Słodko‑gorzki uśmiech Klary

0
klara
klara
REKLAMA

Sukces wydawniczy „Klary”, prozatorskiego debiutu świetnej aktorki Izy Kuny, ma dalszy ciąg. Po Piotrze Kruszczyńskim, który w poprzednim sezonie wystawił „Klarę” w Teatrze im. Horzycy w Toruniu, po książkę sięgnęła Aleksandra Popławska, przygotowując premierę w Teatrze Powszechnym, z kolei film fabularny na podstawie „Klary” przygotowuje Wojciech Smarzowski.
Tak duże zainteresowanie prozą Kuny nie jest zaskoczeniem. „Klara” wypełniła lukę pomiędzy literaturą popularną a propozycjami dla koneserów. Oglądając spektakl w Powszechnym, myślałem o francuskim kinie obyczajowym – dowcipnym, utkanym z czułych, ale i okrutnych portretów, a od czasu do czasu uderzającym w tonację serio. Nie potrafimy kręcić takich filmów, pisać podobnych sztuk i powieści. I właśnie dlatego „Klara” jest unikatem: Kuna używa groteski, żeby wyostrzyć ironię, literacka gruba kreska służy do odmalowania emocjonalnej akwareli.
Tytułowa Klara (Edyta Olszówka) to rycząca czterdziestka: atrakcyjna, zabawna, popijająca, przeklinająca, wikłająca się w toksyczne związki, uzależniona od rozmaitych tabletek oraz stałego, nienawistno‑miłosnego kontaktu z matką (Joanna Żółkowska). Adaptacja Popławskiej wyostrza te fragmenty prozy Kuny, w których neuroza Klary staje się diagnozą pokolenia. Żyjemy bez kręgosłupa, nie tyle nawet moralnego, co psychologicznego. Bohaterowie „Klary” są błyskotliwi, jak z rękawa sypią bon‑motami, oglądają filmy, czytają książki. Wszystko to jednak jest zawieszone pomiędzy przypływem a odpływem jednorazowego impulsu mobilizującego do działania – ale na krótko. Generacyjna frustracja wynika zatem nie z ideologiczno‑religijnego manifestu pokolenia naszych rodziców i dziadków, lecz z braku pomysłu na jakikolwiek dłuższy dystans, projekt na zabudowę kolejnych miesięcy, lat, dekad.
Przypuszczalnie z tego powodu publiczność najżywiej reaguje na sceny z udziałem Joanny Żółkowskiej w roli matki Klary. Z jej paplaniną czujemy się bezpiecznie. Brawurowa Żółkowska przypomina zdroworozsądkowe zasady z czasów, kiedy rzeczywistość dała się jeszcze ogarnąć. Dzisiaj pion zszedł do poziomu. Rozlazł się, rozmarzył, rozwydrzył. Dookoła niestabilnej Klary krążą neo‑satelity: niefortunny narzeczony Aleks (Marek Kalita), neurotyczna przyjaciółka Wronka (Aleksandra Bożek), niekochany przyjaciel (Michał Sitarski). Wszyscy na swój sposób niewydarzeni, ale całkiem szczęśliwi we własnym nieszczęściu.
Aktorsko najlepiej wypadł Michał Sitarski w roli geja, przyjaciela Klary, oraz dawno nieoglądana Agnieszka Krukówna. Aktorka pojawia się zaledwie w kilku scenach. Wystarczy, spektakl natychmiast szlachetnieje. Tajemnica charyzmy.

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze