Clapton kończy 80 lat

0
fonograf - Eric Clapton
REKLAMA

To bezsprzecznie jeden z największych gitarzystów w historii. Muzycznie jest artystą, który niczego nie musi udowadniać. Niestety, jako człowiek dowiódł, że stać go na plecenie antyhumanistycznych andronów.
W ubiegłorocznym wywiadzie dla The Real Music Observer zapytano Claptona o to, co sądzi o ludziach, którzy sugerują, że muzycy powinni zajmować się wyłącznie tworzeniem i nie angażować się w politykę. W odniesieniu do bliskiego mu kumpla, Rogera Watersa, wygadującego proputinowskie bzdury, sprawę tak ujął: Niezbyt dobrze reaguję na słowo „powinienem”. Jeśli ktoś będzie mi mówił, co powinienem robić, zrobię odwrotnie. Nie tylko na złość. Kim oni są, żeby mówić mi, jak mam żyć? Nie ingeruję w ich życie. Kocham Rogera. Jesteśmy braćmi. On działa po swojemu. To wymaga od niego dość dużej odwagi i przez to strasznie cierpi. Jakby tego było mało, Clapton dodał, że zbrodniarz Putin zawsze mówi, co zamierza zrobić, i mówi prawdę. Wynika z tego, że daje ci mnóstwo ostrzeżeń. No cóż, okazało się, że można być wielkim muzykiem i oderwanym od rzeczywistości bezdusznym człowiekiem. Niestety.

Eric Patrick Clapton urodził się 30 marca 1945 roku. Uważany jest za jednego z najbardziej utytułowanych i zarazem najbardziej wpływowych gitarzystów w historii muzyki bluesrockowej. Na liście 100 najlepszych gitarzystów wszech czasów magazynu Rolling Stone został skalsyfikowany na miejscu drugim. W rankingu 50 najlepszych gitarzystów wszech czasów pisma Gibson zdobył pozycje czwartą. Natomiast w zestawieniu 10 najlepszych gitarzystów elektrycznych magazynu Time z 2009 roku uplasował się na miejscu piątym.

Legendarny bluesman B.B. King tak się wyraził o Claptonie: Jest indywidualistą, jest jedyny w swoim rodzaju. Jest bardzo wszechstronny: może zagrać wszystko, co tylko zechce. Ale bluesa gra z uczuciem, kiedy on gra to jest to prawdziwy blues.
W 1965 roku jubilat związał się z Johnem Mayallem, który wkrótce przejął rolę proroka białego bluesa. Nagrany przez nich pod szyldem Bluesbreakers album stał się fundamentem w swoim gatunku, a sam Clapton doczekał się niezwykłego uznania. W 1966 roku w tunelu londyńskiego metra pojawił się napis: Clapton jest Bogiem.
Zanim jednak znalazł się w Bluesbreakers, już w wieku 17 lat grał z zespołem The Roosters. Po roku występował z The Yardbirds, legendarną grupą brytyjskiej sceny bluesrockowej, którą opuścił po dwóch latach. Odszedł, bo uważał, że koledzy zanadto oddalili się od muzyki o czarnych korzeniach. Jego dobry kolega i wybitny gitarzysta – Jeff Beck, na łamach pisma Guitar Player tak się wyraził w 1980 roku: Kiedyś obaj graliśmy tylko bluesa. I on był lepszy. Myślę, że potrafi grać bluesa lepiej niż ja, ponieważ drobiazgowo go studiuje i pozostaje mu wierny.

REKLAMA (2)

Po Bluesbreakers nadszedł czas na Cream, zespół, w którym grał obok Jacka Bruce’a i Gingera Bakera, a który do dziś uchodzi za najsłynniejsze i najbardziej twórcze trio w historii bluesrocka. Mimo dystansu, z jakim Clapton patrzył na dokonania Cream, właśnie wtedy doczekał się największej pochwały, na jaką mógł zasłużyć biały bluesman – uznano, że brzmi jak czarny. Grupa rozpadła się jesienią 1968 roku, będąc u szczytu popularności, którą dorównywała Stonesom, a nawet Beatlesom.
Potem przyszedł czas na Blind Faith, zespół z którym udało się artyście nagrać jedną płytę, z religijnym hymnem Presence Of The Lord. W roku 1969 przyłączył się do wieloosobowej amerykańskiej grupy Delaney & Bonnie And Friends, z pomocą której nagrał pierwszą w swoje karierze płytę sygnowaną wyłącznie własnym nazwiskiem. Wśród przyjaciół Bonnie i Delaneya znalazł muzyków, z jakimi pod szyldem Derek Ane The Dominos zarejestrował album Layla And Other Assorted Love Songs, zawierający klasyczną kompozycję tytułową.

REKLAMA (3)

Layla była muzycznym wyrazem miłości Claptona do Patti Boyd, żony największego przyjaciela – George’a Harrisona i w pewien sposób sygnalizowała okres życiowego zapętlenia się muzyka. Emocjonalne tarapaty sprawiły, że odjechał w narkotyczne stany i byłby zapewne podzielił los innych muzyków, gdyby nie przyjaciele z Petem Townshendem z The Who na czele. Wspólny koncert muzyków (artystycznie taki sobie) dokumentowała płyta Rainbow Concert. Przywrócenie artysty życiu warunkowała jednak skomplikowana kuracja odwykowa. Ostatecznie z uzależnienia wyszedł, ale rozwód z Patti, a zawłaszcza śmierć syna odcisnęły swoje piętno. Mimo wielkich życiowych problemów pozostał przy muzyce, a na początku tego stulecia twierdzono nawet, że mógłby regularnie zapełniać sale koncertowe w samym tylko Londynie, grając codziennie przez okrągły rok.

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze