Przybyli tu głównie za chlebem po to, aby żyć w zgodzie z własnym sumieniem. Zajmowali się kupiectwem, byli żołnierzami i bankierami. Na początku XVII wieku zdominowali handel w grodzie Leliwitów. Stanowili połowę wszystkich kupców operujących w mieście.
Im bardziej na północ, tym było ich więcej. Ta zasada obowiązywała w przypadku początków osadnictwa szkockiego w Polsce. Pierwsi Szkoci pojawili się jeszcze w XIV wieku w Gdańsku, a na początku XV wieku mieli już na Pomorzu własną osadę. W rzeczywistości jednak ich emigracja nad Wisłę nasiliła się w drugiej połowie XVI wieku i trwała do połowy wieku kolejnego. Wtedy także zaczęli się pojawiać nad Wątokiem.
Rozdawali karty w tarnowskim handlu
Przybywali do Polski głównie z przyczyn ekonomicznych, ponieważ ich ojczyzna była w tym czasie krajem stosunkowo biednym. Natomiast Zygmunt August szeroko otwierał drzwi do swojego królestwa przed szukającymi nowych rynków zbytu kupcami z wysp. Drugi z powodów migracji dotyczył religii. Rzeczpospolita była krajem powszechnej tolerancji, a ostatniemu polskiemu monarsze z dynastii jagiellońskiej przypisuje się deklarację: „Nie będę królem waszych sumień”. W ojczyźnie natomiast Szkoci coraz częściej stawali się ofiarami brutalnej polityki korony angielskiej. Prześladowania, często w formie krwawych zamieszek, dotykały zarówno purytan, katolików, jak i protestantów. Stąd uciekali do wolnej światopoglądowo i wyznaniowo Polski.
Jak informuje autor Kroniki Tarnowskiej, dr Krzysztof Moskal, do Tarnowa pod koniec XVI wieku Szkotów ściągnęli Ostrogscy. Z pierwszych zapisków wynika, że potomkowie Celtów znajdowali się wśród służby tej rodziny. Opieką otaczał ich wówczas wnuk hetmana Jana Tarnowskiego, książę Janusz Konstantynowicz. Sprawujący urząd kasztelana krakowskiego i zarządzający niezliczonymi majątkami dziedzic Tarnowa był jednym z najbogatszych polskich magnatów. Jak pisał Tomasz Osuch, bardzo szybko, bo już w początkach pierwszej połowy XVII wieku, Szkoci zaczęli rozdawać karty w tarnowskim handlu. Stanowili już wtedy połowę kupców działających w mieście. Tarnowianie nazywali ich „szotami”. Później mianem „szot” zaczęto określać po prostu handlarzy.
Drogie obywatelstwo miejskie
Większość tarnowskich Szkotów było drobnymi kramarzami, ale zdarzali się także handlowcy prowadzący interesy na dużą skalę. Ze wzmianki z 1603 roku wynika, że niejacy Andrzej Ross i Jerzy Eues zamieszkiwali Tarnów co najmniej od 1599 roku. W roku 1648 spółkę kupiecką zawarli dwaj tarnowscy Szkoci – Aleksander Dixon i Jakub Fayz. Innymi poważnymi handlowcami szkockimi byli w połowie XVII wieku w Tarnowie Jerzy Kilo, Jerzy Inez i Aleksander Ryd, zajmujący się handlem skórami. W XVII wieku Szkoci stanowili najliczniejszą niepolską grupę narodowościową wśród miejscowych mieszczan.
Jak się okazuje, musieli za to słono płacić. Ich opłaty za nadanie prawa miejskiego stanowiły w pierwszej połowie tego stulecia największe źródło dochodów miasta. Interesy handlowe, które z powodzeniem prowadzili tarnowscy Szkoci w wielu miastach ówczesnej Europy pozwoliły najbardziej obrotnym zgromadzić na tyle duży kapitał, że kolejnym etapem ich ekspansji gospodarczej stało się pomnażanie pieniędzy.
W księgach miejskich zachowały się zapiski dotyczące dwóch majętnych obywateli pochodzenia szkockiego. W 1622 roku zawiązali spółkę handlową Wilhelma Kietha i Jerzego Petraya, która była prawdopodobnie pierwszym bankiem pod Górą św. Marcina, ale też jedną z pierwszych instytucji finansowych tego typu w Polsce Południowej. Kasa zdobyła wielu klientów w Tarnowie oraz poza granicami miasta. Kredyty zaciągali w niej m.in. kupcy spod Wawelu i z Wrocławia, współpracowała też z handlowcami zza granicy.
Oprocentowanie pożyczek wynosiło około 7 proc. w skali roku. Weksle potwierdzające zawarcie umów finansowych wystawiane były na wyprawionej skórze. Takie dokumenty nazywano membranami. Prócz danych personalnych pożyczkobiorcy zawierały także kwotę zaciągniętego zobowiązania i deklarowany termin spłaty zadłużenia. Bank nie utrzymał się długo na rynku. Jego aktywność trwała zaledwie cztery lata. Pierwszy ze wspólników Wilhelm Kieth okazał się nierzetelnym partnerem, prawdopodobnie dokonał malwersacji, po czym zbiegł do Torunia. Drugi wspólnik skierował wtedy do Rady Miejskiej oskarżenie, aby wezwać nieuczciwego partnera do spłaty zobowiązań. Rejterada nieuczciwego Szkoda zakończyła się w więzieniu, ale nie był to ostateczny koniec, bo udało mu się z niego uciec.

Walczyli za pieniądze i za wiarę
Oprócz handlu Szkoci zajmowali się głównie służbą wojskową. W roku 1577 król Stefan Batory przyjął do wojsk królewskich 700 żołnierzy szkockich, uczestniczących w wojnie o Inflanty. Coraz więcej Szkotów służyło w polskiej piechocie jako strzelcy. Regimenty szkockie uczestniczyły m.in. w bitwie pod Pskowem w 1581 r. i w bitwie pod Chocimiem w 1621. Żołnierze najemni tej narodowości mieli opinię wytrzymałych i odważnych wojaków.
Żołnierskie powołanie odczuł np. Thomas Stirling, który w latach 1639-1652 handlował w Tarnowie skórami. Do wojska zaciągnął się w 1649 roku, gdzie – jako kapitan – dowodził kompanią złożoną ze szkockich kupców osiadłych w Polsce. Jego kompania została rozbita przez hordy tatarskie w bitwie pod Zborowem podczas powstania Chmielnickiego.
Największą grupę religijnych uchodźców ze Szkocji stanowili kalwini. Ten nurt stanowił dominujące wyznanie w Szkocji. Obecność licznej społeczności szkockich protestantów miała wpływ także na XVI-wieczną Polskę. Jak pisał Kazimierz Bańburski z Muzeum Okręgowego w Tarnowie, coraz bardziej popularny w owym czasie kalwinizm przyjął między innym szlachecki ród Chrząstowskich herbu Zadora. Władał on wtedy podtarnowskimi majątkami Jodłówka i Szczepanowice. Chrząstowscy w 1573 roku w Jodłówce zamienili kościół na zbór kalwiński. Po tym, jak budynek dawnego kościoła zniszczał, wybudowano tam nowy zbór i szkołę. Po 1651 roku zarówno zbór, jak i szkoła przeniesione zostały na teren sąsiedniej wsi Szczepanowice. Szkoci stanowili ważną i aktywną część społeczności tamtejszego zboru.
Szczepanowice stały się ośrodkiem polskiego szkolnictwa kalwińskiego o międzynarodowym znaczeniu, do którego przybywała młodzież protestancka nawet z Węgier. W latach 60. XVII w. szkoła osiągnęła status gimnazjum. Prócz synów protestanckiej szlachty kształcili się tam synowie szkockich kupców z Tarnowa. Tarnowscy kalwini zwani byli przez miejscowych arianami lub Braćmi Polskimi. Jako pacyfiści na znak potępienia wojny nosili u pasa drewniane miecze. W końcu jednak pokojowo nastawieni do świata innowiercy zmuszeni byli do wystąpień zbrojnych. Nastąpiło to za sprawą działań władz kościelnych, które postanowiły zniszczyć zbór w Szczepanowicach, powołując się na dekrety Trybunału Koronnego w Lublinie. Do obrony tego miejsca zgłosiło się wielu wyznawców kalwinizmu.
Także zamożni tarnowscy Szkoci nie pozostali obojętni. Ofiarowali broń oraz zapasy amunicji, a sami zaciągnęli straż przy zborze. Gdy zbliżał się poczet zbrojnych, aby zniszczyć świątynię, drogę zagrodzili mu Chrząstowscy i szlachta kalwińska. W szeregach dymiły lonty działek, wytoczonych przez Szkotów tarnowskich: J. Murray’a, R. Gordona, A. Smieda, G. Wolfsona, B. Francka. Tak obroniono zbór.
Jego kres nastąpił w 1713 roku. Gdy ktoś w niewyjaśnionych okolicznościach podłożył w nocy ogień, drewniana budowla stała się stertą popiołu. Wtedy drzwi przed wyznawcami kalwinizmu z Tarnowa otworzyła szkocka rodzina Huysonów. W kamienicy znajdującej się na tarnowskim Rynku pod numerem 20 wybudowała ona kaplicę, nazwaną później „ariańską”. Do dziś w Muzeum Okręgowym, które mieści się w tym budynku, zachowały się ozdoby na sklepieniach oraz charakterystyczna dla świątyń ewangelickich kopuła z latarnią.
Warto dodać, że pochówki zmarłych Szkotów odbywały się na cmentarzu w tak zwanym ogrodzie Nikelsonów. Było on zlokalizowany w pobliżu ul. Staszica, a zlikwidowany został w 1737 roku.

![W Tarnowie wyruszył Orszak Trzech Króli [ZDJĘCIA] Orszak 2026](https://www.temi.pl/wp-content/uploads/2026/01/Orszak-2026-3-218x150.jpg)






















