Czy władza psuje wójta?

0
czy wladza psuje wojta
Marian Zalewski, wójt gminy Szczurowa, jest jednym z rekordzistów na skalę ogólnopolską. Wójtem jest od 1990 roku, a jeszcze wcześniej był naczelnikiem gminy
REKLAMA

Dla przykładu: w powiecie brzeskim tylko jeden wójt. To oznaczałoby dość radykalną zmianę w gminnych kadrach, ale czy na pewno korzystną?
Politycy PiS są zdania, że zasada dwukadencyjności (8 lub 10 lat) mogłaby ograniczyć zjawisko tworzenia się lokalnych powiązań, kolesiostwa, powstawania na szczeblu władzy samorządowej wielu patologii. Opozycja jest zdania, że jest to próba wyeliminowania z gry wielu cenionych samorządowców, którzy dzięki swoim zasługom i kompetencjom dotychczas kilka razy wygrywali wybory, ale którzy – ze względu na orientację polityczną – nie są PiS-owi na rękę.

Rekordzista
Marian Zalewski, wójt gminy Szczurowa, jest jednym z rekordzistów na skalę ogólnopolską. Wójtem jest od 1990 roku, a jeszcze wcześniej był naczelnikiem gminy. Jego fenomen polega na tym, że nie tylko wygrywa wszystkie kolejne wybory, ale wygrywa je w pierwszej turze. Popularnością Zalewskiego konkurenci są tak onieśmieleni, że wielu z nich oddaje mu pole bez walki. W przeszłości, co było dość sporym zaskoczeniem, naprzeciw wójta Zalewskiego stanął w wyborach dotychczasowy przewodniczący Rady Gminy Szczurowa, także przewodniczący rady parafialnej, co w takich środowiskach jak Szczurowa nie jest bez znaczenia. Przegrał.
– Żyjemy w warunkach pełnej demokracji i nie sposób zadekretować, by ktoś był wójtem albo burmistrzem przez kilka kolejnych kadencji. O tym decydują wyłącznie wyborcy. Mogą oni wybierać, kogo chcą, nikt im w tym nie przeszkadza, a każdy po spełnieniu określonych warunków może kandydować – podkreśla Marian Zalewski. – Problemem jest tylko to, czy ci, którzy przyjdą po tych, którzy podobno są już za długo, okażą się lepsi, bardziej skuteczni i pożyteczni dla swoich środowisk. Może warto przeanalizować wyniki gmin, którymi kierują „starzy” i „nowi” wójtowie, żeby mieć jakieś rozeznanie. Nie mówię, że jestem przeciw dwukadencyjności, gdyż każde rozwiązanie ma swoje wady, ale i zalety. Myślę, że jeśli na urząd przychodzi człowiek doświadczony, z wiedzą i zdolnościami organizatorskimi, to w ciągu dwóch kadencji coś może zdążyć zrobić. Niezależnie od długości stażu każdy powinien walczyć z rutyną, cały czas się uczyć, podpatrywać innych i czerpać nowe pomysły.


Rozbić układy
Robert Roj z Łapanowa w 2014 roku dość nieoczekiwanie pokonał – chociaż tylko 26 głosami – znanego tu od lat wójta Jana Kuliga, co wtedy należało do większych niespodzianek wyborczych w regionie. Samorządowiec od 20 lat jest jednym z nielicznych wójtów, którzy podają do publicznej wiadomości numer swojej komórki, co pozwala szybko się z nim kontaktować, bez pośrednictwa sekretarek czy asystentów.
– Od początku byłem zdania, że w naszym przypadku powinna obowiązywać dwukadencyjność. Uważam, że z czasem władza człowieka psuje, a to powoduje tworzenie się różnych miejscowych układów. Nowe zasady, jeśli zostaną wprowadzone, mogą je skutecznie rozbić. Z tym że każda kadencja powinna być przedłużona o rok, czyli do 5 lat. I, oczywiście, zmiany nie mogą być wprowadzone już teraz gdyż prawo zadziałałoby wstecz.

REKLAMA (2)

Długie budowanie
W Rzepienniku Strzyżewskim przez ponad 30 lat sprawował władzę – najpierw jako naczelnik, a potem wójt gminy – człowiek, który wydawał się nie do pokonania. W końcu podczas ostatnich wyborów udało się z nim wygrać popieranemu przez PiS Markowi Karasiowi.
– Te propozycje nie są jakimkolwiek zaskoczeniem, gdyż mowa o nich była już w programie wyborczym PiS-u. Ciągle jest jeszcze wiele gmin, w których niezależnie od tego, kto startuje w wyborach, nie ma szans na pokonanie obecnej władzy. Nie wydaje mi się, żeby nowi wójtowie czy burmistrzowie byli gorsi od poprzednich, by zbyt dużo czasu trawili na naukę zarządzania gminą. Uważam, że zmiany mogłyby się odbyć z korzyścią dla samorządów, czasem liczy się choćby zmiana sposobu myślenia. I ważne byłoby również, aby zachowana została pewna ciągłość, żeby następcy kontynuowali rozpoczęte wcześniej projekty, żeby nie burzyć tego, co już jest. Inna sprawa, że w gminach procedury inwestycyjne trwają zdecydowanie za długo, samo przygotowanie projektu to dwa lata.

REKLAMA (3)

Jeszcze wygramy
Marek Chudoba jest burmistrzem Czchowa od 2002 roku. Krytykuje przede wszystkim pomysł, by wprowadzić nowe reguły wyborczej gry przed 2018 rokiem.
– W państwie demokratycznym jest niedopuszczalne, by prawo działało wstecz. A jeśli chodzi o same kadencje, to nie mam nic przeciw temu, żeby były dwie, ale przynajmniej pięcioletnie. Musimy brać pod uwagę, że z powodów formalnych inwestycje w gminach przebiegają bardzo powoli, a ponadto nie możemy pominąć aspektu czysto ludzkiego. Każdy z nas ma jakieś plany na życie, uwzględniane w dłuższej perspektywie, dlatego sprawowanie funkcji burmistrza lub wójta musi dawać pewne poczucie stabilizacji. Od razu jednak zaznaczam, że my, doświadczeni samorządowcy, nie mamy się czego obawiać. Jeśli wskutek zmian w ordynacji zostaniemy wyjęci spod demokratycznych reguł, a może to dotyczyć 80 proc. wójtów i burmistrzów z Małopolski, pójdziemy do wyborów jako kandydaci na radnych powiatowych i wojewódzkich. I jestem pewny, że zrobimy to z dużym powodzeniem. Ci, którzy nie chcieli nas już widzieć w samorządach gminnych, ujrzą nas wtedy w innej roli. Każdy kij ma dwa końce.

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze