– Mam nadzieję, że podobny układ finansowy będzie możliwy również przy przebudowie ulic Bandrowskiego i Narutowicza – przedsięwzięcia o wiele droższego, otwierającego znacznie większe tereny inwestycyjne. Liczę na to, że prezydent poczyni wszelkie starania, aby podzielić koszty przebudowy pomiędzy miastem i przyszłym inwestorem po równo. Wszak dla Tarnowa to rondo wielkiego znaczenia nie ma i żadnych bieżących problemów komunikacyjnych nie rozwiązuje – dodaje radny.
Do sytuacji odniósł się również poprzedni inwestor, który od miasta – jak to określił Piotr Górnikiewicz – nie otrzymał prezentu w postaci pieniędzy na współfinansowanie budowy ronda.
– Zaproponowaliśmy władzom Tarnowa, żeby wspólnymi siłami wybudować rondo przy ulicy Szujskiego, gdyż w związku z planem zagospodarowania przestrzennego takie rozwiązanie musi tam powstać. Jednak miasto nie widziało możliwości pokrycia części kosztów inwestycji. Urzędnicy chcieli, byśmy wybudowali rondo za własne pieniądze, więc musieliśmy sprzedać działkę. Mówiliśmy, że koszt budowy wyniesie kilka milionów, ale miasto nie było zainteresowane dojściem do porozumienia. Słyszałem, że magistrat dogadał się z nowym inwestorem i razem z nim zrealizuje to zadanie. W naszym przypadku nie było mowy o współfinansowaniu, nie mogliśmy liczyć na choćby złotówkę. Szkoda, bo okazuje się, że bloki postawi deweloper z zewnątrz, a nie lokalna firma. Dziwne, że inwestor spoza regionu jest faworyzowany przez Urząd Miasta Tarnowa, ale widocznie ma większą siłę przebicia – mówi Adam Lichorobiec z firmy Samson-Dom.
Budowa skrzyżowania ul. Szujskiego „Sady”, otwierającego deweloperowi tereny pod budownictwo mieszkaniowe, jest inwestycją niewątpliwie potrzebną, ale jednocześnie wzbudzającą kontrowersje. Radni do tej pory nie poznali szczegółów tego zadania, a magistrat nie zdążył jeszcze skomentować sprawy publicznie.





















