Zdaniem niektórych komentatorów i polityków, sytuacja jest analogiczna, mamy do czynienia z bardzo podobnym mechanizmem używania siły przez jedno z mocarstw, zajmowaniem terytoriów innych państw siłą i szantażem, z bezradnością państw demokratycznych, bezpośrednim zagrożeniem niepodległości Polski. Jednym słowem: mam do czynienia z powtórzeniem najgorszego dla Polski i dla pokoju scenariusza z lata 1939 roku wraz ze zdumiewającym podobieństwem szeregu szczegółów i mechanizmów zarówno politycznych, jak również militarnych. Niektórzy komentatorzy, także polscy, wręcz twierdzą, że trzecia wojna światowa właściwie już wybuchła, tylko nie wszyscy zdążyli ten fakt przyjąć do wiadomości.
Wydaje mi się, że nie zasługują na polemikę absurdalne poglądy o tym, że III wojna już trwa. Natomiast analogie pomiędzy obecną sytuacją a tym, co miało miejsce w Europie w 1939 roku, zasługują na uwagę. Są to analogie powierzchowne, a podobieństwa całkowicie pozorne i drugorzędne. Żadna wojna o wymiarze globalnym czy nawet regionalnym w sensie udziału sił zbrojnych kilku państw, w tym Polski, nie jest możliwa. Mamy do czynienia z pełzającą agresją Rosji przeciwko Ukrainie, ale w przeciwieństwie do roku 1939, kiedy Hitlerowi, wbrew temu co sam wielokrotnie powtarzał, nagle wydało się możliwe, że wygra wojnę z Anglią i że Niemcy są na tyle silne i bezpieczne w sojuszu ze Stalinem, że mogą pozwolić sobie na rozpoczęcie wojny na dwa fronty, żaden polityk nie jest zainteresowany rozpoczęciem wojny z NATO. Nie jest nim także prezydent Putin.
W przeciwieństwie do Niemiec, które w 1939 roku dysponowały krótkotrwałą przewagą w stosunku do Francji i Anglii na zachodzie, a tchórzliwość francuskich polityków i wojskowych uniemożliwiła im wykorzystanie okazji, jaką była zaangażowanie Wehrmachtu w Polsce, Rosja nie dysponuje taką przewagą. Jest państwem pod każdym względem słabszym od NATO, nie ma odpowiedniego potencjału ekonomicznego ani żadnych znaczących sojuszników. Rozpoczęcie przez Rosję otwartej agresji przeciwko Sojuszowi Atlantyckiemu, a taką agresją byłby atak na Polskę, jest z podanych wyżej powodów nieprawdopodobny.
Trudno bowiem założyć, że polityką Rosji kierują szaleńcy lub skrajni dyletanci. Tak nigdy w historii tego państwa nie było i nie jest. Prowadzona przez PiS‑owskich propagandystów „niepokornych, niezależnych i patriotycznych” i polityków kampania pod hasłem – precz z rządem i ministrem Sikorskim, którzy nie przygotowali nas do wojny z Rosją, a nasz kraj, tak samo jak w 1939 roku, jest zagrożony i osamotniony, ma charakter wyłącznie walki wewnętrznej. Jest to kampania oderwana od rzeczywistości, bez związków z realiami politycznymi i wojskowymi, służąca temu, czemu służą wszystkie obietnice i enuncjacje PiS‑u – dorwaniu się do władzy.
Zakładanie, że NATO okaże się równie niewiarygodne jak Anglia i Francja w 1939 roku jest przejawem myślenia w kategoriach: „jesteśmy skazani na klęskę i nic nie możemy zrobić”. Istotnie, Polska sama wojny z Rosją nie wygra. Nie ma w Europie państwa zdolnego do wygrania takiej wojny i właśnie dlatego utworzono sojusz obronny NATO, który jak dotychczas nie miał – na szczęście – okazji sprawdzać się w warunkach globalnego lub nawet europejskiego konfliktu. Jesteśmy uczestnikami najdoskonalszego systemu bezpieczeństwa, jaki istnieje na świecie i nic więcej nie możemy zrobić niż pozostawać lojalnym członkiem NATO i budować własne siły zbrojne zdolne do stawienia oporu dopóki nie uderzą sojusznicy. To, że PiS wykorzystuje trupy na Ukrainie w walce o władzę, to nic nowego, ani tym bardziej zaskakującego. Ale nie ma to związku z geopolityką i wojną ani z położeniem naszego państwa. Co najwyżej z podłością niektórych polityków i głupotą innych.
Wojenne rozważania
REKLAMA
REKLAMA




















