
Do dzisiaj w wielu regionach kraju zachowały się zabytkowe sikawki, którymi posługiwała się straż ogniowa na przełomie XIX i XX wieku, a które zostały wyprodukowane w Tarnowie. Tarnów był kiedyś znanym w Galicji ośrodkiem produkcji sikawek. Część tego sprzętu znajduje się w muzeach, część pieczołowicie przechowywana jest w niektórych jednostkach straży pożarnej.
Sikawki mają charakterystyczny wygląd. Mogły być ręczne przenośne i czterokołowe o zaprzęgu konnym. Czterokołowe wyposażone były w górną skrzynię wodną i poziomo umieszczony cylinder. Podwozie pojazdu często nie miało resorów.
Ciekawe jest to, że aż tyle sikawek wyprodukowanych w Tarnowie przetrwało do dzisiaj. Mają ich po kilka muzea pożarnictwa w Przeworsku, Myślenicach, trzymane są jako zabytek w kilkunastu jednostkach OSP na południu kraju, także w regionie tarnowskim. To musiał być solidny sprzęt, jeśli przetrwał ponad sto lat. Solidny dlatego, że powstawał w solidnej fabryce.
Na przełomie XIX i XX wieku Tarnów był jednym z najbardziej znanych producentów strażackich sikawek na ziemiach polskich. To zasługa funkcjonującej w mieście od lat siedemdziesiątych XIX wieku Fabryki Maszyn i Odlewni.
Nietuzinkowy właściciel
– Fabryka znajdowała się w miejscu, w którym obecnie stoi opuszczony obiekt dawnej Almy, a w przeszłości huta szkła Laura, przy dzisiejszej ul. Dąbrowskiego – mówi Mieczysław Czosnyka, historyk, prezes Fundacji im. Jana Szczepanika w Tarnowie. – Zakład początkowo należał do Franciszka Eliaszowicza, później do inżyniera Ignacego Chylewskiego, postaci nietuzinkowej. Urodzony w 1844 roku, wywodził się z rodu Chylewskich herbu Jastrzębiec z Wielkopolski, działał w organizacji powstania styczniowego w 1863 roku, służył w stopniu porucznika kawalerii jako adiutant między innymi w oddziałach Mariana Langiewicza, biorąc udział w bitwach na ziemi kielecko-radomskiej.
Postać zmarłego w 1900 r. Chylewskiego w Tarnowie jest zapomniana, ale miał on spory wkład w rozwój sprzętu gaśniczego na ziemiach polskich. Danuta Janakiewicz – Oleksy z Centralnego Muzeum Pożarnictwa w Mysłowicach w swoim branżowym blogu pisze m. in.: „Szesnastego czerwca 1887 r. inżynier Ignacy Chylewski na dziedzińcu ratuszowym we Lwowie zorganizował firmowy pokaz działania sikawki swojego systemu. W myśl zasady – reklama dźwignią handlu nie była to pierwsza, ani ostatnia tego typu prezentacja. Inni przedsiębiorcy również w podobny sposób reklamowali się. Sikawka Chylewskiego przeznaczona była przede wszystkim dla straży pożarnych działających na wsi. Zaproszeni delegaci straży pożarnych, miejscy urzędnicy oraz inżynierowie cywilni i wojskowi mieli ocenić nowy produkt i wyrazić swoje opinie. W ich ocenie konstrukcja sprzętu wodnego nie należała do najprostszych, porównywalnych z istniejącymi już na rynku krajowym i zagranicznym, niemniej jednak niewątpliwie przyciągała ceną. W komplecie z dwoma wężami ssawnym i tłocznym miała kosztować 150 zł”.
Sikawka dla każdego
Jak podaje Mieczysław Czosnyka, w czerwcu 1891 roku na wielkim zjeździe galicyjskich kółek rolniczych w Tarnowie Chylewski zaprezentował trzy rodzaje sikawek wodnych: dla miast, gmin wiejskich i przystosowane do gaszenia mniejszych pożarów wewnątrz budynków, które mogły przynieść pożytek także w ogrodzie. Przy okazji przeprowadzono próby, a ówczesna lokalna prasa chwaliła zaprezentowane konstrukcje, odznaczające się łatwością ich użycia i dobrocią materiału. Firma wytwarzała także inne sprzęt służący poskramianiu ognia: beczkowozy, wiadra, węże.
Fabryka Chylewskiego przetrwała do 1898 roku. Po bankructwie spowodowanym, jak się wydaje, zbyt rozległą aktywnością zawodową, społeczną i polityczną właściciela, firmę przejęli bracia Bartik, właściciele innych zakładów w Krakowie. Wtedy zakład zmienił nazwę na: Fabryka Maszyn, Pilników i Sikawek Pożarniczych. Oprócz sprzętu gaśniczego montowano tu młocarnie, kieraty, sieczkarnie, buraczarki, grabiarki, pompy studzienne do gnojówki, walce drogowe itd. Zakład odnosił sukcesy na wielu prestiżowych wystawach przemysłowych.
Historycy pożarnictwa zastanawiają się czasem, czy bracia Bartik po przejęciu fabryki wyrabiali sikawki podług tych samych projektów co Chylewski. Wspomniana Danuta Janakiewicz – Oleksy tak odpowiada na tę wątpliwość: „Współcześnie zabytkowe obiekty techniki pożarniczej wspomnianych fabryk jeżeli nie posiadają odpowiednich sygnatur lub tabliczek znamionowych, trudne są do zidentyfikowania jeżeli chodzi o tych dwóch producentów. W muzeum pożarnictwa bardzo często zastanawiamy się, czy owe sprzęty zostały wyprodukowane jeszcze przez Chylewskiego, czy może już po 1898 roku przez Bartików? Należy zaznaczyć, iż Bartikowie, przejmując fabrykę Chylewskiego, przejęli ją wraz z dokumentacją techniczno-produkcyjną oraz maszynami. Zatem nie powinno być także zaskoczeniem stwierdzenie, że niemal w każdej reklamie Br. Bartik podkreślano, że ich firma jest dawną wytwórnią Chylewskiego”.
Pamiątkowa pompa
W końcu jednak złoty czas minął także dla fabryki braci Bartików, która funkcjonowała do 1912 roku. – Z czasem powstawały podobne wytwórnie, szybko rosła konkurencja, poza tym zmieniały się techniki pożarnicze. Produkowane w Tarnowie sikawki już nie nadążały za nowymi trendami – dodaje Mieczysław Czosnyka.
Jeden z zabytków ochrony przeciwpożarowej znajduje się w OSP w Zalasowej. To także wyrób Bartików. – Mamy historyczną pompę, która kiedyś przewożona była na czterokołowym podwoziu ciągniętym przez parę koni – mówi Daniel Usarz, naczelnik zalasowskiej straży. – Zachowana została tylko pompa.
Dzisiaj każdy, kto odwiedzi któreś z muzeów pożarnictwa, zwłaszcza na południu kraju, ma szansę obejrzeć sikawki strażackie wyprodukowane w Tarnowie. Ich stosunkowo duża liczba również potwierdza renomę oraz skalę dawnej produkcji w miejscowej fabryce.























