Pewne jak w banku

0
Grzegorz Miecugow
REKLAMA

Gdy upadł blok sowiecki, mało kto zastanawiał się nad reperkusjami tego wydarzenia. Wszyscy raczej się cieszyli z nadchodzącej wolności, zwłaszcza w tej części Europy, która od wojny jej nie znała. A w 1989 roku rozpadł się świat narysowany w Teheranie i Jałcie przez trzech przywódców, ale tak naprawdę przez Stalina. Zimnowojenna rzeczywistość dla Zachodu oznaczała ciągły strach przed ZSRR, ale także lęk przed wewnętrzną rewoltą. Ten drugi lęk powodował to, że pracodawcy dbali o pracobiorców. Pracodawcy tworzyli takie warunki socjalne, które pozwalały się wszystkim bogacić. Z kolei na Wschodzie wszyscy byli biedni, a ci nieliczni, którzy byli bogaci, zwani najczęściej „badylarzami”, też musieli bardzo ostrożnie wydawać swoje pieniądze, bo jeżeli byli nieostrożni, to dostawali w łeb od państwa.

Gdy runął tamten porządek, pogorszyło się po obu stronach. Kapitalizm pokazał wilcze kły. W niektórych państwach mniejsze, jak na przykład w Skandynawii, w niektórych większe, jak niestety u nas. I małą jest pociechą to, że podobnie jest także w innych krajach naszego regionu oraz w części Zachodu, takiej jak Grecja, Hiszpania czy Portugalia. We wszystkich krajach naszej Europy widać jednak to samo – najbardziej liczą się pieniądze. Państwa zachowują się chaotycznie, czasami pedantycznie liczą każdy grosz albo każdy cent, a czasami szastają pieniędzmi na skalę dotychczas niewyobrażalną. Te premie za Stadion Narodowy, czyli milion 300 tysięcy złotych na głowę, są tak wysokie, że za nieprzyzwoite byłyby uznane także w bogatych krajach Zachodu. 325 tysięcy euro to są premie porównywalne do tych, które dostają prezesi banków (do których zaraz wrócę). I żeby było jasne, nie mam pretensji do tych panów, którzy takie bonusy dostali, ale co miał w głowie minister Drzewiecki, gdy te dokumenty podpisywał, nie wiem. Chyba pomroczność jasną…?
Przy tej okazji warto by być może rozważyć pomysł, by urzędnicy państwowi partycypowali majątkowo w złych skutkach swoich złych decyzji. Gdyby dziś pan Mirosław Drzewiecki miał wpłacić do skarbu państwa na przykład 1/3 tej sumy, którą hojnie dysponował (z naszych pieniędzy zresztą), to – po pierwsze – by go to zabolało, bo ludzie bogaci przywiązują do pieniędzy znacznie większą wagę niż biedni, a po drugie, następni urzędnicy byliby być może przyzwoitsi. Tak przynajmniej sądzę.
A teraz o sednie zła w tych trudnych czasach, czyli o bankach. To właśnie banki są dziś jedynymi dobrze prosperującymi instytucjami. Chociaż „dobrze” to nie jest najbardziej trafne określenie. Banki działają zyskownie. I to wszędzie, nawet w tonącej Grecji. Teraz, gdy na Cyprze ludzie w panice wypłacają pieniądze z bankomatów, też chodzi o taką zmianę prawa, która pomoże nie ludziom, a właśnie bankom. Gdy negocjowane są kwoty, jakie będą pompowane w słabnące gospodarki Portugalii, Hiszpanii czy Włoch, to faktycznie mówimy o pieniądzach, które trafią do banków i to wcale niekoniecznie tych państwach.
Jedno wydaje się być pewne; nawet jeżeli jakieś państwo, na przykład Grecja, zbankrutuje, to greckie banki przetrwają. Każe to sobie postawić pytanie: co jest ważniejsze – państwo czy banki? Dziś odpowiedź jest jasna – banki. A ja bym chciał dożyć czasów, w których ważniejsze będzie państwo rozumiane jako twór, który służy wszystkim obywatelom.

REKLAMA (3)
Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
REKLAMA (2)
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze