Wójt Szczurowej, Zbigniew Moskal przyznaje, że gmina doszła do ściany i w żaden sposób nie może przyspieszyć wywozu niebezpiecznego składowiska. Nad sprawą cały czas pracuje Prokuratura Rejonowa w Brzesku.
Smród, muchy i szczury
– W lecie w tamtym i w tym roku nad składowiskiem latały chmary much, a smród był nie do wytrzymania, ludzie, którzy mieszkają w pobliżu, nawet w największe upały nie mogli otworzyć w domu okien. Szczury chodzą stadami, bo najprawdopodobniej na wysypisku leżą odpady ze szpitala. Część beczek, w których nie wiadomo nawet co się znajduje, jest niedomkniętych, inne są poprzewracane, więc obawiam się, że ich zawartość wsiąkła w ziemię. Nie ma dnia, żeby ktoś mnie nie pytał o to, co dalej ze składowiskiem, kiedy zostanie zlikwidowane, a ja nie wiem, co odpowiadać. Boimy się o swoje zdrowie. Obawiam się, by ktoś tych śmieci nie podpalił, bo mogłoby dojść do tragedii, moglibyśmy się potruć – mówi sołtys Dołęgi, Stanisław Gajda.
Wszystko zaczęło się na początku maja zeszłego roku, gdy mieszkańców wsi zaczęły nękać roje much. – Zaczęliśmy się zastanawiać, skąd nagle tyle owadów i wtedy ktoś sobie przypomniał, że na działkę należącą do Józefa Pajdzika przywieziono niedawno jakiś transport, poszedłem tam z kilkoma osobami i to, co zobaczyłem wprawiło mnie w osłupienie. Na całej powierzchni działki, która ma około 30 arów powierzchni zalegały stosy różnego rodzaju śmieci, najbardziej zaniepokoiły mnie jednak plastikowe i metalowe beczki, były ich setki – relacjonuje sołtys Gajda.
Zaśmiecona działka z jednej strony przylega do zbiornika wodnego, z drugiej do lasu, najbliższe domy stoją zaledwie 50 metrów od nielegalnego składowiska. Ludzie, którzy mieszkają najbliżej mówią, że wiele razy budzili się w nocy, kiedy na działkę wjeżdżały tiry. – To na pewno wtedy przywożono te śmieci, ale wówczas nie zwracaliśmy na to uwagi – mówi Maria Wałaszek, której dom stoi niemal po sąsiedzku.
Monitoring był popsuty…
– Wielkie ciężarówki podjeżdżały nocami, od strony lasu, dlatego nikt ich nie zauważył, myślę, że na działce znajdują się śmieci przywiezione przez około 30 tirów. Dopiero po pewnym czasie ludzie zwrócili uwagę na wielkie metalowe pojemniki i podnieśli raban – opowiada anonimowo jeden z mieszkańców. Inny twierdzi, że właściciel terenu doskonale zdawał sobie sprawę z tego, co się tam działo: Przyjeżdża czasem na działkę i śmieje nam się prosto w twarz. Z tego, co wiem, teren objęty jest monitoringiem, ale jak się dowiedziałem od policjantów, na początku maja, kiedy podjeżdżały tam ciężarówki, monitoring nagle się zepsuł. W taki zbieg okoliczności to nawet głupi nie uwierzy. Śmieci przywożono do Dołęgi jeszcze w październiku ubiegłego roku, kiedy trwało już prokuratorskie postępowanie. Ale jak przypuszczam stoją za tym wielkie pieniądze, bo wiadomo, jak się teraz zarabia na takich szemranych składowiskach.
Jak wynika z pokontrolnego raportu sporządzonego przez pracowników Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska, beczki i paletopojemniki, składowane w Dołędze, zajmują objętość około 576 metrów sześciennych, część z nich składowana jest w pozycji poziomej. Od strony północnej działki pojemniki stoją na nieutwardzonym terenie, w części utwardzonej placu inspektorzy zauważyli niewielkie ślady wycieków, ale nie stwierdzili nieszczelności żadnej z beczek. Jak podawali, na miejscu wyczuwalny był zapach zbliżony do farby lub rozpuszczalnika. Na placu w Dołędze znaleziono również mieszaninę odpadów komunalnych – opakowania z tworzyw sztucznych, folie, tektury, gąbki, buty, odzież i puszki aluminiowe. Oszacowano, że mają one objętość 550 metrów sześciennych.
– Mieszkamy w bardzo atrakcyjnym miejscu, miała tu powstać strefa rekreacji, bo jest i las, i duży zbiornik wodny. Gmina miała plany, żeby teren zagospodarować, teraz nie ma nawet o tym mowy. Nie możemy dalej tak żyć, ktoś wreszcie musi to posprzątać! – denerwuje się sołtys Gajda.
Właściciel czy dzierżawca?
Józef Pajdzik, właściciel terenu, już w maju ubiegłego roku został wezwany do uprzątnięcia nielegalnego składowiska, władze gminy zagroziły, że jeśli tego nie zrobi, same zlecą sprzątanie i utylizację, a jemu wystawią fakturę. Wtedy mowa była o 100 tysiącach złotych. Pajdzik jednak od samego początku utrzymuje, że ze składowiskiem nie ma nic wspólnego. Policjantom i urzędnikom tłumaczył, że działkę wydzierżawił firmie ze Śląska i wskazywał na jej właściciela jako winnego powstania niebezpiecznego składowiska.
– W umowie, jaką podpisałem z dzierżawcą nie ma mowy o przywożeniu jakichkolwiek odpadów. Na początku maja, kiedy śmieci prawdopodobnie trafiły do Dołęgi, byłem u siostry za granicą – mówił w ubiegłym roku Józef Pajdzik. Od decyzji samorządu, nakazującej mu zlikwidowanie składowiska, odwołał się do Samorządowego Kolegium Odwoławczego, te jednak utrzymało w mocy postanowienie wójta Szczurowej. Wtedy Pajdzik postanowił wnieść apelację do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego, mężczyzna utrzymuje, że jest niewinny i nie czuje się w obowiązku wywożenia nie swoich śmieci, a ponadto twierdzi, iż nie stać go na wywóz i utylizację tak wielkiej ilości odpadów.
Śledztwo trwa zbyt długo?
Oliwy do ognia dolała informacja, że odpady przywiezione do Dołęgi są rakotwórcze. Zaraz po wybuchu afery brzescy prokuratorzy zlecili badania specjalistycznemu laboratorium w Katowicach, tam jednoznacznie stwierdzono, że znajdujące się w beczkach substancje są niebezpieczne i zaliczane do kategorii toksycznych oraz wywołujących nowotworowe choroby. Mieszkańcy zaczęli naciskać na władze gminy, aby problem rozwiązały jak najszybciej, niestety, do dzisiaj sprawa stoi w miejscu.
– Jako gmina wyczerpaliśmy już wszystkie możliwości, doszliśmy do ściany – przyznaje wójt Szczurowej, Zbigniew Moskal. – Od początku postępowania nie jesteśmy stroną w sprawie, mamy związane ręce, nawet nie mamy wglądu w to, co dzieje się na nielegalnym składowisku, bo jest to teren prywatny. Faktem jest jednak, że sprawa ciągnie się zbyt długo, w związku z czym rozważam możliwość skierowania pisma do Ministerstwa Sprawiedliwości z prośbą o objęcie śledztwa nadzorem.
Andrzej Leśniak z Prokuratury Rejonowej w Brzesku wyjaśnia, że śledczy prowadzą obecnie czynności zmierzające do ustalenia, czy osoba będąca dzierżawcą działki w Dołędze jest odpowiedzialna za umieszczenie na niej niebezpiecznych odpadów. – Śledztwo zostanie zakończone jeszcze w tym miesiącu – zapewnia Andrzej Leśniak.
![Własnoręcznie ratują pozostałości po Zamku Tarnowskich na Górze św. Marcina [ZDJĘCIA] Zbieranie cegieł zamek](https://www.temi.pl/wp-content/uploads/2026/04/Zbieranie-cegiel-zamek-10-218x150.jpg)


![Rozpoczęły się Targi Pracy i Innowacji Tarnowskich – ITAR 2026 [ZDJĘCIA] Targi Pracy 2026](https://www.temi.pl/wp-content/uploads/2026/04/Targi-Pracy-2026-11-218x150.jpg)

![Prace przy „Szczucince” rozpoczęli od wycinki dzikiej zieleni [ZDJĘCIA] Stacja Dąbrowa Tarnowska 2026](https://www.temi.pl/wp-content/uploads/2026/04/Stacja-Dabrowa-Tarnowska-2026-5-218x150.jpg)












![Dom zasypany odpadami na Piaskówce. Problem trwa od lat [ZDJĘCIA]](https://www.temi.pl/wp-content/uploads/2026/04/DSC0159-218x150.jpg)





