Chciał zabić…

0
rzezawa zabojca
Fiat panda, którym Robert R. zabił jedną osobę i usiłował zabić cztery, został zatrzymany przez wychodzących z kościoła gości weselnych
REKLAMA

Tego dnia wracał z Włoch, gdzie przebywał na urlopie. Zaraz po tym, gdy wycelował w rowerzystów oraz pieszych i z rozpędem w nich wjechał, powiedział: „uratowałem tych ludzi od zła”. Dodał, że ponownie zrobiłby to samo. Zachowywał się tak, jakby nic strasznego się nie stało. Żona potwierdziła, że mąż leczy się psychiatrycznie.

Bez śladów hamowania
Niedziela dzieląca kwiecień na połowę była wyjątkowa ładna. W podbocheńskiej Rzezawie czas płynął tak jak wszędzie, spokojnie i leniwie. Pogoda zachęcała do spacerów, na drogi wyjechało wielu rowerzystów. Było po godzinie 15, kiedy kierowca fiata pandy na włoskich numerach rejestracyjnych zjechał ze swojego pasa ruchu i uderzył w grupę rowerzystów. Potrącił również idącego chodnikiem mężczyznę. To go nie powstrzymało przed dalszą jazdą. Niecałe dwieście metrów dalej potrącił kolejnego pieszego.Tragiczny wypadek częściowo zarejestrowały kamery monitoringu skierowane na ulicę Kościelną. Widać, jak siła uderzenia odrzuca jedną z rowerzystek na bok wraz z jednośladem, natomiast druga ofiara wpada na maskę fiata i po chwili stacza się pod koła samochodu, a kierowca cały czas jedzie…Dwieście metrów dalej, po tym jak uderza w pieszego, zostaje zatrzymany przez świadków zdarzenia, którym udaje się wyciągnąć kluczyk ze stacyjki. Przednia szyba po stronie kierowcy jest wklęśnięta i mocno popękana. Wgniecenia widać też na karoserii. Z pojazdu zostaje wyjęty akumulator, tak na wszelki wypadek.
W tym czasie rozpoczyna się walka o życie rannych. Natychmiast do akcji wkraczają strażacy z jednostki OSP KSRG mającej swoją siedzibę przy ulicy Kościelnej. Mimo prowadzonej reanimacji 60‑letni rowerzysta umiera w szpitalu. Jego żona ma złamaną rękę i szpital opuszcza dość szybko. Druga z rowerzystek, 81‑latka, nadal w nim przebywa, jest w bardzo ciężkim stanie. Obrażeń doznali także piesi w wieku 58 i 61 lat. Jeden z nich ma złamaną nogę, stan drugiego lekarze określają jako średni.
Aż strach pomyśleć, co by się stało, gdyby samochód wjechał na chodnik kilka chwil później, w momencie, kiedy goście weselni zaczęli opuszczać kościół…

REKLAMA (3)

To nie był zwykły wypadek
– Pierwsze zgłoszenie, jakie dotarło do naszej komendy, mówiło o nietrzeźwym kierowcy, który potrącił dwie osoby. Ale szybko liczba poszkodowanych zaczęła rosnąć. Wtedy nikt jeszcze nie dopuszczał do siebie myśli, że to może być celowe działanie – mówi młodszy brygadier Paweł Matyasik z Komendy Powiatowej Państwowej Straży Pożarnej w Bochni. Choć już wtedy świadkowie byli mocno poruszeni tym, co zobaczyli, oraz tym, co usłyszeli od kierowcy, który stwierdził, że zrobiłby to jeszcze raz.
Zaskakują włoskie numery rejestracyjne samochodu. Robert R., 52‑letni mieszkaniec Katowic, taksówkarz, wracał z urlopu spędzonego we Włoszech. Tam prawdopodobnie samochód wypożyczył, a słowacko‑polskie przejście graniczne przekroczył w Barwinku. Potem pojawił się w podbocheńskiej Rzezawie. Podobno już we Włoszech skończyły mu się leki przepisane przez psychiatrę. Był trzeźwy. Wyniki badań mają pokazać, czy znajdował się pod wpływem środków odurzających.
Zatrzymany przez świadków zdarzenia, wśród których byli uczestnicy ceremonii ślubnej, trafił w ręce stróżów prawa. Początkowo został osadzony w policyjnej izbie zatrzymań, był jednak agresywny i zachowywał się w sposób odbiegający od normy, dlatego wezwany na miejsce lekarz zdecydował o przewiezieniu go do Szpitala Specjalistycznego im. Babińskiego w Krakowie.
Analizowano wszystkie wersje zdarzenia. Wstępna kwalifikacja czynu mówiła o spowodowaniu wypadku ze skutkiem śmiertelnym i ucieczce, za co grozi do 12 lat więzienia. Po przesłuchaniu świadków i zapoznaniu się z zapisami monitoringu śledczy zmienili decyzję. 52‑latek usłyszał zarzut zabójstwa jednej osoby i usiłowania zabójstwa czterech, a to może oznaczać dożywocie.
– To było celowe działanie. Dzień był ładny, nie padało, nie można więc mówić o poślizgu. Samochód był sprawny, podstawowe układy – hamulcowy i kierowniczy działały jak należy – wymienia Mieczysław Sienicki, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Tarnowie. – Poza tym mamy zeznania naocznych świadków, którzy twierdzą, że kierowca nieprzypadkowo skierował samochód w stronę rowerzystów i pieszych. Na widok grupki ludzi jeszcze dodał gazu. Po zatrzymaniu był agresywny, a jego wypowiedzi irracjonalne. Mówił, że uratował tych ludzi od zła, że zrobiłby to jeszcze raz, że nie żałuje.

REKLAMA (2)

Twierdzi, że nie pamięta, żeby kogokolwiek najechał…
Z zebranych przez śledczych materiałów wynika, że Robert R. od wielu lat leczy się psychiatrycznie, w minionym roku przebywał w szpitalu, potem korzystał z pomocy ambulatoryjnej. Dotąd nie był karany, ma czystą kartotekę.
Sprawca tragedii został aresztowany na trzy miesiące. – Na posiedzeniu sądowym nie przyznał się do stawianych mu zarzutów. Twierdził, że nie pamięta, żeby kogokolwiek najechał. Co prawda czuł jakieś uderzenia, ale całej sytuacji nie kojarzy – dodaje Mieczysław Sienicki.
Kolejne trzy miesiące Robert R. spędzi na oddziale psychiatrii sądowej szpitala więziennego, który znajduje się w Areszcie Śledczym przy ulicy Montelupich w Krakowie. Odkąd sprawa nabrała medialnego rozgłosu, pojawiają się opinie, że katowiczanin może uniknąć kary ze względu na zaburzenia psychiczne.
– Zachowanie Roberta R. wskazuje, że może mieć zaburzenia psychiczne, dlatego istnieje konieczność uzyskania opinii biegłych psychiatrów – tłumaczy Barbara Grądzka, zastępca prokuratora rejonowego w Bochni, który prowadzi postępowanie. – Jeśli okaże się, że jest osobą niepoczytalną, to wtedy prokurator skieruje do sądu nie akt oskarżenia, ale wniosek o detencję, czyli przymusowe osadzenie w szpitalu psychiatrycznym.

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze