Czy myśliwy może wszystko?

0
mysliwi
REKLAMA

Będą mogli karać tych, którzy przeszkadzają im w polowaniu – zarówno wojujących przeciwników polowań, jak i przypadkowego spacerowicza czy grzybiarza.
Do Polski dotarł już afrykański pomór świń (ASF). Zwalczanie choroby wirusowej, na którą podatne są świnie domowe i dziki, w Polsce oznacza w dużej mierze odstrzał sanitarny dzików roznoszących wirus. Z kolei za liczebność dzików w polskich lasach odpowiada Polski Związek Łowiecki.
By umożliwić walkę z ASF, w połowie grudnia ubiegłego roku zmienione zostały niektóre zapisy kilku ustaw, nowe przepisy obowiązują od początku stycznia. Nie brakuje głosów, że pod pozorem walki z chorobami zwierząt wprowadzono w prawie łowieckim takie zmiany, które przy okazji prac nad modyfikacją samej tylko ustawy o prawie łowieckim nie mają szansy na poparcie. Kontrowersyjne i budzące wiele wątpliwości zapisy dają myśliwym dodatkowe uprawnienia. Co dokładnie wywołało oburzenie nie tylko wśród przeciwników polowań? Przede wszystkim umożliwienie nałożenia kary grzywny (do 5 tys. zł) na każdego, kto „umyślnie utrudnia lub uniemożliwia wykonywanie polowania”. Ofiarami tego zapisu stać się mogą nie tylko ci, którzy oficjalnie walczą z łowiectwem, ale także np. osoby zbierające w lesie grzyby, zwykli spacerowicze, których zachowanie myśliwi uznają za przeszkadzanie w polowaniu. Dotyczy to nie tylko ogólnie dostępnych lasów, pól czy łąk, ale również właścicieli prywatnych lasów lub łąk, jeżeli pozostają częścią obwodów łowieckich. Właściciel, jeśli nie chce, by na jego terenie polowali myśliwi, musi swoją nieruchomość wyłączyć z obwodu łowieckiego, co łatwe nie jest.
Myśliwi przekonują, że zapisy o karaniu za przeszkadzanie w polowaniach nie dotkną pojedynczych osób i zostały wprowadzone m.in. po to, by umożliwić odstrzały sanitarne.
– Zdarzały się przypadki, że blokowano realizację odstrzałów sanitarnych zlecanych w związku z walką z ASF. A wiele osób nie zdaje sobie sprawy, jak ten wirus groźny jest dla trzody chlewnej. Jednak nie chodzi o pojedyncze osoby, które przypadkowo znalazły się w terenie, gdzie już trwa polowanie, bo dotarły tam podczas spaceru. Tu istotne jest świadome działanie, a nie przypadkowe wejście na teren polowania. Masowych zakazów wchodzenia do lasu nie będzie – wyjaśnia Janusz Onak, łowczy Koła Łowieckiego Dzik w Tarnowie.
Nie wszystkich to jednak uspokaja.
– Dla wielu osób nie do końca jasny jest przepis mówiący o możliwości ukarania mandatem osoby, która umyślnie będzie przeszkadzała w polowaniu. Bo co to znaczy umyślnie? Czy wystarczy, że myśliwy zwróci się do mnie, osoby spacerującej po lesie czy zbierającej grzyby, i powie, że on tu poluje i bym to miejsce opuściła, ja się do tego nie dostosuję i to już będzie to umyślne działanie? Czy musi powtórzyć to kilka czy kilkanaście razy i dopiero wtedy brak mojej reakcji, niedostosowanie się do nakazu, będzie tym umyślnym przeszkadzaniem, uniemożliwianiem polowania? Nie wiemy, jak będzie wyglądało stosowanie tego przepisu w praktyce, stąd tak wiele kontrowersji i wątpliwości – zauważa Dorota Lewicka z tarnowskiego inspektoratu w Tarnowie Ogólnopolskiego Towarzystwa Ochrony Zwierząt OTOZ Animals.
Myśliwi, a w samym tylko regionie tarnowskim obejmującym obszar dawnego województwa tarnowskiego uprawnienia łowieckie posiada ok. 2 tys. osób, dostali narzędzie pozwalające na wystosowanie wniosku do służb mundurowych o karanie osób przeszkadzających im w polowaniu.
– Mam nadzieję, że przepis ten nie będzie w praktyce wykorzystywany zbyt często, a jedynie w sytuacjach wyjątkowych. Opinie, że spowoduje to wyganianie z lasu spacerowiczów czy grzybiarzy, uważam za nadinterpretację zapisów ustawy, wywołaną być może także subiektywną oceną przepisów przez osoby nieprzychylnie nastawione do myśliwych i łowiectwa – mówi łowczy okręgowy, Krzysztof Łazowski, przewodniczący zarządu w Tarnowie Polskiego Związku Łowieckiego.
Łazowski tłumaczy, że przepis przede wszystkim dotyczy wejścia w obszar polowania z zamiarem utrudniania czynności prowadzonych przez myśliwych.
Czy każdy wybierając się do lasu na spacer, szuka informacji o polowaniach w najbliższej okolicy? Oczywiście, że nie. Łatwo więc wejść na teren polowania i łatwo też stać się tym umyślnie utrudniającym polowanie.
– Informacje o organizowanych polowaniach przekazywane są do gmin, na których obszarze położone są obwody łowieckie, oraz do nadleśnictw. Obecnie przepisy nie zobowiązują do zaznaczania w lesie obszaru polowania na przykład tabliczkami, za wyjątkiem obszarów ośrodków hodowli zwierzyny. Takie oznakowanie można lub powinno się umieszczać i niektóre koła łowieckie tak czynią zwłaszcza tam, gdzie walczy się z ASF. Myśliwi są widoczni nie tylko poprzez charakterystyczne zielone stroje, ale również poprzez elementy odblaskowe – dodaje Łazowski.
Druga kontrowersyjna zmiana w przepisach, to wpuszczenie myśliwych na tereny parków narodowych i rezerwatów przyrody. Do tej pory odstrzały redukcyjne zwierząt łownych w parkach narodowych i rezerwatach regulowane były zapisami ustawy o ochronie przyrody i odbywały się zgodnie z obowiązującymi okresami ochronnymi i kryteriami selekcji. Teraz odstrzały te mogą się odbywać m.in. „zgodnie z obowiązującymi okresami polowań, warunkami wykonywania polowań i zasadami selekcji populacyjnej i osobniczej zwierząt łownych, o których mowa w art. 34 pkt. 4”. Podany na końcu artykuł z prawa łowieckiego wskazuje właśnie na Polski Związek Łowiecki jako ustalający kierunki i zasady rozwoju łowiectwa itd. W praktyce oznacza to, że Polski Związek Łowiecki będzie decydował o odstrzałach zwierząt w parkach narodowych i rezerwatach przyrody.
To o tyle zaskakująca zmiana, że do tej pory obszary chronione uchodziły za tereny, gdzie polowań nie ma, gdzie nikt z zewnątrz nie decyduje o liczebności zwierząt.
– Zwykły obywatel wchodząc do parku narodowego czy rezerwatu przyrody, przestrzegać musi określonych przepisów. Nie możemy zerwać listka czy kwiatka, musimy poruszać się wyznaczonymi ścieżkami. A tymczasem spora grupa ludzi dostaje prawo bezkarnego strzelania do zwierząt przebywających na obszarach chronionych. Cóż, pamiętamy pomysły byłego już ministra Szyszki, dotyczące zniesienia zakazu polowań na żubry czy łosie; potem częściowo się z tego wycofano. Przepis o możliwości urządzania polowań w parkach to umożliwienie myśliwym strzelania do wszystkiego, co się rusza – dodaje Dorota Lewicka.
Organizacje ekologiczne i przeciwnicy polowań spore nadzieje pokładają w nowym ministrze środowiska. Liczą na to, że Henryk Kowalczyk nie będzie podążał drogą, którą jeszcze niedawno wytyczał minister Jan Szyszko, a zajmie się rzeczywistą ochroną przyrody.

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze