Na wysepce Rajuni czekałam na poprawę pogody prawie dwa tygodnie. Mieszkałam na posterunku strażników parku, poznałam wszystkich mieszkańców podwójnej wioski ludzi Bajau i Bugis. Od pływania we wzburzonej wodzie zdążyłam też dostać paskudnego zapalenia ucha, w związku z czym strażnicy oddali mi jedyne prawdziwe łóżko na posterunku, a mieszkańcy wioski znosili mi ryby, ciasteczka i owoce. W gruncie rzeczy nie było mi wcale źle.
W tym czasie mój przyjaciel Azis – strażnik parku morskiego na sąsiedniej wyspie, kontaktujący się z nami przez radio, nareszcie znalazł łódź, która mogła mnie zawieźć z powrotem na wielką wyspę Celebes. W Indonezji – kraju leżącym wyłącznie na wyspach – był to jakby „stały ląd”. Co prawda strażnicy z Rajuni z serca odradzali mi podróż.
– Jesteś chora, nie jedź! Zostań z nami. Fale są duże…
Zapytałam, czy można zakładać, że wkrótce będzie inna łódź „na ląd”? Rozkładali ręce. Nie, niestety trudno coś takiego przewidzieć.
– Ombak besar, angin kencang, cuaca buruk (wielkie fale, silny wiatr, zła pogoda) – w ciągu dwóch tygodni na Taka Bonerate nauczyłam się rozumieć te słowa. Powtarzali mi je wszyscy.
Cóż, trzeba było się zbierać. Strażnicy pomogli mi zatargać się z plecakiem na brzeg, gdzie kilkaset metrów dalej, za linią rafy, po stronie zawietrznej wyspy, czekała drewniana łódź o wysokim dziobie, z niebieskim żaglem z ceratowej tkaniny. Przez płytką wodę przeprawiało się do niej z wioski wielu objuczonych bagażami Indonezyjczyków. Drewnianym sampanem (wąską zbijanką) dostarczono do burty także mnie i mój plecak.
Statek prawie piracki
Była to łódź zbudowana tradycyjną na południu wyspy Celebes metodą – drewniana, budowana „na zakładkę”, napędzana dwoma silnikami domowej roboty, umieszczonymi pod pokładem. Niebieski żagiel, zszyty z płatów foliowej tkaniny, z której robiono worki, pełnił tylko rolę pomocniczą. Tym niemniej jego szoty trzymał kapitan tej jednostki pływającej – drobny, zasuszony jak mumia Indonezyjczyk o wyblakłych oczach, tak brązowy i żylasty, jakby go przez wiele dni wędzono. Jego białe włosy i wąsy robiły przy tej karnacji dość niezwykłe wrażenie. Wszystkie zachowane, pożółkłe od tytoniu zęby kapitan pokazał hojnie w uśmiechu, którym mnie powitał (oczywiście, byłam jedyną turystką na zatłoczonej pasażerami łodzi). Był to uśmiech dla ludzi o mocnych nerwach. Kapitan nosił też ozdobny strój, godny piratów mórz południowych: kolorową balijską koszulę, haftowany sarong z wyspy Flores i gęsto wyszywany złotą nicią fez.
Sternik siedział na skraju dziobowej części pokładu, opierając na kole steru… nogi. Siedział tyłem do dziobu, bo taką pozycję wymuszało umieszczenie koła sterowego na tylnej ścianie dziobówki. Od chwili zaokrętowania zastanawiałam się, jak można sterować umieszczonym tak nisko kołem sterowym – do sterowania nogami było jednak akurat! Jak się potem przekonałam, było to popularne na tych wodach rozwiązanie techniczne. Dzięki takiej pozycji sternik mógł równocześnie obserwować działanie dwóch siników, kopcących potężnie pod środkowym pokładem. Obracał koło stopami, według wskazówek, które gestami dawał mu siedzący „przodem do przodu” kapitan.
Sternika znałam już z widzenia z Rajuni – był ciemnoskóry, o kędzierzawych włosach i bardzo włoskim wąsie, nosił na czole okulary pływackie, których oprawki wyrzeźbiono domowym sposobem z kawałka drzewa. Pochodził z Timoru i palił okazałą fajkę – w przeciwieństwie do całej reszty Indonezyjczyków, którzy są palaczami pachnących przyprawami papierosów kretek. Sternik wyjaśnił, że dostał tę fajkę od pewnego Francuza – choć błyski w jego lekko skośnych oczach i mafijne wąsy mogły sugerować, że zdobył ją w mniej pokojowy sposób.
Mechanik (a także kuk i steward w jednej osobie, jak się potem okazało) był młody, muskularny, nosił czarny kombinezon roboczy z oderwanymi dla wygody rękawami, a długie włosy wiązał kolorową chustką.
Płynęliśmy nie całkiem zgodnie z zasadami dobrego żeglarstwa, na żaglu i silniku równocześnie, uderzając dziobem wysokie fale. Pogoda była wietrzna i słoneczna, latające ryby fruwały stadami, ale na łodzi mało kto podziwiał widoki – pasażerowie pokładli się spać, by nie mieć choroby morskiej. Mnie także po porcji antybiotyków zmorzył sen. I spałam całkiem dobrze na rozkołysanej łodzi, wklinowana między dwóch znajomych z Rajuni – Oscara i Candrę – a stertę bagaży.
Obiad obowiązkowy
Łódź była pełna pasażerów, tobołków i żywego inwentarza. Po drodze do „toalety” na rufie (jednoosobowa kabinka z połową podłogi i czerpakiem na sznurku do spłukiwania) trzeba było minąć trzy klatki z drobiem, skomlący parciany worek oraz dwóch mężczyzn z wielkim zwojem żyłki. Tych ostatnich siedzący przy mnie Candra obserwował z wielkim zainteresowaniem. Rozpromienił się, gdy zaczęli pospiesznie – na cztery ręce – wybierać żyłkę z wody.
– Fishing! – wyjaśnił na moje pytające spojrzenie. W chwilę potem na rufowym pokładzie tłukła się półtorametrowa, srebrzysta ryba, z długim i bardzo zębatym pyskiem. Candra wskazał na nią radośnie.
– Obiad! – oświadczył z satysfakcją.
Obiad był wliczony w cenę rejsu, zresztą umiarkowaną – dwa i pół dolara. Osobiście byłam skłonna zrezygnować z posiłku, ponieważ łodzią kołysało, a pokładowa kuchnia (klitka naprzeciw „toalety”, wyposażona w maszynkę benzynową i miednicę) nie wyglądała przesadnie zachęcająco. Okazało się jednak, że nie ma lekko – zapłaciłam za rejs, obiad mi się należy i zjeść muszę! Negocjacje Oscara i Candry, usiłujących wyjaśnić, że jestem chora, dały tylko tyle, iż długowłosy mechanik-kucharz-steward gotów był nakarmić mnie łyżką. Zjadłam więc mie z lekko zagotowanej wody i kawałek zębatej ryby, która okazała się smaczna. Mechanik-kucharz itd. był usatysfakcjonowany.
Noc bez morza
Zjedzenie późnego obiadu okazało się zresztą rozsądne, bo gdy wieczorem dotarliśmy do wybrzeża Celebes, okazało się, że nie zdołamy podejść do brzegu. Zaczął się odpływ i woda była zbyt płytka. Stanęliśmy więc na mieliźnie, dobre dwa kilometry od wybrzeża, oglądając z daleka światła przystani. Jeden z pasażerów, zasięgnąwszy języka, przekazał nam, że zostaniemy na łodzi do rana. Noc na twardym pokładzie okazała się trudniejsza do zniesienia, niż rejs po rozkołysanym morzu. Zrobiło się na tyle chłodno, że usnąć na zewnątrz w lekkim ubraniu było trudno, a bagaże były w ładowni. Długowłosy nurek z Moluków dał mi swoją kurtkę, ale dygotał potem tak, że pospiesznie mu ją oddałam.
Pod pokładem było cieplej, ale tłoczno i duszno od aromatycznego dymu papierosów kretek – palili wszyscy, którzy nie spali. Przetrwaliśmy do świtu, rozmawiając sennie i jedząc słodycze z Rajuni – zawinięte w czerwone bibułki zlepki palmowego cukru, ryżu i kokosu. Nasi „piraci” pracowali w nocy – w miarę, jak woda opadała, przy burtach i na rufie wbijali w dno pale, podtrzymujące pochylającą się łódź.
Tuż przed świtem wokół nas zaroiło się od świateł – to mieszkańcy wiosek na brzegu wyszli na odsłonięte odpływem mielizny, na poranne „zbiory” owoców morza. Unosząc nad głowami płonące lampki, brodzili w płytkiej wodzie, wygrzebując z piasku, podnosząc, wrzucając do koszyków i wiaderek małże różnej wielkości i kształtu, kraby, poduszkowate rozgwiazdy, zaskoczone odpływem małe ośmiornice. Z wysokości pokładu patrzyliśmy, jak kręgi światła tańczą na mokrym piasku, i jak w świetle wschodu pochylają się nad różowiejącymi kałużami morza ciemne sylwetki zbieraczy. Widok wart był nocy spędzonej na twardym pokładzie.
Około południa, żeglując po morzu, które wróciło, dotarliśmy do małej przystani w okolicy Bira na południowym końcu wyspy Celebes – popularnego „turystowiska”. Zatłoczonym mikrobusem dojechałam do niezłego hotelu, wzięłam kąpiel i zjadłam obfity obiad. A potem poszłam na plażę, by, siedząc tam, tęsknić do małych wysepek, ledwie wystających ponad poziom morza, i żyjących na nich ludzi.
![Kolejny parkomat w Tarnowie [ZDJĘCIA] Parkomat ul. Gumniska](https://www.temi.pl/wp-content/uploads/2026/04/Parkomat-ul.-Gumniska-8-218x150.jpg)


![Groźne zdarzenie na skrzyżowaniu w Tarnowie. Na miejscu pracują służby [ZDJĘCIA]](https://www.temi.pl/wp-content/uploads/2026/04/DSC_6746-218x150.jpg)



![Prace przy „Szczucince” rozpoczęli od wycinki dzikiej zieleni [ZDJĘCIA] Stacja Dąbrowa Tarnowska 2026](https://www.temi.pl/wp-content/uploads/2026/04/Stacja-Dabrowa-Tarnowska-2026-5-218x150.jpg)
















