Kapitalizm

0
Grzegorz Miecugow
REKLAMA

No i wreszcie za kilka dni minie 10 lat od referendum, w którym Polacy zaakceptowali nasze wejście do UE. Pamiętają państwo te emocje 10 lat temu? Wszyscy zwolennicy akcesji drżeli o to, czy frekwencja będzie ponad 50 procentowa (dlatego głosowaliśmy 2 dni – żeby była). A o tym, że nie wszystko było wtedy przesądzone, przekonać mogą archiwalne zdjęcia z wieczoru 8 czerwca (można je łatwo, jak to się mówi, „wygooglać”), gdy ówczesny prezydent, czyli Aleksander Kwaśniewski, z prawdziwym napięciem wpatrywał się w ekran telewizora, a gdy okazało się, że i frekwencja była dobra, i wynik akceptujący, prezydent i jego otoczenie eksplodowało w nieudawanej radości. Z perspektywy tych 24 lat wolnej Polski ta decyzja sprzed 10 lat była spowodowana przede wszystkim tym, że zapowiadano, że nasze wejście do Unii zakończy pewien etap transformacji, że po prostu po latach wyrzeczeń i zaciskania pasa wszystkim będzie lżej, że przyjdzie czas bogacenia się. I nie da się ukryć, że w dużej mierze tak się stało. Europejskie pieniądze popłynęły szeroką strugą, inna sprawa czy potrafiliśmy je wydać optymalnie? Pewnie nie, bo wszystko zawsze można zrobić lepiej, ale jestem pewny, że to, co dostawaliśmy, wydawaliśmy nieźle i że nasz kraj się w ostatnich latach naprawdę zmienił w dobrym kierunku. Pytanie, jak na tym skorzystali obywatele. Na pewno dobrze się mają rolnicy, czyli ta grupa zawodowa, która bardzo się obawiała integracji i która uważała, że jest potraktowana niesprawiedliwie w stosunku do zachodnich kolegów. Co do pozostałych grup zawodowych nie ma już takiej jasności. Przemysł ciężki raczej się zwija, kolej jest w rozsypce, ale to raczej zasługa nas samych, a nie Unii, podobnie sami jesteśmy sobie winni, że służba zdrowia wygląda tak, jak wygląda. Decyzja o wejściu do UE była jednak drugorzędna w stosunku do tej sprzed 24 lat. Wtedy bowiem decydowaliśmy o końcu PRL, nie bardzo jednak zdając sobie sprawę, w co się pakujemy. O kapitalizmie wiedzieliśmy wtedy tyle, ile zobaczyliśmy jako studenci pracujący w wakacje na polach truskawkowych, albo tyle, ile widzieliśmy w kinie lub w telewizji. Usłyszałem ostatnio opinię, że jedynym politykiem, który wówczas miał wizję przyszłej Polski, był Jacek Kuroń. Widział on Polskę obywatelską w klimacie raczej znanym z Wielkiej Orkiestry Świątecznej niż takim, jaki mamy dziś naprawdę. Dlatego za niezwykle interesujący uważam sondaż metodycznie przeprowadzany przez CBOS. Od 19 lat pracownia ta pyta nas – czy warto było ładować się w ten kapitalizm. Od razu trzeba zauważyć, że nigdy podczas tych 19 lat nie było przewagi odpowiedzi, że nie warto było. Ale ciekawe jest to, że tych, którzy uważają, że zmiana ustrojowa była dobra, jest dziś mniej niż w 1994 roku. Ciekawe jest też to, że najwięcej akceptacji dla kapitalizmu w Polsce było w latach 2009 – 2010. Odpowiednio popierało nasz ustrój 82 i 83%. Przeciwnego zdania było 10 i 9%. Cóż się zatem stało, że teraz te dobre opinie zanurkowały do 59%, a te złe wystrzeliły do 25%? Dobre pytanie, ale nie znam na nie odpowiedzi. Może zadziałał kryzys? Ale on jest od 2008. Może Grecja i kłopoty UE? Może zmęczenie rządami PO? A może wszystko po trochu. Na pocieszenie mamy tylko jedno. Byliśmy jako naród jeszcze bardziej zniechęceni do kapitalizmu. Było to w 2001 roku pod koniec rządów AWS. Na tak było 56%, na nie aż 30%. Ale czy to rzeczywiście jest pocieszające?

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze