Węzeł gordyjski

0
Grzegorz Miecugow
REKLAMA

Gdy słyszę takie zarzuty, to zaczynam strzyc uchem, od wielu bowiem lat mam mocne podejrzenia graniczące z pewnością, że grosz publiczny jest najbardziej zaniedbanym groszem z wszystkich groszy.
Tak to już dziwnie w Polsce jest, że budujemy najdroższe autostrady, remonty torów kosztują nas wszystkich tyle, że w zasadzie szyny na tych torach mogłyby być ze złota. Dlaczego w ochronie zdrowia miałoby być inaczej? Tu jednak przypomniały mi się dwie rzeczy. Po pierwsze słowa profesora Balcerowicza, który w czasie gdy był ministrem finansów w rządzie AWS, powiedział, że rząd nie dołoży zdrowiu pieniędzy, bo resort ten jest w stanie przejeść wszystkie fundusze bez znaczącej poprawy skutków swojego działania. Po drugie pamiętam, że gdy podwojono, a potem nawet potrojono wydatki na ochronę zdrowia, to służba ta znacząco się nie poprawiła, kolejki do specjalistów się wydłużały, a pacjenci nadal leżeli na szpitalnych korytarzach.
Nie chcę się wymądrzać, bo takich, którzy się wymądrzali, a potem zostawali niezbyt dobrymi ministrami zdrowia, było wielu, w tym i obecna pani premier, i jeszcze (gdy piszę te słowa) niezdymisjonowany Bartosz Arłukowicz. Nie chcę sugerować, że miałbym szansę na objęcie resortu zdrowia, ale lepiej dmuchać na zimne. No dobrze, ale jednak gdyby się spełnił taki koszmar i zostałbym następcą Arłukowicza, to miałbym jeden atut – otóż nie jestem lekarzem. Ja naprawdę nie rozumiem, dlaczego ministrem obrony jest cywil, a minister zdrowia zawsze jest lekarzem. Jeżeli bowiem prawdziwe są słowa Balcerowicza, to głównym kłopotem resortu zdrowia jest nie brak funduszów czy osoba ministra, ale organizacja, system. Ja wiem, że każdy minister jest „za cienki” na wielkie zmiany, na przykład na likwidację NFZ, ale gdyby zagadnienie potraktować cybernetycznie, to należałoby policzyć, ile mamy pieniędzy i czego oczekujemy, a potem wyrysować pewną strukturę i zarysować pewien plan. Ale nie jest to zadanie dla lekarza, raczej dla naukowców z politechniki. Zatem gdybym został ministrem, zacząłbym od skontaktowania się z którąś z politechnik. Ale potem musiałbym jeszcze do tego przekonać jakiegoś premiera i to byłoby dosyć trudne.
Proszę bowiem zauważyć, że dotychczas żadnemu rządowi nie udało się przebrnąć przez wydawałoby się prostą sprawę, jaką jest ustalenie koszyka podstawowego leczenia, który to koszyk przysługiwałby za darmo każdemu pacjentowi. Każdy minister na początku mówił o takim koszyku, a po trzech miesiącach słowo „koszyk” nie przechodziło mu już przez usta. Działo się tak dlatego, że ministrowie zdrowia (i opieki społecznej) nie byli się w stanie dogadać z członkami własnych ugrupowań, a koalicjanci na ich widok uciekali do kibelka. Taki prosty pomysł jak na przykład wprowadzenie drobnej opłaty (2 PLN?, może 5?) za wizytę u lekarza, co znacznie ograniczyłoby chodzenie do lekarza, żeby sobie pogadać, jest rozwiązaniem nie do przeforsowania przez żadną partię. Tak więc szanowna Pani Premier, proszę nawet do mnie wstępnie nie dzwonić z takimi propozycjami, nie zostanę ministrem za żadną cenę. I nie przekona mnie nawet fakt, że w tym roku sytuacja jest dla ministra lepsza niż kiedykolwiek, ponieważ opinia publiczna najwyraźniej ma lekarzy dość, ergo przesuwa się na stronę ministra. Mam dla pani jednak dobrego kandydata, który nazywa się Aleksander Macedoński (nazwisko kończące się na –ski jest oczywistym dowodem na polskość tego kandydata). Jakiś czas temu w miejscowości Gordion dowiedział się on o przepowiedni, wedle której ten, który poradzi sobie z węzłem w pewnej świątyni, obejmie władzę nad całą Azją. No i Aleksander machnął mieczem, i rzeczywiście trochę potem porządził.

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze