Dzięki kompletowi punktów tarnowianie awansowali także na 7. miejsce w pierwszoligowej tabeli. W najbliższą sobotę podopiecznych trenera Ryszarda Tabora czeka wyjazd do Ostrowa Wielkopolskiego.
Pierwsze tegoroczne mecze SPR‑u kończyły się niedosytem kibiców. W styczniu w 1/16 finału Pucharu Polski zwyciężyła faworyzowana Stal Mielec, ale tarnowianie prowadzili w pewnym momencie i mieli szansę na sprawienie niespodzianki. Z kolei w inauguracyjnym meczu rundy rewanżowej ligowych rozgrywek ekipa trenera Tabora zremisowała na wyjeździe 32:32 z rezerwami Vive Tauronu Kielce, które plasowały się niżej w tabeli, a na dodatek do przerwy to SPR wygrywał różnicą dziewięciu trafień. O ile jednak wynik z mielczanami był przewidywalny, o tyle w Kielcach tarnowianie powinni zwyciężyć.
Okazją do poprawienia humorów sobie i kibicom było sobotnie spotkanie 15. kolejki, które dla SPR‑u było zarazem pierwszym ligowym meczem przed domową publicznością w tym roku. Po raz ostatni gospodarze w hali Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej w Tarnowie zwyciężyli początkiem października, więc nadarzała się kolejna szansa, aby poprawić statystyki w meczach u siebie. Rywalem była ekipa ASPR‑u Zawadzkie, z którą tarnowianie na wyjeździe już raz w tym sezonie wygrali, przy czym to przyjezdna drużyna zajmowała wyższe miejsce w pierwszoligowym zestawieniu grupy „B”.
Gospodarze w sobotę rozpoczynali mecz osłabieni brakiem Łukasza Szatki, a co gorsza z czasem parkiet musiał opuścić kontuzjowany Krzysztof Mogielnicki. Ich koledzy od początku robili jednak swoje – szybko wyszli na prowadzenie i systematycznie je zwiększali. W końcówce pierwszej połowy przyjezdna ekipa zdołała wprawdzie odrobić część strat, ale i tak to SPR wygrywał do przerwy 14:11.
Druga połowa także przebiegała pod dyktando drużyny dowodzonej przez trenera Tabora. Gospodarze dobrze radzili sobie w obronie, byli skuteczni w ofensywie i wykorzystywali błędy rywali, którzy dodatkowo sprawiali im prezenty swoimi karami wykluczenia. Tym razem do końca spotkania zwycięski wynik był niezagrożony, a ostatecznie ekipa SPR‑u PWSZ triumfowała wysoko 35:22 i równocześnie po raz szósty w obecnych rozgrywkach mogła cieszyć się z wywalczenia kompletu punktów.
– Mamy powody do zadowolenia – mówi Ryszard Tabor, trzeci już w tym sezonie trener klubu, który w sobotę po raz pierwszy wygrał w lidze w roli szkoleniowca tarnowian. – Cieszę się z postawy w obronie i skuteczności w ataku, choć oczywiście nie wszystko było idealne.
Każdy z tarnowskich szczypiornistów dołożył swoją cegiełkę do wygranej, ale najskuteczniejszy był skrzydłowy Kamil Drobiecki, autor ośmiu trafień. Kolejni pod względem skuteczności to Jakub Kowalik (siedem bramek na koncie) oraz Marcin Wajda (sześć celnych rzutów). W meczowej beczce miodu jest jednak także łyżka dziegciu, bo problemem może okazać się kontuzja Krzysztofa Mogielnickiego, jednego z ważnych ogniw drużyny (zważywszy jeszcze na wcześniejszy uraz Łukasza Szatki).
Szósta wygrana w tym sezonie sprawiła, że tarnowianie ponownie przesunęli się w górę pierwszoligowej tabeli, oddalając się zarazem od strefy spadkowej, która była niedawno niebezpiecznie blisko. Aktualnie drużyna SPR‑u lokuje się już na 7. miejscu, a do zespołu z Oławy, znajdującego się obecnie na najniższym stopniu podium, traci tylko trzy punkty. Jeśli więc tarnowianie podtrzymają w dalszej części rozgrywek dobrą dyspozycję, którą w sobotę zaprezentowali, mogą jeszcze awansować w zestawieniu.
Najbliższym wyjazdowym rywalem podopiecznych trenera Tabora w ramach 16. kolejki będzie KPR Ostrovia Ostrów Wielkopolski. To drużyna, która zajmuje obecnie 4. miejsce w tabeli, ale równa się pod względem dorobku z wyżej notowanymi oławianami. SPR do ostrowian także traci więc trzy punkty, a pierwszy w tym sezonie mecz obydwu ekip zakończył się we wrześniu w Tarnowie wygraną przyjezdnej drużyny 35:28. W najbliższą sobotę na parkiecie w Ostrowie Wielkopolskim teoretycznie faworytem będzie zatem tamtejsza Ostrovia, ale doświadczenie uczy, że na pierwszoligowym szczeblu wiele drużyn prezentuje podobne możliwości i od dyspozycji w danym dniu zależy kwestia zwycięstwa.
Szczypiorniści awansują
REKLAMA
REKLAMA
























