Procol Harum, chór i orkiestra

0
borowiec
borowiec1746
REKLAMA

Nie byłoby prawdą, gdybym twierdził, że płyta zespołu Gary’ego Brookera z symfonikami z Edmonton zachwyciła mnie od razu. Właściwie przez wiele lat, a miałem ją nagraną na taśmie, interesowała mnie tyle, co… zeszłoroczny śnieg. Dla nastolatka zakręconego na punkcie solidnego rockowego łomotu jawiła się jako zapis wydumanego artystycznie przekazu, choć, co muszę podkreślić, klasycyzujące brzmienia wcale nie były mi wtedy obce. Człowiek nie do każdej formy sztuki dorasta z marszu. Być może jest z tym tak, jak z wytrawnym winem, do którego nasze podniebienia dojrzewają dopiero w późniejszym wieku. Nie bez przyczyny poruszyłem tu kwestię wina, bo płytę Procol Harum In Concert With The Edmonton Symphony Orchestra można by porównać do szlachetnej odmiany tego trunku.
Wydawać by się mogło, że po tym, jak dwa lata wcześniej doszło do wspólnego występu Deep Purple z Royal Philharmonic Orchestra, szlak został przetarty. Niestety, nie. Przygotowania do koncertu w Edmonton szły jak po grudzie. Problemy Procol Harum zaczęły się już na wstępnym etapie, bo, nie wiedzieć czemu, kanadyjscy celnicy nie chcieli przepuścić przez odprawę zespołowego sprzętu. Dalej wcale nie było lepiej. Bardzo ważna osoba dla przedsięwzięcia, dyrygent Lawrence Leonard przez cały czas zażarcie kłócił się z Brookerem, ba, na tyle żywił niechęć do rocka, że zażądał, by w materiałach dotyczących koncertu nie wymieniano jego nazwiska (stąd też nie było go w płytowej książeczce). Muzycy orkiestry też nie przepadali za rockiem. Ponoć jeden ze skrzypków nosił nawet kask motocyklowy na próbach, twierdząc, że tylko tak może ograniczyć denerwujący go hałas. Próby z orkiestrą były drogą przez mękę, a w dodatku pomysły aranżacyjne rodziły się w ostatniej chwili. Tak było choćby w przypadku otwierającego album utworu Conquistador, do którego Brooker wymyślił i napisał orkiestrowe aranżacje w samolocie do Edmonton, a który włączono do programu koncertu w ostatniej chwili. Ba, orkiestrze nie udało się go nawet dobrze przećwiczyć.
Zaledwie na tydzień przed koncertem lider zespołu stwierdził, że całość mimo wszystko wypadałoby zarejestrować. Technicy zatem – jak pisał o tym Piotr Strzyżowski (artrock.pl) – musieli w ciągu kilku dni rozgryźć, jak w wielkiej sali poustawiać mikrofony, by wszystko odpowiednio się nagrało. Brooker spodziewał się katastrofy: miał wrażenie, że na próbach muzycy orkiestry nie przykładają się specjalnie do grania, mechanicznie przelatując swoje partie. Wreszcie w zimny wieczór 18 listopada 1971 kwintet Procol Harum, orkiestra i chór wyszli razem na scenę Northern Alberta Jubilee Auditorium w Edmonton.
No i… stało się. Na szczęście jednak poszło inaczej, niż można było się spodziewać. Muzycy oszczędzający się na próbach na koncercie, jak na profesjonalistów przystało, dali z siebie wszystko. Do tego doszło entuzjastyczne wręcz przyjęcie ze strony rockowej publiczności, oklaskującej zarówno Procol Harum, jak i orkiestrę. To ociepliło stosunki pomiędzy zespołem a symfonikami. Co więcej, całość zarejestrowana została na dobrym poziomie technicznym i w kwietniu 1972 album trafił na rynek.
Otwierał go wspomniany Conquistador, rozpoczynający się od mocnych, rytmicznych dźwięków skrzypiec i z hiszpańska grającą trąbką. Utwór brzmiał inaczej niż w wersji studyjnej, podobnie jak Whaling Stories, który nabrał tu wyjątkowej mocy i podobnie jak tajemniczy A Salty Dog, któremu orkiestrowe brzmienia dodały niezwykłego kolorytu. Urzekał również, choćby partią chóralną snującą się w tle, All This And More. Wszystko to jednak bledło wobec suity In Held ‘Twas In I z piękną kantyleną orkiestry, jakby z IX Symfonii Antonina Dvoraka, z uroczymi dodatkami fletu, z wokalną „zabawą” chóru, podbudowaną brzmieniem dęciaków i wreszcie z potężnym, majestatycznym orkiestrowo‑chóralnym finałem. Wrażenie było powalające.
Po latach można by się pokusić o stwierdzenie, że Procol Harum jak żaden inny zespół w świecie potrafił wykorzystać zalety muzyki poważnej w muzyce stricte rockowej. W 1996 roku w majowym numerze miesięcznika Tylko Rock wytrawny znawca tematu – Piotr Kaczkowski, wspominając brytyjski występ zespołu z orkiestrą w 1973 roku, będący właściwie powtórzeniem tego z Edmonton, napisał: Piękny koncert, z którego wyszedłem lepszym człowiekiem. Myślę, że nie tylko ja.

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze