Na wieki wieków… Czyli jak żegnano sołdatów razem z wiejskim pogrzebem

30 lat temu armia rosyjska opuściła bazę pod Tarnowem

0
Na wieki wieków 1
fot. Paweł Topolski
REKLAMA

Rosyjski oficer polityczny miał surową, czerwoną twarz, raczej mało przyjazną. Nagle uniósł ją do góry, ku niebu, i zaczął… przeraźliwie wyć. Aż ciarki przechodziły przez plecy. Wył tak przez chwilę, dyskretnie obserwując reakcję kompletnie zaskoczonego polskiego dziennikarza. Wcześniej reporter zapytał go – może trochę nieroztropnie, a może prowokacyjnie – co robią rosyjscy żołnierze w głębi lasu, dlaczego ani jednego nie ma teraz w bazie. Oficer bez wahania odrzekł: – Co może armia robić w lesie? Wyć jak wilki! Nie wiecie, jak wilki wyją? No to posłuchajcie…

Scena ta została opisana przez Zygmunta Szycha, zmarłego dwa lata temu tarnowskiego dziennikarza, który dzięki swemu zawodowemu sprytowi kilkakrotnie przekraczał próg bazy wojsk Federacji Rosyjskiej w Żdżarach koło Czarnej, między Dębicą i Tarnowem, jeszcze przed jej likwidacją. Co zobaczył, co zaobserwował, potem dokładnie opisał – najpierw w „Dzienniku Polskim”, potem w TEMI, na koniec w książce. W tym miesiącu mija 30. rocznica opuszczenia Żdżar przez ruskich żołnierzy.

Zygmunt po raz pierwszy próbował dostać się do bazy już w przełomowym 1989 roku. Wpadł na taki pomysł zupełnie spontanicznie, jadąc drogą przez lasy w okolicy Czarnej. Coś go wtedy podkusiło, zajechał przed bramę w bazie, przedstawił się, a czuwający na posterunku żołnierz zaprowadził go do podpułkownika. Szych, rozzuchwalony nową sytuacją polityczną w Polsce i w Europie, bezceremonialnie zapytał wojskowego, kiedy Armia Radziecka opuści nasz kraj. A on tylko gruchnął gromkim, szczerym śmiechem – opowiada Janusz Szegda, emerytowany dziennikarz z Tarnowa, w tamtych latach reporter rzeszowskiego „Dziennika Obywatelskiego A-Z”, który potem jeździł do bazy wraz z Szychem.

REKLAMA (2)
Na wieki wieków 2
fot. Tadeusz Koniarz

Nigdy nie zapomnę, jak przemyciliśmy na teren radzieckiej bazy trzech francuskich dziennikarzy zaprzyjaźnionych z Zygmuntem, którzy przyjechali opisywać polskie przemiany po upadku komunizmu. Zygmunt zdecydował się zabrać ich także do Żdżar, sporo ryzykując. Mieli oni w czasie wizyty milczeć, aby nie zdradzić się, że są obcokrajowcami, w dodatku pochodzącymi z państwa należącego do „wrogiego” wobec Rosji NATO!

„Niemowy” w wojskowej jednostce

O dziwo, tamtego zimowego dnia piątka dziennikarzy mogła poruszać się po bazie dość swobodnie, robić zdjęcia, choć z dachu budynku cały czas obserwowani byli przez sołdatów wyposażonych w lornetki.

W końcu jeden z dowódców zaprosił nas do swego dwupokojowego mieszkania – wspomina Janusz Szegda. – Było nawet miło, snuliśmy razem różne opowieści, choć w pewnej chwili oficer zaczął się niepokoić, że trzech naszych kolegów zupełnie milczy, nie odzywają się. – „Niemowy z nich czy jak?” – pytał zdziwiony. Tłumaczyliśmy mu, że koledzy są zmęczeni, wcześniej ciężko pracowali w terenie, nie chce im się gadać. Szczęśliwie udało się nam dotrwać do końca spotkania. Nie wiem, jak zachowaliby się Rosjanie, gdyby wyszło na jaw, że są z nami Francuzi… Może wzięliby ich za szpiegów?

Za niedługi czas we francuskiej prasie ukazały się sensacyjne relacje z pobytu dziennikarzy znad Loary w bazie wojsk Federacji Rosyjskiej w Polsce, pod Tarnowem, wraz z licznymi fotografiami. To był już rok 1992.

Na wieki wieków 3
fot. Paweł Topolski

Na wieki wieków…

Rok później, w kwietniu 1993, odbyło się pożegnanie. Oficjalne i uroczyste. Na mocy porozumień państwowych ruska armia wreszcie opuszczała Polskę, także bazę w Żdżarach. Wracała do domu, innego domu, gdyż Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich już nie było. Z okazji wyjazdu na rampie stacji kolejowej w Czarnej pojawili się m. in. generał-major Tracz z dawnej Północnej Grupy Wojsk Radzieckich w Polsce, który przyjechał z Legnicy, oraz Karol Krasnodębski, poseł i pełnomocnik wojewody tarnowskiego. Były krótkie przemówienia, a wielonarodowościowa jednostka ze Żdżar otrzymała na pamiątkę skromne podarunki: foldery o Tarnowie i województwie, tekturowe zapałki, które rozbawiły czerwonoarmistów, napoje oraz piwo marki Okocim. Piwo zostało wypite przez sołdatów natychmiast, na miejscu, przed odjazdem pociągu, który miał wyruszyć na wschód. Pozostały tylko opróżnione puszki.

W opublikowanej w 2011 roku książce Sowieci do domu! Zygmunt Szych pisze: Kiedy głos zabrał generał-major Tracz (…) w pobliskim kościele odbywała się akurat msza święta żałobna. Głos księdza, wzmocniony głośnikami, bardzo wyraźnie dochodził w te strony, gdzie stali gotowi do odjazdu żołnierze radzieccy. – Sjewodnia my praszcajem Palszu (Dziś żegnamy Polskę) – zaczął generał.

A wtedy dobiegł nas z megafonów głos księdza, odprawiającego mszę: – Na wieki wieków ameeen!

Na wieki wieków 4
fot. Paweł Topolski

Nikt nie chciał mi potem uwierzyć, że tak było. Na szczęście zabrałem na rampę w Czarnej fotoreportera, który dysponował także kamerą wideo i nagrał całe zdarzenie, trzeba przyznać, wyjątkowe, nawet jak na zbieg okoliczności.

Film przetrwał

Fotoreporterem, którego wspomina Szych, był Tadeusz Koniarz, związany z tygodnikiem TEMI, obecnie utytułowany artysta fotografik, nagradzany na prestiżowych konkursach fotografii.
Oczywiście, bardzo dobrze pamiętam tę sytuację sprzed trzydziestu lat. Miałem ze sobą kamerę VHS i aparat fotograficzny. Byłem w bazie tuż przed opuszczeniem jej przez żołnierzy, potem na rampie kolejowej. To, co się działo, utrwalałem na kasecie VHS i na kliszy. Wówczas o aparatach cyfrowych jeszcze nikt nie słyszał. Zdjęcia przetrwały, kaseta z nagraniem również.

REKLAMA (3)

Kiedy minęła oficjalna część pożegnań, żołnierze zapakowali się do wagonów. Z niechęcią stąd odjeżdżali, mieli dobrze w podtarnowskich lasach, a nie bardzo wiedzieli, co ich czeka w nowej poradzieckiej rzeczywistości. Krążyła wieść, że jednostka ma być ostatecznie rozwiązana w Leningradzie.

Na wieki wieków 5
fot. Tadeusz Koniarz

Szych zanotował: Jakiś Uzbek powiedział mi, że wróci do kołchozu, skąd go zabrano do wojska. Azer obawiał się o swój los, bo w jego kraju, w Azerbejdżanie, trwała właśnie wojna domowa i kto wie, czy nie będzie musiał wziąć w niej udziału. Lejtnanta Alika Mahmudowa nie było: już znacznie wcześniej samowolnie opuścił bazę i ukrywał się.
Grupka oficerów w długich zielonych płaszczach ortalionowych beznamiętnie, z wyrazem jakiejś rezygnacji, przyglądała się załadunkowi. Na parterowym budynku stacji zauważyli wielki napis: „Sowieci do domu!”.

– Smatri, Jurij. „Sowiety doma”. Tiepier eto aktualno. (Patrz, Jurek. „Sowieci do domu”. Teraz to aktualne).
I pojechali do domu.

Oby już nigdy

Działająca przez 7 lat (od 1986 roku) w lasach koło Czarnej najpierw radziecka, potem rosyjska baza łączności troposferycznej BARS zgromadziła 160 żołnierzy wraz z rodzinami oficerów. Były ambitne plany jej rozwoju, ale przemiany polityczne w dawnych krajach socjalistycznych po 1989 roku zniweczyły projekt, poza tym w grudniu 1991 roku upadł ZSRR. Po wyjeździe żołnierzy pozostały zrujnowane obiekty wojskowe wraz z oficerskim blokiem mieszkalnym, dziś – po uporządkowaniu terenu – zachował się tylko potężny podziemny hangar przeznaczony dla ciężkich pojazdów militarnych.

Na wieki wieków 6
fot. Tadeusz Koniarz

Na koniec swojej książki Zygmunt Szych napisał coś, co dzisiaj – w obliczu napaści Rosjan na Ukrainę – nabiera szczególnego znaczenia: Verba volant, scripta manent – słowa ulatują, zapisane pozostają, jak mawiali starożytni. Obce wojska już nigdy, miejmy nadzieję, nie będą tu stacjonować, ale co się tu wydarzyło, warto zatrzymać w ulotnej pamięci. Tak było…

# TEMI, likwidacja bazy wojskowej, Żdżary, wojska rosyjskie, Zygmunt Szych, opuszczenie bazy, 30. rocznica, Janusz Szegda, Dziennik Obywatelski A-Z, sołdaty, Federacja Rosyjska, Na wieki wieków, Pogrzeb, Tadeusz Koniarz, Sowieci do domu, baza łączności troposferycznej BARS

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze