Można byłoby przypuszczać, że jest to specjalna okoliczność, gdyby nie fakt, iż podobny los spotkał również wszystkie inne byłe miasta wojewódzkie, liczące powyżej 100 tys. mieszkańców.
W 2011 roku Rada Ministrów podjęła uchwałę w sprawie przyjęcia Koncepcji Przestrzennego Zagospodarowania Kraju do 2030 roku. W dokumencie określono strukturę osadniczą Polski, a w niej wyodrębniono główne grupy ośrodków miejskich. Na pierwszych pozycjach znalazły się stolica kraju oraz miasta wojewódzkie o różnym znaczeniu, a potem „ośrodki regionalne, nie będące stolicami województw i liczące przeważnie od 100 do 300 tys. mieszkańców”, wśród nich także Tarnów. Obok niego wymienia się też m.in. Częstochowę, Radom, Bielsko‑Białą, Rybnik, Płock, Elbląg, Wałbrzych, Włocławek, Legnicę i Słupsk. Potem jest mowa o grupie miast subregionalnych, złożonych także z dawnych, lecz mniejszych ośrodków wojewódzkich oraz liczących się ośrodków przemysłowych.
– Biorąc pod uwagę liczbę mieszkańców, Tarnów w skali kraju nie jest miastem średnim, ale miastem dużym, znajdującym się pośród trzydziestu kilku największych ośrodków w kraju – mówił dr Łukasz Zaborowski, ekspert ds. polityki regionalnej i przestrzennej z Instytutu Sobieskiego, który niedawno gościł w Tarnowie na zaproszenie Izby Przemysłowo-Handlowej. – Nawet w Niemczech, w ponad 80‑milionowym państwie, miasto 100‑tysięczne traktowane jest jako duże, w ich języku to „Grossstad”.
Bez złudzeń
Zapewne głównie z tego powodu rządowa koncepcja przewidywała dla Tarnowa status miasta regionalnego. W dokumencie czytamy: „Są to miasta pełniące ważne role administracyjne, gospodarcze i społeczne, koncentrujące niektóre funkcje metropolitalne, ale o skali oddziaływania znacznie mniejszej (przeważnie regionalnej) niż ośrodki metropolitalne czy pozostałe wojewódzkie. Odgrywają one podstawową rolę w życiu gospodarczym, społecznym i administracyjnym poszczególnych regionów, a niektóre z nich, dzięki specjalizacji, oddziałują bezpośrednio na rozwój kraju”.
Ranga Tarnowa nie została jednak uznana w województwie małopolskim. Miasto pełni rolę nie miasta regionalnego, ale subregionalnego, podobnie jak Nowy Sącz, który ma o 30 tys. mieszkańców mniej. W opracowanej przez samorząd wojewódzki w tym samym czasie, co rządowa koncepcja przestrzennego zagospodarowania kraju, „Strategii rozwoju województwa małopolskiego 2011‑2020” nie pozostawia się złudzeń: „Drugi poziom w hierarchii osadniczej zajmują Tarnów i Nowy Sącz. Ośrodki te posiadają pojedyncze instytucje o zasięgu regionalnym, jednak siła i zasięg oddziaływania pozwala je zaliczyć jedynie do grona ośrodków subregionalnych. Analiza obecnej pozycji rozwojowej Tarnowa i Nowego Sącza wskazuje, że są to dość silne, polifunkcyjne, zdywersyfikowane ośrodki gospodarcze, które obecnie nie generują silnych impulsów rozwojowych, zdolnych dynamizować rozwój wschodniej oraz południowo‑wschodniej części Małopolski. Obecne tempo rozwoju tych miast jest zbyt słabe, aby zapewnić trwały rozwój w obrębie ich otoczenia subregionalnego (…)”.
Siła w regionie
Dr Zaborowski spogląda na problem z szerszej perspektywy. Uważa, że pod uwagę należy brać nie tylko samodzielną gminę miejską, ale tzw. funkcjonalny obszar miejski, czyli również ośrodki z bliskiego sąsiedztwa. Jego zdaniem, region tarnowski, którego liczbę ludności szacuje nawet w granicach miliona, ma duży potencjał, zwłaszcza demograficzny.
– Jeśli chodzi o wielkość regionu tarnowskiego z uwzględnieniem kryterium ludnościowego, to uzyskuje on jedenastą – dwunastą lokatę w kraju. Wprawdzie należy do tych obszarów, które zagrożone są powolnym ubytkiem mieszkańców, ale do 2030 roku skala ubytku ma wynieść 13 proc., a nie 34 proc. jak w przypadku samego Tarnowa – podkreśla naukowiec z Instytutu Sobieskiego.W Tarnowie można dziś spotkać się z opinią, że samorząd województwa małopolskiego, nie nadając miastu statusu ośrodka regionalnego wbrew projektowi rządu, ograniczył jego możliwości rozwojowe. Problem jest jednak generalny: również w innych województwach kilka największych byłych miast wojewódzkich, łącznie z ponad 220‑tysięczną Częstochową, musiało zadowolić się niższym, subregionalnym statusem. Nie ma wyjątku od tej reguły. Wygląda to tak, jakby obecne stolice województw zadbały o to, by inne miasta jak najmniej uszczknęły z ich wielkich wpływów, przywilejów oraz możliwości rozwojowych.
– To oczywiście może być jeden z czynników, ale ważne jest to, że w naszym kraju planowanie przestrzenne i strategiczne, wynikające z przepisów innych ustaw, jest niespójne – podkreśla dr Zaborowski. – Proszę zauważyć, że w planie zagospodarowania przestrzennego woj. małopolskiego Tarnów ujęty jest już jako miasto regionalne i to, moim zdaniem, powinno być honorowane.
Nie oddali nawet guzika
Tymczasem niedługo po reformie administracyjnej w 1999 roku wszystkie urzędy i instytucje publiczne o znaczeniu wojewódzkim zostały przeniesione z Tarnowa do Krakowa; nie darowano nawet Inspektoratowi Ochrony Roślin i Nasiennictwa. Rzeszów przynajmniej zaoferował Przemyślowi – mimo „świętej wojny” między tymi miastami – urząd wojewódzkiego konserwatora zabytków. Wraz z urzędami wyniosły się z Tarnowa siedziby niektórych dużych i ważnych firm o znaczeniu ponadregionalnym, jak choćby „gazów”.
Tak rozpoczął się niszczący proces utraty przez miasto funkcji administracyjno‑osadniczych, obecnie największa – obok wyludniania się – bolączka Tarnowa.
Na szczęście od jakiegoś czasu nikt już nie wspomina o planach przeniesienia siedziby Grupy Azoty SA do Warszawy albo Puław.Z tych powodów Tarnów na mapie Małopolski znaczy mniej, niż mógłby znaczyć, a na mapie Polski prawie jest niedostrzegalny. Świadczy o tym kolejna rządowa „Strategia na rzecz odpowiedzialnego rozwoju” ogłoszona w ub. roku, czyli pakiet działań na rzecz zaniedbanych miast średnich, w tym Tarnowa. Ujęto tam 255 miejscowości.
– W tym przypadku miastem średnim może być już miejscowość licząca przynajmniej 15 tys. mieszkańców, toteż wrzucenie do jednego worka z nimi ponad 100‑tysięcznego Tarnowa oznacza dla niego dużą degradację. To jest niesprawiedliwe – oznajmia dr Zaborowski.
Zwraca on jeszcze uwagę na fakt, że w najnowszym planie zagospodarowania przestrzennego woj. małopolskiego, w którym Tarnów i Nowy Sącz występują jako miasta regionalne, ma się do czynienia nie tylko z dalszym powiększaniem roli Krakowa, ale w niektórych przypadkach Tarnów wraz z Sączem zrównane są na przykład z 30‑tysięcznym Nowym Targiem.
Przeprowadźcie urzędy
To oczywiste, że sam status to jeszcze nie wszystko. Za tym muszą iść konkretne decyzje, działania i pieniądze. Pomoc dla byłych miast wojewódzkich, takich jak Tarnów, obiecywano już dawno, kreślono różne programy, ale poza powstaniem w tych ośrodkach państwowych wyższych szkół zawodowych nie zdarzyło się nic. Jeśli deklarowaną w najnowszej rządowej strategii kwotę na pomoc średnim miastom, wynoszącą na najbliższe lata 2,5 mld zł, podzielimy na 255 miejscowości, to też niewiele z tego wyjdzie. Nawet jeśli któraś z nich będzie wygrywać więcej konkursów i przez to zyska większe kwoty. Wg Zygmunta Frankiewicza, prezydenta Gliwic i prezesa Związku Miast Polskich, wciąż brakuje pomysłu na lokowanie instytucji i inwestycji służących rozwojowi w ośrodkach pozawojewódzkich.Jeśli nic nie zmieni się na lepsze, Tarnów – według prognoz GUS – w 2027 roku przestanie być miastem 100‑tysięcznym. Pewnym nieubłaganym procesom wprawdzie trudno całkiem zapobiec, ale można je albo spowolnić, albo radykalnie odwrócić niekorzystne trendy.– Wyludnianie Tarnowa nie jest schorzeniem samym w sobie, ale objawem innych schorzeń – twierdzi dr Zaborowski. – Mam na myśli przede wszystkim niedobór atrakcyjności, który powoduje, że mieszkańcy z istotnych dla nich przyczyn opuszczają swoje rodzinne gniazdo.
Jak wynika z oficjalnych danych, wskaźniki gospodarcze Tarnowa, z wyjątkiem nakładów finansowych, sytuują miasto na całkiem korzystnych pozycjach, lecz konieczne są nowe bodźce. Być może Tarnów powinien zawiązać ogólnopolską koalicję z 30 byłymi miastami wojewódzkimi, by powalczyć o swój lepszy los.
Teraz my!
– Nie można dopuścić do sytuacji, w której zyskają przewagę malkontenci głoszący, że już nic nie da się zrobić – podkreśla Łukasz Zaborowski. – Ważna jest świadomość społeczna i trzeba zabiegać o jej zmianę, o większą aktywność samych mieszkańców. Trzeba głośno w Polsce powiedzieć: teraz my, teraz nasz czas! Potrzebna jest lista żądań do władz państwowych i samorządu wojewódzkiego w kwestii polityki rozwoju. Miasta wojewódzkie już zdążyły świetnie zadbać o swoją przyszłość, otrzymały one bardzo ważne przywileje, również finansowe, więc pora to zmienić.
Dr Zaborowski podczas spotkania „Porozmawiajmy o Tarnowie” zorganizowanego przez Izbę Przemysłowo-Handlową w Tarnowie często dokonywał analogii między Tarnowem i porównywalnym wielkościowo wojewódzkim Opolem, ale Opole, szukając nowych dróg rozwoju, po ciężkich bojach w ub. roku przyłączyło do siebie kilkanaście sąsiednich miejscowości, liczba mieszkańców miasta wzrosła natychmiast o ok. 10 tys. W Tarnowie od kilku lat też mówi się o poszerzeniu granic administracyjnych, ale tu ciągle brakuje odwagi i determinacji, by zrealizować ten projekt.






















