Śmierć kibica jak śmierć brata – to jedno z najczęściej powtarzających się zdań w komentarzach pod informacjami o tragicznej śmierci 24‑letniego Mateusza Motaka i o pogrzebie, na który zwoływali się kibice. Klepsydry rozwieszono w wielu punktach w centrum Tarnowa i na tarnowskich osiedlach.
Pogrzeb Mateusza Motaka odbył się 7 maja na cmentarzu komunalnym w Tarnowie‑Krzyżu. Udział w nim wzięło ok. dwieście osób, w tym bardzo liczna grupa kibiców MKS „Tarnovia” Tarnów, a także Cracovii; wszyscy w klubowych szalikach. Pogrzeb dyskretnie zabezpieczali policjanci, ale ich interwencja nie była konieczna. Na zakończenie uroczystości pogrzebowych kibice pożegnali Mateusza Motaka, odpalając w milczeniu białe i czerwone race przed jego mogiłą. Złożyli też wieńce (m.in. w kształcie klubowego herbu) i wiązanki od kibiców Tarnovii oraz kibiców Cracovii.
***
Mateusz Motak został śmiertelnie potrącony przez kierującego samochodem na dwupasmowej alei Jana Pawła II w nocy z 30 kwietnia na 1 maja. Do zdarzenia doszło w miejscu, gdzie nie ma chodnika, a jezdnię oddziela od osiedlowej drogi ekran akustyczny. Wąskim pasem zieleni poruszali się koledzy Mateusza, a on sam iść miał przy krawędzi jezdni w kierunku ul. Słonecznej. Na 24‑letniego mężczyznę najechało od tyłu srebrne audi, kierowca uciekł z miejsca zdarzenia. Reanimacja nie powiodła się, Mateusz Motak zmarł. Samochód odnaleziono porzucony w Bobrownikach Wielkich, na drodze technicznej przy autostradzie A4.
Mateusz Motak był sympatykiem, a wcześniej piłkarzem Tarnovii – grał najpierw w juniorach, rozegrał też kilka spotkań w drużynie seniorów. Z kolei jego ojciec kibicował drugiej z tarnowskich drużyn.
Komentujący w Internecie całe zdarzenie piszą wprost o porachunkach sympatyków zwaśnionych ze sobą klubów działających w Tarnowie („kibice Unii zamordowali naszego przyjaciela, kibica Tarnovii – Mateusza”), o umyślnym potrąceniu młodego mężczyzny, o mających się odbywać kilka dni wcześniej tzw. ustawkach na tarnowskich osiedlach, których finał okazał się tak tragiczny. Do policji nie dotarły jednak żadne zgłoszenia o ewentualnych starciach, porachunkach na osiedlach czy o grupach młodych ludzi zachowujących się niezgodnie z prawem.
– Jestem bardzo ostrożny w komentowaniu całego zdarzenia, którego możliwy przebieg znam z relacji osób trzecich. To tragedia dla rodziny członka naszego klubu. Zawsze podkreślałem, że gra się dla kibiców, nie dla kiboli; nie ma przyzwolenia na zachowania pseudokibiców – mówi Waldemar Urban, prezes MKS „Tarnovia” Tarnów.
Zaskoczeniem dla wielu osób, już niezależnie od sportowych sympatii, okazały się informacje o dewastacji miejsca zdarzenia przy al. Jana Pawła II. Kibice Tarnovii postawili tam niewielki krzyż, zawiesili klubowy szalik, zapalili znicze. Kilka dni później zastali to miejsce całkowicie zdewastowane – przewrócone znicze, wyrwany krzyż, szalika już nie było (ten prawdopodobnie ktoś spalił).
Kilka dni temu zgłosił się do prokuratury kierowca, który na przełomie kwietnia i maja kierował porzuconym później audi. 27‑letni mieszkaniec Tarnowa został już przesłuchany, złożył też wyjaśnienia. Z informacji uzyskanych z prokuratury wynika, że mężczyzna zaprzeczył pogłoskom o celowym potrąceniu 24‑latka; przyznał natomiast, że było to nieszczęśliwe zdarzenie. Mężczyzna usłyszał już zarzut spowodowania wypadku ze skutkiem śmiertelnym i ucieczki z miejsca zdarzenia, za co grozi 12 lat więzienia. Na razie trafił za kratki na trzy miesiące.
Sprawą nadal zajmuje się prokuratura, nie wykluczając ciągle porachunków między kibicami jako przyczyny śmierci 24‑letniego mężczyzny.
– Sprawdzamy informacje o „ustawkach” i takim tle całego zdarzenia. Ale jeszcze za wcześnie, by definitywnie wykluczyć bądź też potwierdzić celowe działanie osoby kierującej wtedy samochodem – mówi Arkadiusz Bara, zastępca prokuratora rejonowego w Tarnowie.
W wyjaśnieniu okoliczności zdarzenia pomóc mają również wyniki zleconych już badań m.in. próbek krwi pobranych podczas sekcji zwłok potrąconego śmiertelnie mężczyzny, by wykluczyć, czy był on pod wpływem np. alkoholu lub innych substancji. Prokuratura czeka jeszcze na wyniki badań.
























