Nagrań, które znalazły się na Black Sabbath: Live… Gathered in Their Masses, dokonano 29 kwietnia oraz 1 maja w Rod Lavar Arena w Melbourne. Zespół rozpoczął tam tournée promujące album 13. Wydawnictwo, co ostatnio jest niemal regułą, trafiło do sprzedaży w kilku formatach, a mianowicie jako DVD, Blu‑ray, DVD + CD, Blu‑ray + CD, a także jako super box kolekcjonerski. Mój mikołaj przyniósł mi płytę Blu‑ray i o niej słów kilka.
Wszystko się tam zgadza, obraz znakomity (skoro to Blu‑ray, to cóż to za łaska?), dźwięk bardzo przyzwoity, ale w wersji stereo, bo przy 5.1 bez rewelacji. Całość, w której dominują utwory z pierwszych płyt zespołu, zaczyna się od War Pigs, kompozycji otwierającej płytę Paranoid. Potem brzmi Into The Void wieńczące trzeci krążek – Master Of Reality. Zresztą, co warto podkreślić, napis „Black Sabbath” na okładce najnowszego wydawnictwa został skopiowany z tamtego właśnie albumu. Jest więc to jednoznaczna sugestia, że zespół anno domini 2013 i jego najnowszy krążek 13 to powrót do klimatów z początku lat 70. Jak dla mnie, bomba!
Numerów z ostatniego krążka zarejestrowanych podczas australijskich występów jest cztery: Loner, Methademic, End Of The Beginning oraz God Is Dead?. Po trzecim na Blu‑rayu kawałku Loner następuje Snowblind z płyty Black Sabbath Vol.4. Niby wszystko się tam zgadza, w moim odczuciu jednak zawartość Black Sabbath w Black Sabbath jest niewystarczająca i to nie tylko brzmieniowo. Wiem, że czasy się zmieniły, ale przy dzisiejszej technice wszystko da się zrobić, a już zwłaszcza wykreować bardziej sabatowską aurę sceniczną. Ale, niech tam.
Kiedy zaczyna się otwierający debiutancki album numer Black Sabbath, jest już lepiej, potem wrażenie rośnie. Z pierwszej płyty brzmią: Behind The Wall Of Sleep i N.I.B. Ten ostatni to najlepszy numer na tej koncertowej płycie. A zatem można było?. Oczywiście N.I.B to nie jakiś wyjątek, ale, mimo wszystko, ani Iron Man, ani Children Of The Grave już tego poweru w sobie nie mają.
Wreszcie finał. Jest zacny, choć muszę przyznać, że kompozycja Sabbath Bloody Sabbath, „zapodana” wyłącznie jako intro do wieńczącego dzieło Paranoid, to mała zbrodnia. Kiedy jednak ogląda się całość, trudno nie dostrzec wielu ewidentnych pozytywów, ot, jak choćby kultury gry u Iommiego, którego riffy już dawno zapewniły mu miejsce w panteonie gitarzystów. Trudno nie docenić bardzo dobrze śpiewającego Ozzy’ego, który z sobie właściwym wdziękiem mokrego szympansa przykuwa uwagę.
Można żałować jednak, że dzisiejszy Black Sabbath nie gra już z Billem Wardem. Wszak człowiek nie przeniósł się w zaświaty i, jak można sądzić, tylko brak dobrej woli spowodował jego absencję. Szkoda, bo przecież Ward to zdecydowanie bardziej stały członek zespołu niż Ozzy Osbourne. Tak swoją drogą, Ozzy nazywa siebie jego przyjacielem, a nieobecność zasłużonego pałkera tak tłumaczył: Myślę, że poszło o pieniądze, ale była też inna strona. Gdy Bill przyszedł, zapytaliśmy, czy poradzi sobie z koncertami, które trwają po półtorej, a nawet dwie godziny. Zasugerowałem, żeby zasiadł przy perkusji i żebyśmy zobaczyli, jak sobie poradzi. (…).Jego duma ucierpiała i ja to rozumiem. Ten facet był zawsze moim bliskim przyjacielem i bratem, ale… nie powinien być zdziwiony, że nie zagra koncertów… a te jego żółte samoprzylepne karteczki? Miał nimi obklejoną całą perkusję. Mówił, że nie pamięta, co ma robić. No cóż, trochę to przykre.
Słów zatem kilka o następcy Warda. Tony Clufetos to inne pokolenie, muzyk 30 grudnia skończy 34 lata, ale żółtodziobem nie jest. Na koncie ma lata współpracy z takimi wykonawcami jak: Alice Cooper, Ted Nugent czy sam Ozzy Osbourne. Nic dziwnego, bo pałker z niego co się zowie. Młóci bardzo, bardzo solidnie, brzmi potężnie, a gra nad wyraz zdyscyplinowanie. Wspólnie z basistą Geezerem Butlerem tworzą sekcję, której słucha się z heavymetalową przyjemnością.
Na koniec mała refleksja. Black Sabbath to dla mnie jeden z najważniejszych zespołów w historii. Pozostaje jednak pewne „ale”. Otóż w porównaniu z londyńskim koncertem Led Zeppelin (z Jasonem Bonhamem) „Sabaci” grają w Melbourne trochę jak ubodzy krewni, jakieś to granie bywa kanciaste, a nawet (o zgrozo!) niewydarzone… Wiem, wiem to wszystko elementarz gatunku i metalowa poetyka (szkoda, że nie poezja). Jeśli jednak się czepiam, to na swoje usprawiedliwienie mam tylko tyle: na czerwcowy koncert Black Sabbath w Łodzi bilet zakupiłem już kilka tygodni temu.
Koncertowy Black Sabbath
REKLAMA
REKLAMA
![Kolejny parkomat w Tarnowie [ZDJĘCIA] Parkomat ul. Gumniska](https://www.temi.pl/wp-content/uploads/2026/04/Parkomat-ul.-Gumniska-8-218x150.jpg)


![Groźne zdarzenie na skrzyżowaniu w Tarnowie. Na miejscu pracują służby [ZDJĘCIA]](https://www.temi.pl/wp-content/uploads/2026/04/DSC_6746-218x150.jpg)



![Prace przy „Szczucince” rozpoczęli od wycinki dzikiej zieleni [ZDJĘCIA] Stacja Dąbrowa Tarnowska 2026](https://www.temi.pl/wp-content/uploads/2026/04/Stacja-Dabrowa-Tarnowska-2026-5-218x150.jpg)













