Jak się szacuje, budowle ochronne w Polsce są w stanie zapewnić schronienie jedynie ok. 4 procentom ludności cywilnej. Ostatnia powszechna inwentaryzacja sprzed dziesięciu lat ujawniła, że na terenie kraju mamy 14 360 budowli ochronnych (w tej liczbie blisko 7 tysięcy schronów, pozostałe to obiekty „umożliwiające ukrycie”) zdolnych pomieścić w sumie ok. 1,6 mln osób. Są zazwyczaj zlokalizowane w piwnicach budynków mieszkalnych i zakładów pracy. W teorii mają stanowić zabezpieczenie przed działaniem broni masowego rażenia, broni klasycznej i niebezpiecznych środków chemicznych. W praktyce większość może dać pewną osłonę jedynie przed bombowymi nalotami.
Poważne zastrzeżenia budzi też stan techniczny większości budowli ochronnych w naszym kraju. Co prawda, wszystkie posiadają podstawowe urządzenia i instalacje, ale 90 procent wyposażenia technicznego jest mocno przestarzałe, pochodzi z lat 50. i 60. ubiegłego wieku.
Potrzeby obrony cywilnej nie znajdują zrozumienia we władzach państwowych i samorządowych – w ostatniej dekadzie wybudowano w Polsce zaledwie dwa (!) schrony. W Tarnowie najnowszy schron zlokalizowany w siedzibie ZUS‑u powstał przed 20 laty. Inwestorzy także nie są zainteresowani tego rodzaju obiektami, które podrażają koszty m.in. późniejszej eksploatacji i utrzymania budynku. Tymczasem wielokrotnie mniejsza Szwajcaria dysponuje łącznie… ok. 300 tysiącami budowli ochronnych dla ludności cywilnej – bunkrów, piwnic atomowych, schronów. Znajdują się w domach, blokach mieszkalnych, podziemnych parkingach, budynkach publicznych i każdy obywatel ma przydzielone miejsce w jednym z nich. Co więcej, jeśli Szwajcar budujący nowy dom wyodrębnia w nim pomieszczenie na schron, może liczyć na dofinansowanie państwa.
Do Szwajcarii nie mamy szans nawet zbliżyć się, ale konflikt militarny z udziałem Polski wydaje się dzisiaj mało prawdopodobny i potencjalne zagrożenie nie jest przedmiotem troski rządu. Potrzeby obrony cywilnej odsuwane są na plan najdalszy, są dziś ważniejsze społecznie i gospodarczo zadania. – Od wielu lat nic się nie zmienia w tym względzie, co najwyżej utrzymywany jest stan posiadania budowli ochronnych, prowadzone są konieczne prace remontowe. Władze państwowe nie zaprzątają sobie głowy tym zagadnieniem, brak też spójnych przepisów nadążających za rzeczywistością – zwraca uwagę Katarzyna Sudkowska, dyrektor Wydziału Bezpieczeństwa Publicznego w Urzędzie Miasta Tarnowa. – O tym stanie rzeczy rozmawiamy na spotkaniach u wojewody, ale zmian na lepsze nie widać…
W mieście stałych schronów dla ludności jest obecnie ok. czterdziestu i niektóre bywają wykorzystywane „pokojowo”. Zwykle pełnią rolę podręcznych magazynów, które jednak w każdej chwili można opróżnić i oddać do dyspozycji Obrony Cywilnej. Na żądanie szefa OC użytkownicy zobowiązani są doprowadzić schrony do stanu zgodnego z ich pierwotnym przeznaczeniem. W sytuacjach zagrożenia mają na to 24 godziny. W czasach pokojowych pomieszczenia ochronne mogą być wykorzystane (po uzgodnieniu z kierownictwem OC) na potrzeby handlowo‑usługowe, magazynowe, szkoleniowe, sportowe itp.
Do tarnowskiego magistratu trafiają czasami zapytania osób zainteresowanych ich wynajmem, dzierżawą czy czasowym użytkowaniem. Schrony pozostające w ewidencji wojewody, zwykle w budynkach zajmowanych przez szkoły i instytucje, posiadają odpowiednią infrastrukturę i jej naruszanie jest niepożądane. Miasto z zasady więc nie wyraża zgody na używanie tych pomieszczeń do innych celów.
Znacznie więcej mamy zarejestrowanych w Tarnowie tzw. zastępczych miejsc ukrycia na wypadek zagrożenia, jest ich w tej chwili blisko 170. Kierownictwo OC ma jednak niewielki wpływ na ich bieżące wykorzystanie, chyba że stanowią własność gminy Tarnów. Wówczas ewentualny sprzeciw wobec zagospodarowania „miejsc ukrycia” w komunalnych budynkach ma większą skuteczność. Jeśli jednak obiekt nie jest własnością komunalną, miasto nie ma już nic do powiedzenia. Swego czasu administrator budynku mieszkalnego przy ul. Lwowskiej chciał w zastępczym pomieszczeniu schronowym urządzić… dyskotekę. Magistrat nie mógł sprzeciwić się temu, ale skutecznie wówczas zaprotestowali lokatorzy.
Nieliczne budowle ochronne stanowią dziś dla władz i kierownictw zakładów raczej kłopot niż powód do zadowolenia. – Potencjalne zagrożenie wojenne zdaje się nie istnieć, co jednak nie zwalnia od przezornej dbałości o schrony i tym podobne obiekty – podkreślają specjaliści zarządzania kryzysowego. Dyrektor Sudkowska zwraca przy tym uwagę na możliwość wykorzystania schronów podczas katastrof ekologicznych, ataku żywiołów itp. – W skrajnych sytuacjach mogliby chronić się w nich ludzie ewakuowani, których domostwom zagraża powódź, huragan, trąba powietrzna czy inne ekstremalne zjawiska…
Do schronu na… dyskotekę
REKLAMA
REKLAMA
























