Zdrowy rozsądek

0
Grzegorz Miecugow
REKLAMA

To już uczciwsze jest to, co mówi Janusz Korwin Mikke, który zmierza do Brukseli z zamiarem rozwalenia Unii od środka, bo tak, Unię da się rozwalić, i to w roku 2014 łatwiej niż kiedykolwiek. Co będzie po tym rozwaleniu? Na to pytanie nie ma na razie precyzyjnej odpowiedzi. Bo trudno raczej przypuszczać, że uda się wprowadzić w życie postulat lidera Nowej Prawicy, który uważa, że kobiety są głupie i nie powinny mieć prawa głosu. Kumple pana Korwin Mikkego, którzy staną obok niego w sprawie zabicia Unii, nie zdecydują się na proponowane przez niego dalsze kroki, bo obawiać się będą, że dostaną w łeb od swoich partnerek życiowych.
Ostatnie dni kampanii zdominowane są przez wieści dobiegające z południa kraju. Wszyscy obawiają się powodzi i jej skutków. Świeżo bowiem mamy w pamięci rok 2010 i to, co wtedy działo się w maju i lipcu w dorzeczu Wisły. (Swoją drogą, to był niesamowity rok. Katastrofa smoleńska, islandzki wulkan, dwie powodzie, i uratowanie górników w Chile. To wszystko zdarzyło się w ciągu 5 miesięcy tamtego roku!). Tymczasem ja mam wrażenie, że wszyscy wypowiadający się w tej sprawie nie wiedzą, o czym mówią. Opozycja twierdzi, że przez ostatnie 4 lata nic nie zrobiono w sprawie ochrony przed powodzią. Ich zdaniem, przede wszystkim nie wzmocniono wałów przeciwpowodziowych. Premier natomiast chce mnie przekonać, że władza jest w stanie spowodować, że wielka woda sprawnie zostanie odprowadzona do morza. Tymczasem prawda jest taka, że nasz kraj jest wysuszony. Nie powiem, że jesteśmy pustynią, ale na pewno wody nam brakuje. 2 lata temu w Nowym Sączu był to bardzo poważny problem i w każdej chwili może to się powtórzyć. I nie rozumiem, jak w tej sytuacji wszyscy politycy mówią jedynie o tym, jak się pozbyć wody, czyli jak przegnać to, czego nam brakuje.
W Niemczech po wielkiej powodzi z 2002 roku trwa akcja deregulacji rzek. Nasi zachodni sąsiedzi uznali, że lepiej jest doprowadzić do tego, by rzeki wylewały na pola, niż żeby zalewały miasta. Zapłacenie rolnikom za utracone zbiory opłaca się o wiele bardziej niż odbudowywanie miejskiej infrastruktury. Tymczasem u nas trwa walka o podnoszenie i umacnianie wałów. Nie ma takiego wału, który któregoś roku nie okaże się za niski albo którego nie uszkodzą na przykład bobry. Gdyby nasze państwo uczciwie traktowało obywateli, to umówiłoby się z tymi wszystkimi, którzy żyją na terenach zagrożonych zalaniem, że wypłaci im sowite odszkodowania za to, że zalanie ich terenów uchroniło przed zalaniem tereny wielkich miast. Dzisiaj natomiast jest tak, że jakiś wał pęka, tereny są zalewane, a ludziom mówi się, że trzeba się było ubezpieczać, albo proponuje się jakieś zapomogi, które nijak się mają do prawdziwych kosztów naprawy zniszczeń.
Inna sprawa, że jesteśmy społeczeństwem dosyć nieroztropnym albo niedoinformowanym. Ostatnio słyszałem wypowiedź obywatela, który kupił działkę w pobliżu Nowego Targu i dopiero teraz dowiedział się, że jest to miejsce regularnie zalewane przez Dunajec. Dochodzą do mnie też głosy krytykujące wojewodę małopolskiego, który propaguje akcję naciskania na obywateli mieszkających na terenach zagrożonych powodziowo, by ci przenosili się w miejsca bezpieczne. No cóż, zdrowy rozsądek rzadko u nas jest w cenie.

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze