
Chodziło o miejską dzielnicę o tej samej nazwie w Jaworznie, woj. śląskie, ok. 150 km na zachód. Wiadomość o pożarze przyjęło Wojewódzkie Centrum Powiadamiania Ratunkowego w Krakowie i ono przekazało informację o zdarzeniu strażakom w Tarnowie. Kierownik krakowskiego WCPR o pomyłce dowiedział się… od nas.
Tę dość niecodzienną sytuację strażacy z OSP w Ciężkowicach, powiat tarnowski, relacjonują na Facebooku: Dzisiaj (2.03.2018 r.), dokładnie o godzinie 14.21, rozbrzmiał dźwięk syreny w naszej remizie. Otrzymaliśmy nakaz wyjazdu do pożaru drewnianego budynku naprzeciw kościoła. Podobny nakaz otrzymali druhowie z Jastrzębi, Zborowic oraz zawodowcy z PSP JRG 2 Tarnów – z posterunku z Siedlisk. Udaliśmy się więc na ulicę św. Andrzeja. Kiedy byliśmy w drodze do zdarzenia, okazało się, że pożar ma miejsce w Jaworznie w województwie śląskim, w dzielnicy Ciężkowice. Zgłoszenie wpłynęło do Centrum Powiadamiania Ratunkowego w Krakowie, które przekazało informację do SKKM [Stanowisko Kierowania Komendy Miejskiej PSP] w Tarnowie, które wysyłała odpowiednie jednostki. Dlaczego jednak zgłoszenie ze Śląska dotarło do Krakowa?”.
Na to pytanie odpowiedź wydaje się prosta, o czym później. Istotniejszy jest inny problem: co powoduje, że w wielkich scentralizowanych dyspozytorniach powiadamiania ratunkowego dochodzi do pomyłek „geograficznych”, które w pewnych okolicznościach mogą decydować nawet o ludzkim życiu?
Nic mi nie wiadomo
Jeśli ktoś wzywa pomoc – czy to w Tarnowie, Tuchowie, czy w Miechowie lub Nowym Sączu – wybierając numer alarmowy 112, zawsze połączy się z Wojewódzkim Centrum Powiadamiania Ratunkowego w Krakowie. Zatrudnieni tam operatorzy przeprowadzają rozmowę z osobami zgłaszającymi, starają się uzyskać od nich niezbędne informacje, wprowadzają je do systemu informatycznego, po czym drogą elektroniczną przekazują zgłoszenie odpowiednim służbom rozlokowanym na terenie całego województwa. I problem w tym, by komunikat wybrał właściwego adresata. Dlaczego tak się nie stało w przypadku pożaru w śląskich Ciężkowicach?
Łukasz Bombała jest kierownikiem Woj. Centrum Powiadamiania Ratunkowego w Krakowie. O pomyłce w sprawie miejsca pożaru dowiedział się od nas. Jest zaskoczony.
– Nigdy dotychczas nie mieliśmy takiego przypadku – mówi. – Nie rozumiem tej sytuacji. Zawsze operator pyta zgłaszającego o miejsce zdarzenia, o nazwę miejscowości, gminę, województwo itp., gdyż taki ma obowiązek. W tej chwili nie wiem, kto mógł zawinić. Może to nie jest błąd człowieka, ale systemu komputerowego? Może zgłaszający był tak zdenerwowany, że za operatorem powtarzał tylko dane odnoszące się do małopolskich Ciężkowic? Na pewno tę sprawę przeanalizujemy i wyjaśnimy.
„Komórka” nie zna granic
Dlaczego zgłoszenie o pożarze w woj. śląskim odebrał WCPR w Krakowie, a nie w Katowicach? W tym przypadku zapewne zadecydowały względy techniczne. Prawdopodobnie osoba zgłaszająca pożar posługiwała się telefonem komórkowym, który w trakcie łączenia się z numerem 112 zalogował się w najbliższej stacji bazowej, zlokalizowanej akurat już na terenie woj. małopolskiego i która wywołuje numery alarmowe w tym województwie. Jeśli spojrzymy na plan Jaworzna, okaże się, że podmiejska dzielnica Ciężkowice znajduje się w południowo-wschodniej części, w pobliżu granic administracyjnych województw śląskiego i małopolskiego.
Kiedy strażacy z podtarnowskich Ciężkowic zorientowali się, że chodzi o śląską dzielnicę, od razu powiadomili o tym swoich kolegów z Jaworzna.
– Tego dnia zapaliła się belka w drewnianym budynku, ale na szczęście opóźnienie wskutek pomyłki akcji gaśniczej nie miało istotnego wpływu na jej przebieg. Nie było osób poszkodowanych – informuje kpt. Marcin Ziemiański, rzecznik prasowy Komendy Powiatowej PSP w Jaworznie.
Tym razem się udało. Ale pomyłki „geograficzne” – ze strony ludzi lub sprzętu – zdarzają się częściej. Trzy lata temu problem ten dotyczył centralnej dyspozytorni medycznej Pogotowia Ratunkowego w Tarnowie, która przyjmuje zgłoszenia z regionów tarnowskiego i nowosądeckiego. Odnotowano dwa przypadki pomyłek adresowych. W pierwszym przypadku dyspozytor wysłał karetkę do Tymbarku na ulicę Zamieście, gdy chodziło o miejscowość Zamieście w pow. limanowskim. Druga pomyłka odnosiła się do Kamionki Małej w powiecie nowosądeckim, gdy zgłoszenie dotyczyło Kamionki koło Limanowej. W tym przypadku ciężko chory pacjent nie doczekał przyjazdu ambulansu, który omyłkowo wyjechał do innej miejscowości – zmarł w swoim domu. Kontrola służb wojewody małopolskiego wykazała błędy pracowników dyspozytorni.
Wole i Wólki
Od tamtego czasu na szczęście nie dochodzi już do takich błędów, ale wymagana jest wyjątkowa czujność. W Małopolsce niektóre miejscowości nazywają się tak samo; szczególnie trzeba uważać na „Podlesia” oraz „Wole” i „Wólki” – te nazwy w takim samym lub podobnym brzmieniu powtarzają się nawet kilkadziesiąt razy. Tylko w regionie tarnowskim wsi lub przysiółków o nazwie „Podlesie” mamy około dwudziestu! Miejscowości bądź części różnych wiosek o nazwie „Wola” jest sześć, a „Dąbrowice” powtarzają się trzy razy. Wszystkie położone są gdzie indziej.
Z powodu tych pozornych niuansów, które jednak przy pewnym splocie okoliczności mogą decydować o czyimś życiu, duże dyspozytornie mają zagorzałych krytyków; swego czasu lobby sądeckie zaczęło zabiegać o urządzenie dyspozytorni medycznej w Nowym Sączu.
Nazwa Ciężkowice występuje w Polsce cztery razy, dotyczy ona również dwóch wsi na Opolszczyźnie i w Łódzkiem. Strażacy z OSP w Ciężkowicach koło Tarnowa radzą, by dla pewności i na wszelki wypadek korzystać ze starych numerów alarmowych: 998, 999, 997 (pogotowia: straży pożarnej, ratunkowe i policji). Ryzyko pomyłki jest wtedy mniejsze. Jest też inna korzyść – otrzymujemy wówczas bezpośrednie połączenie z wybraną jednostką. W tamtym roku mówiło się o planie likwidacji tych numerów, ale Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji zaprzeczyło pogłoskom.























