Bristol tylko na telefon. Sławny lokal przeżywa trudny czas

2
Bristol w Tarnowie przeżywa trudny czas
Tarnowski Bristol przeżywa trudny czas | Fot. TEMI/Paweł Topolski
REKLAMA

Legendarny tarnowski Bristol – hotel i restauracja – jedna z marek Tarnowa, znalazł się w trudnym położeniu. Dziś, aby tam coś zamówić i zjeść, trzeba z wyprzedzeniem umówić się telefonicznie w tej sprawie. Umówić się, nie zarezerwować sobie miejsce. W przeciwnym razie natrafimy na zamknięty lokal. W środku panuje cisza, czynna jest tylko hotelowa recepcja.
Kiedy niedawno odwiedziliśmy Bristol przy ul. Krakowskiej, przywitała nas pani recepcjonistka. Od razu udaliśmy się na piętro, tam, gdzie znajduje się hotel, pamiętając, że już od dłuższego czasu sala na parterze – historyczna, secesyjna, z popularnymi kiedyś lożami – jest nieczynna. Ale i na piętrze spotkała nas niespodzianka. Drzwi do hotelowej jadalni były zamknięte, wokół ani żywego ducha. Zeszliśmy do recepcji, pytając, co się dzieje.

– Sala jest zamknięta, nie wiem, jak długo potrwa ta sytuacja – usłyszeliśmy.
Los tarnowskiego Bristolu nie jest nam obojętny, gdyż – pomijając wszelkie sentymenty – nie chodzi o pierwszy lepszy lokal w tym mieście. Bristol to kawałek historii miasta nad Białą, to tradycje, których niczym nie da się zastąpić.

Bristol to jeden z najsławniejszych – okryty legendą – lokali w Tarnowie. W budynku zaprojektowanym na początku XX wieku przez znanego tarnowskiego architekta, Janusza Rypuszyńskiego, w secesyjnym wnętrzu, często podejmowano niezwykłych gości. W Złotej Księdze znajdziemy wpisy m.in. Mieczysławy Ćwiklińskiej, wybitnej aktorki, piosenkarki Violetty Villas, Stanisława Mikulskiego, czyli kpt. Klossa, także Jerzego Połomskiego, znakomitego piosenkarza estradowego, który specjalnie dla załogi Bristolu wkleił swoje zdjęcie, również Bogumiła Kobieli, wielkiego aktora komediowego. O najbardziej znanych gościach Bristolu powstała praca magisterska.

REKLAMA (2)

Obiad na telefon

Co się dzieje ze sławnym Bristolem dzisiaj? Dlaczego nie można skorzystać z jego oferty?
– Obiad lub śniadanie ciągle można u nas zjeść, ale wcześniej trzeba telefonicznie uprzedzić o swojej wizycie. Wtedy otwieramy salę, obojętnie, czy przyjdzie jeden klient, czy więcej – tłumaczy Tadeusz Nosek, właściciel obiektu. – Dzisiaj do godziny 11 mieliśmy śniadanie, o 15.30 ma przyjść jakaś kilkuosobowa grupa.
Dlaczego jednak nie jest jak dawniej, dlaczego nie można przyjść z ulicy bez uprzedzenia, jak do każdej innej restauracji, i zamówić wybrane z karty danie?
– Ekonomia, proszę pana, ekonomia! – odpowiada Tadeusz Nosek. – Dziś są bardzo trudne warunki dla funkcjonowania gastronomii, lokale upadają jeden po drugim. Coraz częściej ludzie wolą kebab, już tak mówiąc w skrócie, od obiadu w porządnej restauracji. Jeśli więc w ciągu dnia pojawia się na obiedzie dwóch klientów, a muszę zapłacić za pracę personelu i za drogą klimatyzację, to mam tylko straty. Zresztą dzisiaj trudno o kelnerów i kucharzy, brakuje chętnych do tej pracy. Z Bristolem jestem zawodowo związany od 1976 roku i serce mi się kraje, jak na to wszystko patrzę.

Z naszych obserwacji wynika, że obecnie w większości tarnowskich lokali nie ma tłumów, klienci zjawiają się tam rzadko, lecz jest kilka restauracji, które mimo ciężkich czasów wciąż cieszą się sporą popularnością. To zależy głównie od rodzaju oferty, cen i lokalizacji, niekiedy lokalnej tradycji.
Kilkanaście lat temu Zygmunt Szych, znany tarnowski dziennikarz, który zmarł w 2021 roku, napisał Sagę o tarnowskim Bristolu. Zawarł w niej wiele osobistych wspomnień, jak i informacji historycznych. Opis w dużym stopniu dotyczył najlepszych dla lokalu czasów, gdy przed Bristolem, przed każdym dancingiem, zbierał się tłum gości i gdy niedzielne obiady w restauracji były piękną rodzinną tradycją.

Jak kelner okrążył kulę ziemską

Szych pisał też o wielkich weselnych przyjęciach w Bristolu, tych z dawnych lat, i o charakterystycznych dla tych okolic hucznych, pożegnalnych spotkaniach z powodu wyjazdu do Ameryki. Przywołał legendarne postaci lokalu, które tworzyły jego historię, na czele z Marią Żurawiecką, wieloletnią kierowniczką, która szczególnie dbała o dziennikarskie żołądki. Wspomniane zostały postacie portiera Stanisława, kelnerów Józefa, Romeczka oraz Franciszka, który na służbie w Bristolu przeszedł w sumie 40 tys. kilometrów, okrążając kulę ziemską wzdłuż równika.
Z kronikarskiego obowiązku warto także wspomnieć głośną prywatną wizytę w Bristolu Józefa Cyrankiewicza, osławionego premiera PRL, pochodzącego zresztą z Tarnowa. Cyrankiewicz, miłośnik samochodów i szybkiej jazdy, w 1970 roku przyjechał tu niespodziewanie swoją różową alfą romeo. Wówczas to była sensacja. Do dzisiaj niektórzy tarnowianie pamiętają również, że w PRL-u Bristol zasłynął pierwszym w Tarnowie profesjonalnym striptizem…

REKLAMA (3)

Aktor o plackach ziemniaczanych

Zapytaliśmy Tadeusza Noska o przyjęcia weselne, z których w przeszłości znany był Bristol.
– To już nie te czasy. Wszystko się zmieniło. Obecnie dominują domy weselne pobudowane w wielu miejscach, w plenerze. Weselnicy chcą wybiegu, przejazdu bryczką, widoku pasącego się baranka i tym podobnych atrakcji. Trudno wygrać z taką konkurencją.
Sytuację Bristolu ratuje niedawno uruchomione przez warszawską spółkę Wintoro kasyno gry, w Małopolsce podobne, legalnie działające, znajdują się tylko w Krakowie. Kasyno w Tarnowie miało już powstać w 2021 roku za sprawą spółki z Wrocławia, lecz wtedy – przy sprzeciwie wielu radnych miejskich – nic z tych planów nie wyszło. Teraz także nie obyło się bez protestów, ale zamierzenie w końcu się powiodło.

Dzisiaj jeszcze nie wiadomo, jak ostatecznie potoczą się losy słynnego Bristolu. Nie wiadomo, co się zdarzy w przyszłości, czy będzie miał on jeszcze swoich kronikarzy, którzy odnotują ciekawe fakty. Jeśli chodzi o ostatnie ciekawostki, w latach 90. piszący te słowa po towarzyskim spotkaniu w Bristolu informował o trójce popularnych aktorów, którzy odwiedzili tarnowską restaurację: Bożenie Dykiel, Stanisławie Niwińskim i Karolu Strasburgerze, znanym teraz z popularnego programu telewizyjnego Familiada; zatrzymali się oni tu po drodze. Bohaterem notatki prasowej był przede wszystkim Karol Strasburger, który po zjedzeniu obiadu niezadowolony gorliwie pouczał strapionego kelnera, jak się przyrządza placki ziemniaczane… Kelnerowi współczuliśmy.

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
2 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze