Szpital Wojewódzki im. św. Łukasza w Tarnowie może być pierwszą placówką medyczną w kraju, która umożliwi dostęp do terapii protonowej dzieciom chorym na nowotwory. To bardzo nowoczesna i skuteczna metoda, w Polsce dostępna tylko dla starszych dzieci, w dodatku w stopniu bardzo ograniczonym. Tarnowski szpital, który podjął się ambitnego zadania, natrafia po drodze na wiele trudności, lecz jest nadzieja, że wyznaczony cel zostanie w końcu osiągnięty.
– Na początku planowaliśmy, że nasze przedsięwzięcie będziemy realizować wspólnie z inną placówką, ale ostatecznie zdecydowaliśmy się na samodzielne działanie – opowiada Anna Czech, dyrektorka Szpitala Wojewódzkiego im. św. Łukasza w Tarnowie. – Decydując się na ten projekt mieliśmy na uwadze wszystkie dzieci, ale przede wszystkim najmłodsze, które umieszczone w odpowiednim urządzeniu podczas napromieniowywania protonami mogą się bać, płakać, poruszać się, co w tym przypadku jest niedopuszczalne. Wymagają więc znieczulenia ogólnego, obecności lekarza anestezjologa, odpowiedniego nadzoru. Do tej pory nie ma w kraju placówki, która umożliwiłaby terapię protonową najmłodszym pacjentom. Często wyjeżdżają one na leczenie za granicę.
Biurokratyczny walec
Terapia protonowa to bardzo skuteczna, precyzyjna i łagodna metoda leczenia raka o minimalnych skutkach ubocznych. Precyzyjnie wycelowana w nowotwór wiązka protonowa znacząco obniża ryzyko wystąpienia efektów niepożądanych, zapewnia pełną ochronę tkanek zdrowych. Dzięki temu terapia ta daje szansę na życie dobrej jakości również po leczeniu nowotworu. Wszystko to ma szczególne znaczenie w leczeniu dzieci chorych na raka, ponieważ protony nie zaburzają ich rozwoju, tak jak zdarza się to w przypadku klasycznej radioterapii. Ograniczają obciążenie niedojrzałych, rozwijających się tkanek.
W Europie specjalistyczne placówki znajdują się w 15 różnych państwach. Najbliższe Polsce duże ośrodki specjalizujące się w terapii protonowej znajdują się w Pradze, Berlinie i Monachium.
Po zgłoszeniu przez szpital tarnowski do NFZ planów związanych z uruchomieniem protonoterapii zaczął się mozolny bój o spełnienie mnóstwa wymogów, które hamują dostęp dzieci do tego rodzaju leczenia.
Przepis bez sensu
Na przykład w ministerialnym rozporządzeniu napisano, że w przypadku planowania świadczeń radioterapii protonowej dla tej grupy pacjentów szpital musi posiadać oddziały onkologii i hematologii dla dzieci. Nie wiadomo, po co niezbędni są hematolodzy, skoro zajmują się leczeniem chorób krwi, a protonami nowotworów krwi się nie leczy. Oddział onkologii jest, ale szpital musi zatrudnić dwóch hematologów dziecięcych, przez co wzrosną koszty całego projektu.
Musiał być też zostać zmieniony status szpitala, wypełnione dokumenty adresowane do kilkunastu urzędów i instytucji, do Państwowej Agencji Atomistyki czy Głównego Inspektora Sanitarnego, dziś mieszczące się w opasłych segregatorach. Ostatnio krajowy konsultant w dziedzinie radioterapii wydał opinię, która postawiła projekt pod znakiem zapytania. Dyrektorka Czech uspokaja: – To dotyczy spraw proceduralnych, Główny Inspektor Sanitarny już ponownie wystąpił do konsultanta krajowego z uzupełnionym i poprawionym przez nas wnioskiem, liczymy więc, że tym razem opinia będzie dla nas pomyślna.
Dramatyczna historia
Leczenie dzieci chorych na raka protonami w Polsce to przykład dramatycznej historii. Jej fragmenty możemy odnaleźć na przykład w raporcie NIK z wiosny ubiegłego roku, w którym napisano, że Centrum Cyklotronowe w Krakowie Bronowicach (CCB), które należy do Instytutu Fizyki Jądrowej PAN, mogłoby leczyć znacznie więcej pacjentów z nowotworami, z wyjątkiem raka narządu wzroku, ale ani resort zdrowia, ani NFZ, ani Narodowy Instytut Onkologii nie podjęły wystarczająco dużo starań, aby zmienić tę sytuację. Problemem są przepisy, które trudno spełnić.
W czerwcu 2016 r., osiem miesięcy po uruchomieniu CCB, minister zdrowia wprowadził do wykazu świadczeń gwarantowanych protonoterapię nowotworów zlokalizowanych poza narządem wzroku, ale pierwszego pacjenta poddano leczeniu dopiero po 11 miesiącach od uruchomienia Centrum. W tym czasie CCB pozostawało w bezczynnej gotowości do świadczenia protonoterapii, co oznaczało koszt ok. 2,5 mln zł.
W latach 2015–2020 wykorzystanie potencjału CCB było niskie – leczeniu nowotworów zlokalizowanych poza narządem wzroku poddano 360 pacjentów, wobec możliwości Centrum ustalonej na ok. 400 osób rocznie.
– Jako posłanka poprzedniej kadencji pracując w sejmowej komisji organizacji ochrony zdrowia zajmowałam się sprawą niepełnego wykorzystania Centrum Cyklotronowego w Krakowie, zabiegaliśmy wówczas o bardziej wydajną jego działalność. Dlatego już wtedy poznałam problem i teraz łatwiej było mi się nim zająć – zaznacza Anna Czech.
Może się uda
Od chwili opublikowania wspomnianego raportu NIK sytuacja zmieniła się o tyle, że od tego roku w Bronowicach przyjętych zostało kilku nastolatków, ale niewymagających znieczulenia ogólnego do radioterapii protonowej. Jak dotychczas jedyną możliwością trafienia tam na leczenie jest uzyskanie skierowania za pośrednictwem oddziału Narodowego Instytutu Onkologii w Krakowie.
Obecnie w CCB z terapii protonowej korzysta średnio 25 osób, mimo że są możliwości przyjęcia liczby dwukrotnie większej. Tarnów podjął się próby umożliwienia korzystania z nowoczesnej metody leczenia dzieciom, zwłaszcza najmłodszym.
– Mali pacjenci mieliby w naszym szpitalu w Tarnowie pełne zaplecze medyczne i organizacyjne, zgodnie z ministerialnymi wytycznymi, a do cyklotronu znajdującego się w bronowickim centrum byliby przez nas dowożeni – informuje szefowa tarnowskiego szpitala. – Jeszcze do załatwienia mamy kilka istotnych spraw, ale projekt zyskał poparcie wielu osób i instytucji, więc jest duża szansa na to, że uda się nam dopiąć swego.
# TEMI, Tarnów wiadomości, terapia protonowa, protonoterapia






















