Nie mogła się pogodzić z kłopotami zdrowotnymi dziecka. Takie motywy przyświecały prawdopodobnie około czterdziestoletniej kobiecie, której ciało wraz ze zwłokami niespełna półrocznego chłopca wydobyto ze studni w Gnojniku. Wynika to treści listu, który pozostawiła samobójczyni. Tę wersję zdarzeń potwierdziła sekcja zwłok, którą przeprowadził Zakład Medycyny Sądowej w Krakowie.
Jak poinformował TEMI rzecznik Prokuratury Okręgowej w Tarnowie Mieczysław Sienicki w studni po wypompowaniu wody znaleziono także zapiski, dotyczące wizyt lekarskich dziecka. Chłopczyk był poważnie chory, a jego kłopoty zdrowotne mogły się z czasem nasilać. To prawdopodobnie popchnęło kobietę do rozszerzonego samobójstwa. – Motywy swojego postępowania wyjaśniła w odręcznym liście pożegnalnym, który pozostawiła w domu. Z jego treści wynika, że była w depresji, gdyż obawiała się, iż jej synek może być w przyszłości osobą niepełnosprawną, z czym nie mogla się pogodzić – powiedział prokurator.
W studni znaleziono także telefon. To właśnie trudności w kontakcie z kobietą wzbudziły niepokój rodziny i spowodowały rozpoczęcie poszukiwań. Zamieszkująca wraz z nią matka początkowo myślała, że kobieta wyjechała z dzieckiem, ponieważ przypadał właśnie termin szczepienia chłopca. Dopiero kiedy do domu wrócili mąż kobiety wraz z bratem próbowali się z nią skontaktować telefonicznie. Następnie rozpoczęli poszukiwania. Gdy zaglądnęli do studni na terenie posesji ich uwagę zwróciła widoczna tam odzież. Lustro wody w studni głębokiej na sześć metrów, znajdowało się około trzech metrów pod powierzchnią gruntu.
Z ustaleń sekcji zwłok wynika, że przyczyną śmierci kobiety było utonięcie. Z tego samego powodu zmarł chłopczyk, którego ciało znaleziono w szelkach do noszenia niemowląt. Ponieważ nie ujawniono żadnych okoliczności, które mogłyby wskazywać, że do zdarzenia przyczyniły się inne osoby, prawdopodobnie dochodzenie w tej sprawie zakończy się umorzeniem.
























