Na małej malezyjskiej wysepce zwanej Przystankiem (Perhentian) żyliśmy po sezonie – dwóch Francuzów, dwie Norweżki i ja. Mieszkaliśmy w bungalowach na stoku, w nocy oglądając spadające gwiazdy, w dzień pływając w morzu.
Długa Plaża, przy której mieszkaliśmy, nie bardzo co prawda nadawała się do pływania, bo był tam silny przybój z falą bardziej odpowiednią dla surfistów. Ale po drugiej, zawietrznej stronie wyspy, była Koralowa Plaża, a także Romantyczna Plaża – obie idealne do pływania z maską.
Blizna i inni
Byłam na Perhentian już po raz drugi i z Romantycznej Plaży miałam wiele wspomnień. Podczas pierwszego pobytu każdego ranka chodziłam tam popływać – w malowniczej zatoczce z koralowymi skałami, dnem z pokruszonych korali i wybrzeżem porośniętym palmami kokosowymi. W zatoczce roiło się od ryb – od kolorowej rafowej drobnicy po okazałe strzępiele, papugoryby garbogłowe, karanksy, barrakudy i rekiny rafowe.
Próbowałam oswoić dużego strzępiela, który przy Romantycznej Plaży był stałym bywalcem. Nazwałam go Scarface, czyli Blizna. Miał ponad metr długości – nie tak dużo jak na możliwości strzępiela! – i był raczej charakterystyczny niż piękny: szaro-czarny, plamisty, z głową z jednej strony białą i zniekształconą, jakby po zranieniu czy oparzeniu. Dzięki temu łatwo go jednak rozpoznawałam.
Każdego ranka Scarface opuszczał kryjówkę pod głazem, by poddać się toalecie – czyszczeniu pyska, skóry i skrzeli przez drobne rybki. Podczas moich porannych „spacerów” w morzu tak go właśnie znajdowałam – wiszącego ukośnie w wodzie z szeroko rozstawionymi płetwami, podczas gdy smukłe rybki-czyściciele skubały jego plamistą skórę i szeroki zdeformowany pysk. Początkowo na mój widok strzępiel zwykle dawał szybkiego nura pod głazy – ale z dnia na dzień reagował spokojniej, aż wreszcie w ogóle pozwolił sobie zlekceważyć moją obecność, dzięki czemu mogłam długą chwilę obserwować i jego, i pracę czyścicieli. Ceniłam sobie ten dowód zaufania.
Rekiny przypływały na Romantyczną Plażę przed siódmą rano i krążyły przy samym brzegu, w wodzie nie głębszej niż metr. Były to pospolite rekiny rafowe, uchodzące za niegroźne dla ludzi, o długości nieprzekraczającej półtora metra. Kiedy pływałam w zatoczce, wycofywały się zwykle na głębszą wodę i utrzymywały ten dystans. Co również doceniałam, bo od czasu, gdy w Indonezji pewien rekin napędził mi strachu, wolałam nie spotykać jego krewniaków, nawet tych niegroźnych.
Pewnego ranka jednak, szukając mojego strzępiela, w obniżeniu między głazami natknęłam się na rekina – smukłego, szarego i na oko wcale nie mniejszego niż ten, który kiedyś skutecznie mnie wystraszył. Rekin nie zauważył mnie w pierwszej chwili – szukał czegoś przy dnie między głazami. W następnej chwili wypłynął zza głazu, by znaleźć się niemal dosłownie nos w nos ze mną, zawieszoną pod powierzchnią wody.
Zobaczyłam jego tępo zakończony nos i małe oczy. Dzieliło nas kilkadziesiąt centymetrów wody i – niżej – kawałek skały. Poczułam, że się duszę. Nie byłam w stanie oddychać.
To trwało ułamek sekundy. W następnym ułamku rekin spojrzał na mnie, zrobił błyskawiczny zwrot i odpłynął bardzo szybko, zupełnie bez dostojeństwa. Nie było wątpliwości. Uciekł! Przestraszyłam rekina!
Pierwszy rekin Baptiste’a
Gdy opowiedziałam tę historię moim sąsiadom, Francuzom, nabrali wielkiej ochoty na pływanie z maską przy Romantycznej Plaży. Bastien i Baptiste odbywali swoją pierwszą podróż do Azji, wszystko ich pociągało i zachwycało. Nie mieli masek do pływania ani płetw – popytawszy, zdołali w jednym z sąsiednich hoteli pożyczyć maskę z rurką i uznali, że będą jej używać na zmianę. Umówiliśmy się, że gdy następnego dnia pójdę na Romantyczną Plażę, Baptiste przyłączy się i spróbuje, jak pływa się z maską. Bastien miał spróbować po południu. Do kwestii rekinów młodzi Francuzi mieli stosunek całkiem różny: Bastien miał nadzieję, że nie spotka rekina, Baptiste nie mógł się doczekać takiego spotkania.
Gdy następnego ranka Baptiste wszedł do morza, okazało się, że pożyczona maska przepuszcza wodę z każdej niemal strony i dłuższą chwilę poświęciliśmy na jej dopasowanie. Udało się tylko nieco ograniczyć przecieki. Potem na płytkiej wodzie jakiś czas obserwowaliśmy ośmiornicę, która siedziała pod koralowym kamieniem i sama usiłowała udawać kawałek martwego korala. Potem pojawił się wąż morski, szperający w zakamarkach korali. Potem szukaliśmy mureny, która przemknęła po dnie i zniknęła.
Dla Bapiste’a wszystko pod wodą było nowe, więc co moment coś go zatrzymywało – nawet, gdy akurat nie wylewał wody z maski. Zachwycał się stadami drobnych rybek, ukrywających się w koralowych ogrodach. Popłynął za parą żółto-czarnych chetoników, potem trafił na kopiące w piasku stado sumików. Odkrył fletnice, a potem mątwę, która na naszych oczach kilkakrotnie zmieniła kolor. Potem przyłączyliśmy się do sporego stada papugoryb, które powoli wędrowały nad dnem, tu i tam nadgryzając korale.
Kiedy w końcu pojawił się tak oczekiwany przez Baptiste’a rekin, było to (znowu) całkiem nieoczekiwane.
Spory rekin rafowy spokojnie płynął sobie wzdłuż zatoki stylem patrolowym. I chyba nas nie zauważył. Być może wirowanie stada papugoryb, któremu towarzyszyliśmy, utrudniało mu obserwację, bo przez chwilę długą jak wieczność płynął prosto na nas.
Chyba rekiny mają w sobie coś hipnotycznego, bo Baptiste – całkiem jak ja kiedyś – na widok wielkiej ryby całkiem osłupiał. Ja – dość głupio – ciągnęłam go za łokieć, próbując usunąć z drogi rekina, który się zbliżał.
A potem poszło szybko. Baptiste zakrztusił się wodą, zbierającą się w masce. Papugoryby rozproszyły się jak uciekające ptaki, a rekin dwa-trzy metry przed nami zrobił gwałtowny zwrot i szybko odpłynął.
Baptiste wynurzył się, wypluł wodę i, zapomniawszy wszystkie angielskie słowa, wybuchnął potokiem francuskiej wymowy. Czy był to wyraz strachu czy entuzjazmu – nie umiałam rozpoznać.
Kiler pod palmami
Chwilę potem odpoczywaliśmy, leżąc na wznak na wodzie i patrząc na szereg palm na brzegu. To gdzieś tutaj – przypomniałam sobie – podczas mojej pierwszej bytności na Perhentin kąpaliśmy się wraz z Kilerem w kokosowym mleku.
Kiler był młodym Polakiem, pracującym we Francji. Spotkaliśmy się na malezyjskiej wysepce, bo hotel Shari-La miał wtedy promocyjne ceny dla backpackers (plecakowiczów) i budget tourists. Toteż trafiliśmy do niego z naszymi plecakami, jadąc z różnych stron Malezji – Kiler i ja.
Kiler pływał z maską, toteż spotkaliśmy się przy Romantycznej Plaży. Po spędzeniu paru godzin w wodzie byliśmy głodni. Wzdłuż plaży rosły palmy kokosowe, a że w nocy był wiatr, na brzegu leżało wiele młodych zielonych kokosów. Idealnych do picia, ale nie mieliśmy czym ich otworzyć – trzeba było rozbijać je o głazy. Jeśli jednak pije się mleczko kokosowe z pękniętego w kilku miejscach orzecha, po chwili człowiek cały jest zlany słodkim, lepkim, kokosowym sokiem. Musieliśmy znowu wejść do wody, żeby się wykąpać. Rozsiedliśmy się w miniaturowej skalnej zatoczce, przypominającej naturalne jacuzzi, napełniane co chwila przez fale świeżą wodą. O parę metrów od nas na płyciźnie uwijały się barwne ryby, po gładkich pniach palm pomykały pasiaste wiewiórki. Dla uatrakcyjnienia pejzażu, z lasu przy plaży wyszły wielkie jaszczurki – warany monitory. Przypominały prehistoryczne jaszczury i grzały się na piasku w popołudniowym słońcu.
W tej egzotycznej scenerii zapytałam inteligentnie:
– Kiler, dlaczego nazywają cię Kiler?
Kiler łyknął z kokosa i odparł:
– Na nazwisko mam Kielar. Maurycy Benedykt, gdybyś chciała wiedzieć. Dość ciężko to zdrobnić. Jak myślisz, jak wołali mnie w szkole?
![Własnoręcznie ratują pozostałości po Zamku Tarnowskich na Górze św. Marcina [ZDJĘCIA] Zbieranie cegieł zamek](https://www.temi.pl/wp-content/uploads/2026/04/Zbieranie-cegiel-zamek-10-218x150.jpg)


![Rozpoczęły się Targi Pracy i Innowacji Tarnowskich – ITAR 2026 [ZDJĘCIA] Targi Pracy 2026](https://www.temi.pl/wp-content/uploads/2026/04/Targi-Pracy-2026-11-218x150.jpg)

![Prace przy „Szczucince” rozpoczęli od wycinki dzikiej zieleni [ZDJĘCIA] Stacja Dąbrowa Tarnowska 2026](https://www.temi.pl/wp-content/uploads/2026/04/Stacja-Dabrowa-Tarnowska-2026-5-218x150.jpg)


















