I po wyborach…

0
Grzegorz Miecugow
REKLAMA

To niedobrze, bo oba te ugrupowania sens własnego istnienia zrobiły z negowania sensu istnienia przeciwnika. Z tego, że prawdopodobnie PiS przegrało kolejne wybory, nie wyciągałbym większych wniosków. Zwykle już po trzeciej porażce z rzędu partie zmieniają liderów. Jestem jednak jakoś dziwnie pewien, że Jarosław Kaczyński przetrwa.
Janusz Korwin Mikke zaskoczył, chociaż czapki z głów przed większością pracowni badania opinii. To właśnie one twierdziły, że PO i PiS będą bliskie remisu, że przegra Janusz Palikot (zresztą to, w jaki sposób Palikot roztrwonił poparcie sprzed dwóch i pół roku, jest tematem na osobną rozprawkę, a może nawet pracę magisterską), no i wreszcie to, że JKM wygra. Ten sukces mnie rozczarował, bo oczywiście wolałbym, żeby do Parlamentu Europejskiego wchodzili ludzie, którzy dobrze życzą Europie, są pracowici, doświadczeni i merytoryczni, a nie ci, którzy uważają, że majowe wybory są przygrywką do jesiennych wyborów samorządowych i przyszłorocznych polskich wyborów parlamentarnych.
Tylko że co z tego, że ja bym coś wolał albo że my wszyscy, którzy poszliśmy na wybory, czegoś byśmy chcieli? Nic. Od lat narzekamy, że z roku na rok poziom polskiej polityki staje się coraz bardziej żenujący, i nic z tego narzekania nie wynika. No, może tylko to, że frekwencje wyborcze w naszym kraju są raczej wstydliwe. Do urn poszedł nawet nie co czwarty obywatel Polski. To o połowę mniej niż unijna średnia. Jest trochę wstyd.
Niska frekwencja w wyborach do Parlamentu Europejskiego nie jest tylko naszą specjalnością. Tacy Czesi też totalnie zlekceważyli te ostatnie wybory. Tyle tylko, że to nie Czesi, ale my jesteśmy największym beneficjentem unijnego budżetu europejskiego. Rozumiem więc rozżalenie Róży Thun z PO, (przy okazji gratulacje, bo jej wynik jest doskonały), która ma problem z rozmawianiem o tym niskim zainteresowaniem Europą naszych rodaków z posłami z tych krajów, które są płatnikami netto. Bo z kolei ci posłowie muszą świecić oczami przed swoimi wyborcami, którzy ciągle pytają – dlaczego mamy dawać pieniądze Polakom, skoro generalnie Europa ich nie obchodzi.
Nie wiem, jak długo mają wisieć plansze, które informują, że jakaś droga albo nowy park powstały dzięki wsparciu funduszy Unii Europejskiej, ale nie mam z tym problemu. Uważam, że Europa ma wobec nas ogromne zobowiązania. W 1920 obroniliśmy ją przed bolszewizmem. W czasie II wojny światowej byliśmy po stronie aliantów, którzy podpisali wszelkie zobowiązania wobec naszego kraju, by w końcu nas zdradzić. Ale to, że nie mam najmniejszych wątpliwości, że pieniądze od zachodnich państw nam się po prostu należą, nie zmienia faktu, że oczekuję od moich rodaków zainteresowania i aktywności. Jest oczywiste, że to, że wpisane mamy w geny imperatyw ochraniania naszych dzieci, skutkuje tym, że na większość spraw patrzymy przez ten właśnie pryzmat. Dlatego trochę nie rozumiem, dlaczego Polacy nie widzą ścisłego związku między tym, jak dzisiaj głosują w wyborach do Parlamentu Europejskiego, (albo raczej nie głosują), a tym, jak za kilkanaście lat będzie się żyło ich dzieciom, a także ich wnukom. Ja widzę związek oczywisty. Ponad 3/4 Polaków takiego związku wcale nie widzi. Smutne.

Obserwuj nas na Google NewsBądź zawsze na bieżąco - wejdź na Google Wiadomości i zacznij obserwować nasze newsy.


REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze