Wystarczy przymknąć na chwilę oczy i zastanowić się, gdzie my byśmy uciekali, gdybyśmy byli do tego zmuszeni, czy gdzie byśmy się schowali, gdyby to na nasze głowy zaczęły spadać bomby.
Rzucało naszymi przodkami po całym świecie, niektórzy nigdy z tej poniewierki nie wrócili, niektórzy wrócili, ale do zupełnie innej Polski. Bo tamten 1 września był cezurą, po tamtej dacie nic już nie było takie same. Dlaczego o tym piszę? Ano dlatego, że poruszyła mną ostatnio afera wokół profesora Zygmunta Baumana. Bauman miał 14 lat jak wybuchła wojna, jego rodzina, jak mnóstwo innych polskich, polsko – żydowskich rodzin, uciekła do Związku Radzieckiego. Tam Bauman dorasta i wstępuje do Ludowego Wojska Polskiego, walczy pod rozkazami Berlinga, pod Kołobrzegiem zostaje ranny, potem jego jednostkę przenoszą do KBW. Młody Bauman wierzy w nowy ustrój. Pamięta Polskę przedwojenną jako niesprawiedliwą i pełną nierówności. Dobrze pamięta, bo taka ta Polska wówczas była, kto nie wierzy, niech się dziś rozejrzy dookoła. Też jest niesprawiedliwie. Też jest nierówno. Mało kto wyciąga do biednych rękę. Liczy się pieniądz, kto go ma, może kształcić dzieci, gdzie sobie zamarzy, biedni posyłają dzieci do najbliższej szkoły.
Bauman dał się uwieść komunizmowi. No, ale przecież nie on jeden. Nie wierzmy w opowieści sugerujące, że w 1945 roku wejście Armii Czerwonej traktowano jako kolejną okupację. Były oczywiście oddziały, które nie wyszły z lasu i czekały na dalszy rozwój wypadków. To wtedy mówiono, że przyjedzie generał Anders na białym koniu. Nie przyjechał. W Teheranie i w Jałcie Roosevelt i Churrchil zrobili z nas ofiarę, oszukali, łamiąc wszystkie zapewnienia i obietnice dawane nam wtedy, kiedy byliśmy im potrzebni. Od 1942 roku bardziej byli im potrzebni Sowieci – cóż taka już jest ta polityka. W polityce interes zawsze wygrywa z zasadami.
Wróćmy do Baumana, w ‘53 wywalono go z wojska. Nadal jest ortodoksyjnym marksistą, ale po ‘56 roku ortodoksyjność nie jest już tak mocna. Zaczyna studiować socjologię i coraz bardziej marksizm go zniechęca. W ’68, po fali antysemickich czystek, wyjeżdża z Polski. Ląduje w Leeds, w którym mieszka do dzisiaj. Jest jednym z najbardziej znanych socjologów na świecie. Pisze niezwykle mądre książki przekładane na wszystkie języki świata. Podobno w jakimś wywiadzie powiedział, że służenie w latach 50. w KBW można porównać do dzisiejszej walki z terroryzmem. Szukałem tej wypowiedzi, ale bezskutecznie. Jeżeli pan profesor rzeczywiście coś takiego powiedział, to zrobił to nieroztropnie. Terroryzm w XXI wieku nijak się ma do sytuacji Polski w roku 1945. Ale nawet takie zdanie nie upoważnia kiboli czy innych krótko ostrzyżonych osiłków do zachowania żywcem przeniesionego ze stadionów. Gdy słyszę – „raz sierpem, raz młotem, czerwoną hołotę” – to sobie myślę, że te szturmówki nie mają pojęcia o czerwonej hołocie i jeżeli ktoś tutaj w ogóle jest hołotą, to raczej oni.
Nie mam nic przeciwko pytaniu profesora Baumana o przeszłość. Ale gdy czytam na jakichś portalach, że jest on porównywany do hitlerowskich zbrodniarzy, to mi ręce opadają. Nie wiem, co się z nami wszystkimi dzieje. Przeszłość Zygmunta Baumana nie była żadną tajemnicą, jeszcze cztery lata temu prowadziłem w Gdańsku spotkanie z profesorem i gdyby mi ktoś wtedy powiedział, że za kilka lat dojdzie do takiej sytuacji jak we Wrocławiu, zwyczajnie bym nie uwierzył.
Czerwona hołota
REKLAMA
REKLAMA




















