tarnowie zasiądzie 11 innych osób, m.in. były zastępca komendanta głównego policji ds. kryminalnych Mirosław S., były komisarz skarbowy w Sekcji Analiz i Planowania Urzędu Kontroli Skarbowej w Rzeszowie Jan M., a także były starosta powiatu przeworskiego Zbigniew K. Oskarża się ich o to, że przekroczyli uprawnienia służbowe i ujawnili Janowi B. informacje uzyskane w związku z wykonywanymi czynnościami zawodowymi.
Jak już wspomniano, część oskarżonych, uczestników afery, ma już proces za sobą, zapadły prawomocne wyroki. Główny bohater tej historii, Marian D., skazany został przez sąd w Nowym Sączu na 4 lata pozbawienia wolności i grzywnę w wysokości 120 tys. zł. Odbył on już karę i przypuszczalnie w sądzie w Tarnowie pojawi się jako świadek.
W tej samej sprawie skazany też został – na półtora roku pozbawienia wolności – Zbigniew R., były wiceminister infrastruktury i rozwoju w rządzie PO-PSL. Wyrok prawomocny w jego przypadku wydał Sąd Okręgowy w Warszawie.

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze