Krople czasu

0
krople czasu-Pani Ewa obecnie (1)
Fot. domowe archiwum Ewy Koniarz
REKLAMA

– Żeby nogi nie bolały. Żeby móc chodzić. Cieszyć się życiem i być z najbliższymi – takie są marzenia pani Ewy Koniarz, wiernej czytelniczki TEMI, która obchodziła setną rocznicę urodzin. Historia jej życia to opowieść o niezłomnej sile ducha, o wytrwałości w obliczu przeciwności losu i o głębokiej wdzięczności dla ludzi, którzy kiedyś okazali jej wsparcie. O trudnym życiu pochodzącej z Tropia nad Dunajcem kobiety, która od wielu lat mieszka w Lewniowej, pisaliśmy rok temu. Teraz więcej o przemyśleniach, snutych z perspektywy przeżytego stulecia.

Pani Ewa Koniarz w wieku stu lat wciąż zachowuje niezwykłą energię i pogodę ducha. Jej marzenia są proste, ale zakorzenione w głębokich pragnieniach serca. Jeszcze przed rokiem, jak na swój wiek, cieszyła się dobrym zdrowiem. Właściwie funkcjonowała samodzielnie, a w ramach domowej opieki senioralnej w trudniejszych czynnościach pomagała jej sąsiadka.

W labiryncie wspomnień

Już w wieku 8 lat została oddana na służbę. Najpierw pasała krowy u bezdzietnego małżeństwa w Kątach, w gminie Iwkowa, później znalazła się w tamtejszej ochronce. Najtrudniejsze były lata wojny, kiedy to została wywieziona do Niemiec na przymusowe roboty. Ciężko pracowała w wielkoobszarowym gospodarstwie, pomagając w utrzymaniu zwierząt. Zimą wysyłano ją do prac leśnych, gdzie ogromnie doskwierało zagrażające życiu zimno. – Jakoś udało się przeżyć dzięki Bogu, Matce Boskiej, no i koleżance Walerii Łątce z Bolesławia koło Dąbrowy Tarnowskiej, która mi pomagała – wspomina.

REKLAMA (2)

Kiedy Ewa wróciła z Niemiec, jej mama mieszkała już w Wytrzyszczce, gdzie wyszła za mąż. Tam na jednej z zabaw przypięła bukiet chłopcu, który wpadł jej w oko. W ten sposób poznała swojego przyszłego męża, Franciszka Koniarza. To spotkanie przyniosło odmianę życia, wprowadzając je na nowe tory, wiodące do Lewniowej, gdzie na stałe osiedliła się wraz z mężem. Gospodarując na roli doczekała się trzech córek i dwóch synów. – Tak, moje życie to głównie zmiany na lepsze – ocenia.

Słowo po słowie

Nadal żywo interesuje się sprawami regionu, regularnie sięga po regionalny tygodnik. – Listonoszka przynosi mi TEMI. Od lat prenumeruję tygodnik, bo lubię się dowiadywać czegoś nowego. No i to jest taka moja szkoła – ocenia. Bo do prawdziwej szkoły chodziła krótko, ukończyła tylko dwie klasy.

Od lat bolesną pamiątką po pokonywaniu śnieżnych zasp w niemieckich lasach jedynie w kusym odzieniu i drewniakach jest gościec stawowy. Choroba daje się we znaki okresowo. Ostatnio niestety pani Ewa podupadła nieco na zdrowiu. Jakby z opóźnieniem zaatakowała ją pandemia. Na początku stycznia rozpoczęły się nerwobóle, powodujące ogromne kłopoty z poruszaniem się. – Brałam zastrzyki i różne lekarstwa, tak jakoś po miesiącu ustąpiło. Ciągle trochę boli w kolanach, dlatego chodzę o kulach – relacjonuje.

Bóle nie przeszkodziły jednak dostojnej jubilatce wziąć udział we mszy świętej odprawianej z okazji urodzin, a następnie uczestniczyć w okolicznościowej uroczystości, zorganizowanej przez dzieci w jednej z pobliskich restauracji. – Siostra się bała, czy mama da radę z tym kościołem. Ale po mszy miała się dobrze i do końca przyjęcia, do wpół do dwunastej w nocy, była z nami – opowiada najmłodsza córka, mieszkająca w Bogatyni, która imię dostała po tacie. W jubileuszu mamy brała udział z ogromnym wzruszeniem i radością. Cieszyła się, że licznie stawiła się bliższa i dalsza rodzina, sąsiedzi, znajomi i reprezentanci władz samorządowych.

Długowieczność pani Ewy w kobiecej linii rodziny jest dziedziczna. Jej mama, Jadwiga Chochlińska, zmarła w 2013 roku w tym samym domu, w którym mieszka jubilatka, mając 107 lat. Była 18 na liście najdłużej żyjących Polaków.

REKLAMA (3)

Lekcja serca

Córka pani Ewy, Franciszka Szelest, dzieciństwo w Lewniowej wspomina z rozrzewnieniem. Bywało skromnie, nie brakowało pracy w obejściu. Największy dar, jaki wtedy otrzymała, nazywa dzisiaj lekcją serca. – Mama miała czułość do dzieci, wszystko by dla nas zrobiła. Miałam poczucie, że jesteśmy dla niej najważniejsi – przekonuje.

Dzisiaj koleje losu rozrzuciły pięcioro rodzeństwa po kraju. Pani Ewa od 34 lat jest wdową. Mąż zmarł w wieku 69 lat. Dzieci, prócz Bogatyni, mieszkają też w Łyszkowicach, Pińczowie i Krakowie. Jedna z sióstr ze względu na stan zdrowia przebywa w domu opieki społecznej w Sieradzy. Prócz piątki dzieci pani Ewa doczekała się także dziesięciorga wnucząt, dwanaściorga prawnucząt i pięciorga praprawnucząt.

Podkreśla, że bardzo ich wszystkich kocha. – A one kochają mnie. Dlatego chciałabym się nimi cieszyć jak najdłużej – podsumowuje.

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze