Trzy życia. Wspomnienie Eugeniusza Głomba

0
Eugeniusz Głomb w redakcji Tarnowskich Azotów
Lata 70-te. Eugeniusz Głomb w redakcji „Tarnowskich Azotów” | Fot. Archiwum rodzinne
REKLAMA

– Mój tato, Eugeniusz Głomb (6 stycznia 1929 r. – 17 marca 2021 r.) miał właściwie trzy życia – wspomina Jacek Głomb.

Pierwsze, od urodzenia do początku lat 60. XX wieku. O nim wiemy najmniej, może poza ostatnią dekadą, naznaczoną współtworzeniem Klubu Inteligencji w Tarnowie, powrotem na stałe do miasta (w 1957 roku, kiedy zmarł Jego ojciec i trzeba było się zaopiekować swoją mamą), ślubem z moją Mamą (w 1959 roku) i może najważniejszym w życiu: redagowaniem tygodnika „Tarnowskie Azoty”, którego od 1963 roku przez niespełna 20 lat był redaktorem naczelnym. Poprzedzone redakcją „Panoramy Azotów” i pracą w Domu Kultury Zakładów Azotowych imienia Feliksa Dzierżyńskiego (dzisiaj imienia Ignacego Mościckiego, tak jak dzielnica wróciła do swojej pierwotnej nazwy Mościce, która zastąpiła „poprawny politycznie” Świerczków). „Tarnowskie Azoty” to był na tamte czasy tygodnik „pełną gębą”, pismo zakładowe, ale z ambicjami opisywania miasta. Tato uważał, że pracownik „Azotów” to jest przede wszystkim tarnowianin i musi dostać to, co w życiu miasta jest najważniejsze. Pismo więc publikowało na przykład recenzje ze spektakli tarnowskiego teatru… Z tego pierwszego okresu Jego życia pozostały mi tylko flesze: dom zbudowany na Strusinie przez kolejowego majstra, Wincentego (ojca taty), rodzinna wycieczka koleją do Wilna w 1938 roku (dziadek Wincenty pracował na kolei, mieli więc poważną ulgę w cenach biletów), podstawówka skończona w czasie wojny już w „polsko – niemieckiej 7-klasowej szkole powszechnej imienia Tadeusza Kościuszki” (z tego czasu pozostały w domu pamiątki, dwujęzyczne świadectwa szkolne, sygnowane przez Generalne Gubernatorstwo dla okupowanych polskich obszarów), jednocześnie dorabianie jako gazeciarz i wyprawy „na łebka” do drukarni do Krakowa, powojenne Gimnazjum Kupieckie w Tarnowie, wreszcie wyprawa rowerowa z kolegami do Zakopanego i Krakowa w 1948 roku, z której słał do rodziców kartki pocztowe, zakończone „całuję ręce” – takie wtedy były obyczaje…

Drugie życie – najintensywniejsze, od początku lat 60. do lipca 1982 r., kiedy powaliła Go ciężka choroba – okropny wylew, z którego powrót do żywych lekarze określili jako cud. Tato był dziennikarzem, społecznikiem, człowiekiem w Tarnowie wpływowym. Znał „pół Tarnowa”. Z tego czasu pochodzi słynne „nie ma sprawy” – bo takim określeniem kwitował kolejną prośbę kogoś z rodziny o załatwienie bardzo ważnej sprawy. Z tego też okresu wzięło się równie słynne „idę zwiedzać Tarnów” – takim zwrotem kwitował moje czy brata Krzyśka pytanie, kiedy udawał się popołudniem na jedne z dziesiątek spotkań. Tato właściwie powołał do życia w latach 70. oddział „Gazety Krakowskiej” w Tarnowie (od 1975 do 1980 r. nazywała się „Gazeta Południowa”), szefował mu za czasów „burzy i naporu” – legendarnego redaktora naczelnego Macieja Szumowskiego, który mimo tego, że oficjalnie pismo stanowiło „organ KW PZPR w Krakowie”, zmienił kompletnie jego oblicze. Tato pisywał choćby relacje z posiedzeń tarnowskiej „Solidarności”, mimo tego, że „partyjny” (dwu-, albo trzykrotnie wylatywał z partii, pierwszy raz za Klub Inteligencji – jak Gomułka „przykręcił śrubę”, ostatni raz – po stanie wojennym, kiedy rzucił legitymacją) był przez związkowców akceptowany. Wymyślił też i redagował „Zeszyty Tarnowskie”, rodzaj nieregularnego periodyku o mieście, nieregularnego, bo musiał ciągle toczyć walki o „przydział papieru”. Połowa lat 70. to „gierkowski oddech” – kupiliśmy wtedy na talon skodę, byliśmy nią w Jugosławii, jadąc przez Ukrainę (Lwów i Czerniowce!), Rumunię. Rodzice rok później pojechali do Grecji, ja wolałem pojechać na rajd w Polsce, co mi tam Grecja… Po wprowadzeniu stanu wojennego 13 grudnia 1981 roku Tato nie przeszedł dziennikarskiej weryfikacji w obu redakcjach i ciężko to zniósł. I dostał w lipcu 1982 roku wylewu, który – jak już wspomniałem – cudem przeżył.

REKLAMA (3)
Eugeniusz Głomb na moście Karola w Pradze
Eugeniusz Głomb na moście Karola w Pradze | Fot. Archiwum rodzinne

I wreszcie trzecie życie. Trwało niespełna 40 lat, czyli prawie pół Jego życia. Koledzy bliscy i dalecy odchodzili, a on wciąż trwał w domu na Strusinie. Dobrzy ludzie pomogli mu wrócić do pracy. Choć w niepełnym wymiarze, ale pracował jako rzecznik prasowy ZUS – oddział w Tarnowie. Zobaczył kawałek Europy – bo wreszcie można było – odwiedził razem z Mamą Francję, Benelux, Druskienniki i Odessę. Mimo swojej niepełnosprawności nauczył się nawet jeździć autem. Był ciekawy świata, polityki, sportu, grał codziennie w „Kaskadę” dopłacając słono. Coraz bardziej chorował, coraz bardziej cierpiał. Kiedy odwiedziłem Go ostatni raz, półtora tygodnia przed śmiercią, na Mamy prośby „pogadajcie może” odpowiedział „już żeśmy nagadali się w życiu”. W czasie Jego pogrzebu zaświeciło słońce. I pomyślałem wtedy, że to Tato uśmiecha się do nas.

REKLAMA (2)
Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze