Rewizor 2012

0
Rafał A. Ziemkiewicz
REKLAMA

Historia pana Milewskiego, „sędziego na telefon”, zapewniającego telefonicznie kancelarię premiera, że wyznaczył do sprawy „sprawdzonych ludzi” i przymilającego się o spotkanie z „pierwszym” w sprawie jakichś bliżej nieokreślonych procesów cywilnych, które jego sąd prowadzi (a takie procesy to czasami sprawa grubych milionów), jest w gruncie rzeczy stara, no, może nie jak świat, ale jak azjatyckie mordodzierżtswo, które nas przed dwoma wiekami skolonizowało.
Toż to przecież dokładnie opisana przez Gogola historia „Rewizora”. Głupi horodniczy myślał, że się do niego szczęście uśmiechnęło! Że Pana Boga za nogi złapał − premier sam na niego spojrzał, z premierem samym się spotka, przedłoży mu swoje sprawy, załatwi u najwyższej instancji, co ma załatwić, wrogów pognębi, siebie i swą rodzinę wywyższy… A tu, jakby kto w mordę dał − nie żaden premier, tylko jakiś szczeniak, Chliestakow (z rosyjska to tyle, co po naszemu „chłystek”) wykpił, wyszydził biednego horodniczego, strącił ze szczytów radości w piekło poniżenia…

U Gogola takie to było tragiczne, że aż śmieszne. Bo „Rewizor” to jednak dzieło literackie, a nie reportaż, więc bohater komedii doznał tu duchowej metamorfozy. Dostrzegł, w jakim to chorym świecie żyje, i mądrzejszy o swój upadek wykrzykuje do uczestników tej samej paskudnej gry, w której do wczoraj wydawało mu się, że wygrywa, sławne: z kogo się śmiejecie? Z siebie samych się śmiejecie!
Sędzia Milewski aż takim horodniczym nie jest. Owszem, pierwszego dnia przeżył chwilę słabości i gdzieś tam nawet po internetowych portalach przebiegło, że być może poda się do dymisji − ale trwało to tylko moment. Szybko się pozbierał. Jak, nie mogę się opędzić od tego skojarzenia, patron wszystkich horodniczych III RP, o którym podobni panu Milewskiemu sędziowie pozwalają mówić „był zarejestrowany przez SB jako TW Bolek”, ale już powiedzieć wprost, że „był konfidentem SB o pseudonimie Bolek” zabraniają i przywalają za to w majestacie prawa wyroki, choć przecież dziecko widzi, że to jedno i to samo. Ówże wielki patron, przypomnę, w sławnym dniu 4 czerwca 1992 też na chwilę spanikował i wydał oświadczenie otwierające typowy dla wszystkich zdemaskowanych kapusiów wywód „no, podpisałem, ale nie wiem co, to znaczy wiedziałem, ale ich oszukałem, donosiłem tylko o głupstwach, nikomu nie szkodziłem etc.” Ale po jakiejś godzinie, jak zobaczył, że „dwie trzecie Sejmu” stoi za nim, oświadczenie to wycofał i do dziś upiera się, że nic nigdy nie podpisywał.

REKLAMA (3)

Sędzia Milewski też zobaczył szybko, że całe środowisko ma po swojej stronie, i pozbierawszy się, konsekwentnie idzie od tej chwili w zaparte. To on jest ofiarą haniebnej prowokacji, to dziennikarza, który go tak „wkręcił”, należy ukarać i ani kroku w tył. Nie miejmy nadziei, że kiedykolwiek będzie miał sobie coś do zarzucenia.
Dlatego na Gogolowskiego horodniczego patrzyć można z pewnym współczuciem i sympatią. Przewodniczący trójmiejskiego sądu budzi tylko politowanie i wstręt.

REKLAMA (2)
Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze