Pierwsza koncertówka Queen

0
fonograf - Queen
REKLAMA

22 czerwca minie 46 lat od ukazania się podwójnego albumu Live Killers, pierwszego koncertowego wydawnictwa zespołu Queen, uważanego za jedno z najlepszych w historii rocka.
W minionym stuleciu płyty koncertowe były fonograficznym świadectwem autentycznego brzmienia zespołów, muzycznego talentu oraz scenicznych i technicznych umiejętności muzyków. Czasem koncertówki obnażały większe lub mniejsze braki, których nie dawało się poprawić poprzez studyjne zabiegi i retusze postnagarniowe. W przypadku Live Killers, mimo pewnych niedoskonałości, wszystko było jak należy. Album, będący fonograficznym odbiciem wielkich koncertowych spektakli Queen, pozostaje do dziś świetnym podsumowaniem ówczesnego dorobku zespołu i niemal kompletnym jego „greatest hits live”.

Greg Prato z AllMusic (potężna sieciowa baza metadanych muzycznych) określił płytę mianem doskonałego dokumentu ukazującego Queen w okresie jego największej areno-rockowej potęgi. Zresztą, słów uznania nie szczędzili wydawnictwu ani krytycy, ani tym bardziej fani. Powszechnie jednak wiadomo, że Roger Taylor i Brian May ze względu na ostateczne zmiksowanie nigdy nie przepadali za tym albumem.
W 1979 roku występy Queen różniły się od późniejszych budowanych z wielkim rozmachem spektakli stadionowych. Były bardziej kameralne, przekrojowe i… chyba odważniejsze. Oczywiście zespół miał już na koncie świetnie sprzedające się płyty oraz długie trasy po Stanach Zjednoczonych i Japonii, ale nie był to jeszcze szczyt jego popularności. Ten miał nadejść wraz z latami 80. i pewnym „upopowieniem” przekazu. Są tacy, którzy uważają albumy Jazz i Live Killers za wydawnictwa rozgraniczające stare i nowe, czyli lepsze i gorsze Queen.

Nagrania wypełniające wydawnictwo rejestrowano od stycznia do marca 1979 roku, w trakcie europejskiej trasy Jazz Tour, a zmiksowano je w należących do zespołu Mountain Studios w szwajcarskim Montreux.
Wydawnictwo pomieściło w zasadzie cały koncertowy repertuar Queen, bo jedynymi nieobecnymi pozostały Fat Bottomed Girls z płyty Jazz, oraz hit Somebody To Love. W tym drugim przypadku, zważywszy wyjątkowe zróżnicowanie aranżacyjne, było to jednak zrozumiałe.
Z powodu obfitości materiału zasługującego na płytową prezentację niektóre utwory pojawiły się na Live Killers tylko w formie cytatu, jak w przypadku Mustapha, którego zaśpiewy poprzedziły Bohemian Rhapsody. Nawiasem mówiąc – jeśli chodzi o Cygańską Rapsodię – stwierdzenie, że zespół pokazał jak objawia się dotknięcie geniuszu nie jest żadnym nadużyciem.

REKLAMA (2)

Album spięty został stosowną muzyczną klamrą w postaci otwierającego We Will Rock You (w nieco odmiennej wersji) i wieńczącego całość God Save The Queen. W środku znalazło się sporo gitarowego czadu w postaci: Death On Two Legs, I’m In Love With My Car, Get Down, Make Love, Tie Your Mother Down czy Sheer Heart Attack. Do tego doszły czarujące młodzieńczą radością Don’t Stop It Now oraz Spread Your Wings. Istotne, a zarazem ujmujące brakiem zadęcia, okazywały się drobne wpadki, jakie zdarzyły się w Bicycle Rice czy we wspomnianym I’m In Love With My Car.
Na Live Killers znalazło się też sporo ballad. Dzięki nim można usłyszeć jak wielką umiejętność nawiązywania kontaktu z publicznością posiadał już wtedy Freddie Mercury. To dzięki niemu koncerty Queen, jak chyba żadnej innej grupy rockowej na świecie, miały swój niepowtarzalny i nieprzewidywalny zarazem przebieg i ponoć nigdy nie były li tylko sprawnym odegraniem i odśpiewaniem przygotowanej wcześniej setlisty. Współudział widowni nadawał tym występom wymiar wielkiej, wspólnej zabawy i wyjątkowego muzycznego święta, a frontman Queen fenomenalnie potrafił tą widownią dyrygować.

REKLAMA (3)

Można to usłyszeć, gdy publiczność toczy z nim bój na głosy w utworze Now I’m Here, gdy świetnie odśpiewuje We Will Rock You (w tej drugiej, znanej wersji) oraz gdy współtworzy wokalnie We Are The Champions. W utworze Love Of My Love czyni to na tyle porywająco, że docenia to Brian May zwracając się doń: You are good singers! Pretty good!
Z dzisiejszej perspektywy Live Killers to wspaniały, ba, wręcz monumentalny album zespołu, który wówczas wspinał się na szczytu kariery artystycznej. Fani rocka, którzy (np. z racji wieku) tego wówczas podwójnego winyla nie poznali, powinni to uczynić jak najprędzej, bo tam właśnie brzmi ten stary wielki Queen.
Album Live Killers uplasował się na trzecim miejscu brytyjskiej listy bestsellerów. W Stanach Zjednoczonych dotarł zaledwie do pozycji 16 zestawienia magazynu Billboard, ale z czasem sprzedał się w ilości takiej, że pokrył się tam podwójną platyną.

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze