Polska nie jest tu wyjątkiem. Szczególnym, specyficznie polskim wyrazem lekceważenia tej tematyki jest fakt, iż minister spraw zagranicznych, jakikolwiek by akurat był, zwykle dobrze wypada w rankingach zaufania w przeciwieństwie do ministra zdrowia czy finansów. Nie jest tu wyjątkiem minister obecny, Radosław Sikorski. Bo czym on się tam zajmuje, mało kto wie i mało kogo to obchodzi. Tym bardziej że w przeciwieństwie do swej poprzedniczki Anny Fotygi, której każdy błąd wytykano bezlitośnie, rozdymając do rozmiarów katastrofy, Sikorski znajduje się pod ochroną mediów i o kompromitacjach polskiej dyplomacji się publicznie nie mówi.
Niemniej zachowanie rządu polskiego w sprawie wraku tupolewa zanadto obraża inteligencję najbardziej nawet prostego człowieka, by dało się to ukryć. Przez dwa i pół roku rząd Tuska, w tym również szef MSZ, zapewniał przy każdej możliwej okazji, że współpraca z Rosjanami układa się świetnie, że niczego oni przed nami nie tają, że po prostu wypadki lotnicze bada się długo i niczego tu przyśpieszyć nie sposób. Przez te dwa i pół roku bardzo agresywnie odrzucał rząd postulaty, by ubiegać się w sprawie śledztwa smoleńskiego o pomoc międzynarodową. Sam minister Sikorski mówił publicznie, że takie prośby składać może tylko państwo słabe i niesuwerenne. A my przecież jesteśmy potężni, cała Europa nas podziwia i wszyscy się z nami liczą.
Upierano się przy tym, choć Rosja demonstracyjnie kpiła sobie z Polski w żywe oczy, odpowiadając na wszystkie pytania o tragedię, że śledztwo w tej sprawie jest już zamknięte, a na prośby o zwrot wraku i „czarnych skrzynek” − że to niemożliwe, bo potrzebne są do prowadzenia śledztwa, które potrwa jeszcze długo.
I oto nagle ten sam minister Sikorski chwali się (tak, chwali się!), że zwrócił się do unijnej „szefowej dyplomacji”, by pomogła nam uprosić Rosję o zwrot wraku. I jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki premier odkrywa, że Rosjanie zachowują się arogancko i brzydko, a doradcy prezydenta, że wrak powinien do Polski wrócić. Co już szczególnie żałosne, w tym samym czasie nieudolny szef polskiej komisji „wyjaśniającej” tragedię w Smoleńsku, Jerzy Miller, usiłuje przekonać nas, że samo uzyskanie kopii nagrań z czarnych skrzynek, nie wiadomo jak się mających do oryginału, było wielkim, osobistym sukcesem pana premiera.
Mowa władzy zaprzecza sama sobie. Tak jak to było w PRL − oficjalne wypowiedzi to tylko pusta propaganda. Ględzi się o rzekomej pozycji międzynarodowej Polski, ale do faktów ma się to nijak. A fakty te pokazują, że III RP w ogóle nie ma żadnej pozycji międzynarodowej, że Rosja sobie nią wyciera nogi, a kraje Unii Europejskiej (która przecież o wraku w rozmowach z Rosją nie wspomniała) lekceważą. Nasza polityka zagraniczna jest wrakiem.
Wrak polityki
REKLAMA
REKLAMA




















