
W krajach zachodniej Europy system ten, który ma zachęcić do korzystania z komunikacji zbiorowej, ściśle powiązany jest z mniejszymi lub większymi węzłami komunikacyjnymi, u nas – jak na przykład w Dąbrowie Tarnowskiej – proponuje się budowę takiego parkingu obok… nieczynnego od lat szlaku kolejowego.
W licznych przekazach medialnych można było znaleźć informacje, że parkingi przesiadkowe ze wsparciem finansowym z UE zamierza się zbudować w Bogumiłowicach, Sterkowcu, Ciężkowicach czy Bochni. W Bochni wskutek nieporozumień miasta z wykonawcą, sporu sądowego oraz utraty dotacji unijnej sprawa utknęła, gdzie indziej powinna wypalić. Od ponad dwóch lat duży obiekt park&ride funkcjonuje w Tarnowie, lecz ciągle trudno go zapełnić zgodnie z wcześniejszym planem.
– Niektóre samorządy doszły do wniosku, że skoro są pieniądze, skoro Unia je daje, to trzeba je brać i wydać. Nie dziwię się, to najzupełniej normalne, chyba każdy by tak zrobił – mówi jeden z wójtów podtarnowskiej gminy, który chce pozostać anonimowy. – Parkingi są potrzebne, ale powinny być budowane na miarę i rzeczywiście tylko tam, gdzie mogą się przydać. Obawiam się, że jak te wszystkie plany związane z park&ride zostaną zrealizowane, to okaże się, że połowa obiektów jest wykorzystana w minimalnym stopniu. Pieniądze trzeba wydawać z rozmysłem, nawet jeśli są to pieniądze nie „nasze”, a europejskie. Ponieważ nie zawsze tak się dzieje, w Polsce mamy już lotniska zbudowane z pomocą Unii Europejskiej, z których nie odlatują samoloty.
Szczególnym beneficjentem programu budowy parkingów wydaje się gmina Ciężkowice. W planach są dwa parkingi park&ride – w sąsiedztwie stacji kolejowej Bogoniowice i w centrum miasteczka. Wartość całego projektu to 3,3 mln zł, z czego 2,7 mln to unijne dofinansowanie. Niektórzy się dziwią, że 42-miejscowy parking przesiadkowy ma powstać obok stacji, na której w ciągu doby zatrzymuje się ledwie kilka pociągów. Podobno liczba pasażerów z Ciężkowic i okolicy jest nikła. Beata Weron – Białas, sekretarz gminy, broni tej inicjatywy. – Traktujemy tę inwestycję jako przyszłościową, a także taką, która w sytuacji, gdy obiekty PKP i ich otoczenie są zaniedbane, będzie miała znaczenie wizerunkowe. Pomysł zbudowania parkingu obok stacji kolejowej zyskał w naszym środowisku dużą akceptację. Powstaną tu także wiata rowerowa, zatoka autobusowa, jak i punkt ładowania pojazdów elektrycznych. Ten ostatni będzie potrzebny znacznie szybciej, niż nam się dzisiaj wydaje.
Dr inż. Mariusz Dudek z Politechniki Krakowskiej w opracowaniu „Zintegrowana infrastruktura transportowa dla subregionu tarnowskiego” wymienia aż kilkadziesiąt miejscowości w kilkunastu gminach, w których – jego zdaniem – powinny powstać parkingi park&ride, oczywiście różnej wielkości. Można jednak przypuszczać, że większość z tych propozycji potraktowana została jako inwestycje planowane w dalszej przyszłości, gdyż w obecnym stanie rzeczy trudno byłoby oczekiwać, że będą wykorzystane w zadowalającym stopniu. Jedna z propozycji dotyczy Dąbrowy Tarnowskiej. Parking przesiadkowy miałby powstać w sąsiedztwie stacji kolejowej, lecz kłopot w tym, że ta stacja jest… nieczynna od 18 lat. Nie ma tam również dworca autobusowego, a miasto komunikacją miejską nie dysponuje. Nie wiadomo więc, do czego mógłby się przesiąść właściciel samochodu, który pozostawiłby swój pojazd w tamtym miejscu. Czyżby jedynym wyjściem był spacer do centrum odległego od parkingu o 1,3 km?
Samorząd Dąbrowy zabiegał u marszałka o fundusze unijne na budowę parkingu, ale na razie ich nie otrzymał. – Szansa nie została jeszcze utracona, wciąż znajdujemy się w grze o te pieniądze – mówi Krzysztof Kaczmarski, burmistrz Dąbrowy Tarnowskiej. – Uważamy, że taka inwestycja ma u nas sens. Nie można przecież wykluczyć, że w przyszłości lina kolejowa, popularna kiedyś „szczucinka”, zostanie reaktywowana, na pewno przebudowane będą u nas niektóre ciągi komunikacyjne, co związane jest z budową obwodnicy miejskiej. Będziemy chcieli również zmienić trasę przejazdu autobusów i busów tak, by łączyła się ona z parkingiem.
Ogólnie rzecz biorąc, kłopot polega na tym, że Polacy są bardzo przywiązani do swoich samochodów, a nie do komunikacji zbiorowej. Dopóki nie będzie dostatecznie wielu chętnych, by się przesiąść do pociągu lub autobusu, dopóty nie zapełnią się parkingi przesiadkowe. Najpierw jednak musi się pojawić ten pociąg lub autobus, ale i z tym jest problem…























