Drużyny ciągle brak…

0
druzyna siatkowki
Spotkania drugoligowych siatkarek Grupy Azoty PWSZ Tarnów gromadzą dziś bardzo często komplet publiczności w hali Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej. Aktualnie drużyna jest w ligowej czołówce i ma szansę włączyć się w walkę o awans
REKLAMA

Doroczne raporty Instytutu Badawczego ARC Rynek i Opinia jednoznacznie potwierdzają, że to piłka nożna jest sportem, który od dawna cieszy się w Polsce największą popularnością, niezależnie nawet od wyników ekstraklasowych klubów czy poziomu gry narodowej kadry. Jednak siatkówka oraz piłka ręczna zyskały znaczenie w oczach wielu szczególnie w ostatnich latach, ponieważ regularnych sukcesów nawet na międzynarodowym szczeblu polskim drużynom i reprezentacjom nie brakuje.
Frekwencja podczas meczów tarnowskich drużyn również udowadnia, że istnieje niemałe zainteresowanie tymi dyscyplinami. Tyle że mogłoby być ono znacznie większe, ponieważ na trybuny zawsze najbardziej przyciągają właśnie sukcesy (co widać na przykładzie żużla albo tarnowskiej koszykówki, gdy za czasów gry Unii w najwyżej lidze hala „Jaskółka” wypełniała się po brzegi). Dziś jednak najpopularniejsze polskie sporty nie mają swoich tarnowskich przedstawicieli w czołowych ligach. I chociaż niektórzy przypominają, że przeszłość też nie była łaskawa dla tutejszych klubów, to jednak drużynowe tradycje w mieście niewątpliwie istnieją, a dzisiaj niełatwo do nich nawiązywać. Problem ten w podobnym stopniu dotyczy futbolu, siatkówki oraz piłki ręcznej.
Piłkarska Tarnovia, która grała niegdyś nawet w ekstraklasie, skupia się w ostatnich latach na szkoleniu młodzieży, a seniorska drużyna gra na niższym szczeblu. W trzecioligowych rozgrywkach małopolsko‑świętokrzyskich występuje Unia Tarnów, która w tym sezonie walczy o pozostanie w lidze. Klub jednak od lat boryka się z licznymi problemami, stawia przede wszystkim na wychowanków. Niemal permanentny brak większych środków finansowych sprawia, że kibice Unii nie mają powodów do zbytniego optymizmu, choć przecież jeszcze w latach 90. minionego wieku „Jaskółki” całkiem nieźle radziły sobie na ówczesnym ekstraklasowym zapleczu, a także w ostatnich latach na mecze towarzyskie Unii ze znanymi drużynami przychodziły tysiące kibiców.
Spotkania drugoligowych siatkarek Grupy Azoty PWSZ Tarnów gromadzą dziś bardzo często komplet publiczności w hali Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej. Aktualnie drużyna jest w ligowej czołówce i ma szansę włączyć się w walkę o awans, ale sztuka ta już w poprzednich latach się nie udawała, zaś przed ekipą „Jedynki” nadal pozostało do wykonania sporo pracy. Słychać na dodatek ostatnio o nie najlepszych relacjach klubu z władzami uczelni, co sportowemu powodzeniu na pewno nie sprzyja. Tymczasem tylko w aktualnym sezonie Orlen Ligi – najwyższej polskiej klasy rozgrywkowej w kobiecej siatkówce – występują drużyny z miejscowości mniejszych od Tarnowa, jak choćby Legionowo, Ostrowiec Świętokrzyski, Piła czy ledwie pięciotysięczna Muszyna.
Wspaniałą przeszłość posiada wreszcie tarnowska piłka ręczna, a trener Stanisław Majorek w 1976 roku jako szkoleniowiec doprowadził nawet narodową reprezentację do brązowego medalu igrzysk olimpijskich w Montrealu. Do chlubnej historii próbuje ostatnio nawiązywać drużyna Stowarzyszenia Piłki Ręcznej, która gra na pierwszoligowym poziomie i przyznać należy, że ma za sobą dobry rok. Tarnowianie nie liczą się jednak w walce o awans do Superligi, choć kibice przychodziliby wtedy jeszcze chętniej na mecze (o czym świadczy na przykład duża frekwencja w trakcie spotkania ze znaną Orlen Wisłą Płock, która w poprzednim sezonie przyjechała do Tarnowa w ramach Pucharu Polski). W przypadku szczypiorniaka w najwyższej krajowej klasie rozgrywek mężczyzn również grają drużyny wywodzące się ze znacznie mniejszych miast – Kwidzyna, Głogowa czy pobliskiego Mielca.
Co prawda Tarnów może dzisiaj chwalić się różnymi sukcesami w kilku sportach indywidualnych, ale drużynowo – wyrażając się eufemistycznie – najlepiej nie jest, szczególnie w porównaniu z ośrodkami podobnej wielkości i zamożności (mniejszych nawet nie wspominając). Odpowiedź na pytanie o powody takiej sytuacji tkwi zapewne w samej istocie dyscyplin zespołowych, których fundamentem jest szeroko rozumiany kolektywizm, porozumienie i współpraca – nie tylko sportowców, ale przede wszystkim włodarzy klubów, działaczy, sponsorów, miejskich urzędników i samorządowców. Tej współpracy w Tarnowie ciągle nie ma, a środowiska sportowe bywają bardziej podzielone niż sami kibice. Wystarczy choćby co jakiś czas śledzić medialne doniesienia, aby przekonać się, że jest natomiast niemal permanentny konflikt zwaśnionych stron, rzucanie kłód pod nogi tym, którym coś jeszcze się chce, brak dobrej woli i prowincjonalizm działań – choć przecież Tarnów to drugie co do wielkości miasto na terenie całego województwa małopolskiego.
Tarnowskim kibicom pozostaje więc nadal obserwować najpopularniejsze dyscypliny i ligi w telewizji, ewentualnie wybierać się na obiekty sportowe do niedalekiej Niecieczy, Mielca czy nawet Krakowa. Duża część z nich w rozpoczynającym się 2016 roku wciąż też będzie zapewne wspierać i wierzyć w lokalne drużyny, ale na tarnowskich trybunach zasiądzie mniej kibiców, niż mogłoby się pojawić w przypadku większych sukcesów tutejszych klubów (inna sprawa, że zasiadanie na trybunach wielu zdezelowanych miejskich obiektów sportowych jest wątpliwą przyjemnością).
Nauczeni wieloletnim doświadczeniem lokalni kibice nie mogą zatem od najbliższych dwunastu miesięcy oczekiwać zbyt wiele. Wielka szkoda, ponieważ z tarnowskim sportem drużynowym jest trochę jak z noworocznymi postanowieniami – można by realizować zamierzone plany i osiągać sukcesy, gdyby się tylko chciało.

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze