Nawrót rodzicielskiej „miłości” za 500 złotych

0
z milosci do dzieci
Kiedyś porzucili dzieci, teraz sprawdzają, jak mogą je odzyskać, aby otrzymać rządowy zasiłek
REKLAMA

Maria mówi, że syna oddała do domu dziecka tylko na jakiś czas. Była na życiowym zakręcie – mąż ją zostawił, straciła pracę, podjęła decyzję o wyjeździe za granicę. – Nie miałam innego wyjścia, musiałam oddać Michałka do domu dziecka. Moja mama obiecała, że często będzie go odwiedzać – opowiada kobieta. Chłopiec mieszka w bidulu od czterech lat, wychowawcy mówią, że pierwszy rok spędził w oknie, czekając na mamę. Babcia nie odwiedziła go ani razu, mama wróciła z Anglii już dawno, zdążyła związać się z nowym partnerem i urodzić dziecko. Chce zabrać Michała do domu. – Mój partner się zgodził, rozumie, że tęsknię za synem. Nie pracuję, będę miała dużo czasu dla dzieci, dostaniemy na nie pieniądze, będzie nam razem dobrze – dodaje Maria.
Odzyskaniem pociech z domu dziecka interesuje się też Natalia. Razem z mężem mieszkają w jednej z poddąbrowskich wiosek. Sąd ograniczył im prawo do opieki kilka lat temu, dzieci były zaniedbane, do szkoły chodziły w kratkę, a alkohol lał się w domu strumieniami. Kiedy Natalia poszła z najmłodszą córeczką do lekarza, ten złapał się za głowę, kiedy zobaczył, jakie dziewczynka ma odparzenia i jaka jest brudna. Na drugi dzień kazał jej przyprowadzić starsze dzieci do kontroli. Kiedy je obejrzał, nie wahał się ani chwili, zadzwonił na policję.
Orzeczenie z poradni psychologiczno-pedagogicznej było dla rodziców miażdżące, fatalną opinię wystawili im także nauczyciele ze szkoły, w której uczyły się starsze dzieci. Sąd postanowił o ograniczeniu władzy rodzicielskiej.
Natalię i męża powiadomiono jednak, że mogą się starać o odzyskanie dzieci, pod warunkiem iż przestaną pić, pójdą na odwyk, stworzą maluchom lepsze warunki mieszkaniowe i przynajmniej jedno z nich pójdzie do pracy. Ani razu nie byli u dzieci, nic o nich nie wiedzieli, teraz nagle zapałali rodzicielską miłością.
– Nie wiem, czy uda nam się je odzyskać, ale bardzo bym chciała, żeby znowu z nami zamieszkały – mówi Natalia. – Mąż poszedł do pracy, pewnie, że czasem się napije, ale ja ani kropli, ogarnęliśmy trochę dom. Pojechaliśmy raz odwiedzić dzieci, takie były ładne i czyściutko ubrane, ale nie chciały się do nas przytulać. Mam nadzieję, że odzyskamy je i wszystko się ułoży. Prawnik już pisze nam wniosek do sądu, aby przywrócili nam prawa rodzicielskie. Po co obcy ludzie mają wychowywać nasze dzieci? Natalia nawet nie ukrywa, że liczy na pieniądze, jakie może dostać na dzieci. – Mąż mało zarabia, a jak dostaniemy na nie po 500 złotych, to będzie nam się dobrze żyło.
Spośród 25 wychowanków dąbrowskiego domu dziecka może zaledwie około 20 procent ma kontakt z rodzicami. Niemal wszyscy mają sądownie ograniczoną władzę rodzicielską. Dyrektor Krzysztof Piotrowski, który kieruje placówką już od ponad dwudziestu lat, mówi, że na palcach jednej ręki mógłby policzyć przypadki rodziców, którzy odzyskali prawa do opieki. – Są to w większości ludzie zdemoralizowani, alkoholicy, nałóg sprawia, że nie są w stanie zawalczyć o siebie i o swoje dzieci. Udaje się to bardzo nielicznym – mówi dyrektor. I dodaje, że powrót na łono rodziny wcale nie musi być dla dzieci radością. – Maluchy wielu spraw nie rozumieją i czekają na rodziców, tęsknią i pytają o nich. Starsze dzieci, nastolatki, nawet nie chcą, żeby matki i ojcowie ich odwiedzali, wstydzą się ich. Przykre to jest, ale wolą mieszkać w domu dziecka.
– Prawa rodzicielskie zostały ograniczone z określonych powodów, rozpatrując wnioski o ich przywrócenie, sądy będą się kierować dobrem dzieci – dodaje dyrektor. W toku spraw, które dotyczyły jego podopiecznych z domu dziecka, sędziowie badali, czy rodzice utrzymywali ze swoimi pociechami kontakty, czy pracują, czy przeszli odwyk. – Nikt nie może pozwolić na to, aby dzieci wracały do rodziców, którzy o wychowaniu nie mają bladego pojęcia.
Karolina w domu dziecka jest już od siedmiu lat, jeszcze do niedawna było jej tu całkiem dobrze, mieszkała tu też jej starsza siostra. – Kamila skończyła osiemnaście lat i musiała odejść, na szczęście nie musiała wracać do rodziców – zabrała ją do siebie nasza ciocia z Krakowa. Ciocia jest kochana i ona jedyna interesowała się nami, obiecała, że ja też będę mogła u niej zamieszkać – opowiada dziewczynka. Rodzice Karoliny mają jeszcze troje młodszych dzieci, niedawno odwiedzili ją i pytali, czy nie chciałaby wrócić do domu. – Nie chcę, nie chcę tam wracać! – krzyczy. – Nie chcieli mnie, jak byłam mała, to obejdzie się. Jak oddali mnie do domu dziecka, płakałam z tęsknoty, nigdy mnie nie odwiedzili, a tak bardzo czekałam. Potem zaczęła do nas przyjeżdżać ciocia, ona i Kamila są moją rodziną. Karolina jest znakomitą uczennicą, po skończeniu gimnazjum chce iść do liceum, potem na studia, marzy o weterynarii.

P.S. Imiona zostały zmienione

REKLAMA (3)
Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
REKLAMA (2)
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze